zawsze przy kazdej okazji jak zblizajace sie swieto nachodzi mnie refleksja, jak bardzo jestesmy jako ludziepodatni na sterowanie i jak wielu z nas musi byc wrecz doslownie poprowadzonych za raczke co i kiedy w zyciu ma robic. od razu zaznacze - nie mam absolutnie nic do obchodzenia swiat w dniu w ktorym sa, niech kazdy robi jak chche - jednak nie jest to dla was dziwne, ze wiekszosc ludzi musi miec powiedziane, ze tego i tego dnia masz zaniesc znicz na cmentarz, tego i tego dnia masz dac prezenty bliskim i byc dla nich mily. konkretnego dnia masz kupic kwiatka kobieta, w jednym dniu w roku zezrec 10 paczkow itd itd itp....jakby zrobienie tego w kazdym innym dniu bylo czyms absurdalnie trudnym. 99% ludzi ktorzy jutro pojada masowo na cmentarze pewnie nie bylo tam caly rok, sztuczne usmiechy, rozmowy z rodzina.moze jest w tym wiekszy sens ze tylko tak mozna cos przezywac w grupie, wieksza iloscia osob. jednak do mnie to nie przemawia. pamietam jak kiedys zrobilem sobie tlusty czwartek w zupelnie losowym dniu w roku, wiecie - tona paczkow, jakis slodyczy itp - to znajomym sie styki popalily, ze jak to tak? przeciez to trzeba czekac do tlustego czwartku zeby tak zrobic :)albo obdarowalem kobiete prezentami tak bez okazji, bo czemu mam czekac na 8 marca? bo tak mi "każą"? przeciez to zenujace i tak wymuszone, ze na miejscu kobiet bym nie czul jakiejs mega radosci. tym bardziej jesli tylko w tym dniu dostaje kwiaty.wszystko to komercja, nabijanie kabzy, czasami czuje ze gdyby dalo rade to codziennie mogloby byc jakies swieto zeby kupowac i konsumowac, wiecej i wiecejsprobujcie tak kiedys zrobic, ze wasze ulubione swieto zrobcie sobie w inny dzien, wtedy kiedy najdzie was ochota - polecam ten stan :) #przemyslenia

