Już nie wiem, co robić, będzie rozwód. Miałem normalną żonę, która ogarniała chałupę ze mną na pół i dzieci sztuk dwa. Co jakiś czas słuchałem jęczenia zrób to, kupmy to, jedźmy tam, nauczony doświadczeniem traktowałem z dystansem. Nagle zaczęły się duże fochy, ona chce i koniec. Mówiłem jej, że ma pracę niech sobie zaoszczędzi i kupi. Ona do mnie, że zarabiam więcej, więc co za problem, żebym ja dołożył, albo kupił kolejną zachciankę. Tyle, że doskonale wiem, że to będzie wstęp do dej dej dej. Ogarnęła tyłek, zmieniła pracę i zaczęła kupować sama. Tylko, że więcej kasy pociągnęło więcej…