Jak byłem nastolatkiem, byłem niezłym wariatem — i w sumie jestem nim do dzisiaj.To historia o tym, jak pojechaliśmy z kolegą znad morza do Berlina na rowerach. Spontanicznie, z małą ilością pieniędzy i wielką chęcią przygody.Spotkaliśmy się któregoś dnia i zaczęliśmy gadać, że fajnie byłoby odwiedzić Berlin. Rzuciłem pół żartem: „Zróbmy to na rowerach.” On na to: „Dobra.” Dwa tygodnie później byliśmy gotowi. Zorganizowaliśmy trochę kasy, znaleźliśmy tygodniową robotę, rodzina dorzuciła coś od siebie — i ruszyliśmy.Wzięliśmy ze sobą kilkaset złotych, namiot, kilka koszulek, dwie pary spodni, bluzę i trochę kosmetyków. Na początku jechaliśmy wzdłuż morza, przez trzy dni odwiedzając nadmorskie miejscowości. W dzień plażowanie, wieczorem jazda. Potem skręciliśmy na zachód, ale szybko zrozumieliśmy, że to potrwa za długo. Spanie w namiotach, tanie jedzenie i ciągła jazda zaczęły nas męczyć.Zaczęliśmy więc łapać pociągi na gapę. Udawaliśmy, że zgubiliśmy portfel, że mamy dom dwie stacje dalej — i czasem konduktorzy dawali się nabrać. Po trzech dniach dotarliśmy do granicy z Niemcami, już nieco zmęczeni i brudni, ale szczęśliwi. Do Berlina dotarliśmy po kolejnych trzech dniach pedałowania.Wzięliśmy hostel blisko centrum. Cały dzień zwiedzaliśmy miasto na rowerach – Alexanderplatz, Brama Brandenburska, galeria, sklepy. Kupiłem tam swoje wymarzone perfumy, pożyczając kasę od kolegi. Wieczorem wzięliśmy prysznic, założyliśmy najlepsze jeansy i t-shirty, i ruszyliśmy w noc.Berlin nocą miał inny klimat – tłumy młodych ludzi, światła, muzyka dobiegająca z klubów, zapach jedzenia i piwa w powietrzu. Kupiliśmy po dwa piwka, usiedliśmy na murku i obserwowaliśmy ludzi, obok nas usiadła grupka trzech murzynów i się zapytali skąd jesteśmy, zaczęliśmy rozmawiać, daliśmy im po papierosie, jeden z nich wyjął jointa i odpalił spytaliśmy czy możemy zapalić z nim, a on nam dał z 1/3 jointa, wzięliśmy z kolegą, obaj nie paliliśmy, więc na trzepło, dopiliśmy piwo gadając z nimi i ruszyliśmy dalej. Po chwili podeszła do nas grupka młodych Niemek – trochę pogadaliśmy po angielsku, śmialiśmy się, a potem wszyscy poszliśmy razem na małą uliczną imprezę przy parku. Ktoś puszczał muzykę z głośnika, ktoś tańczył, wszyscy pili tanie piwo i gadali o życiu.Siedzieliśmy tam do trzeciej w nocy, zmęczeni, ale szczęśliwi jak nigdy. Rano wróciliśmy do hostelu, kilka godzin snu, ostatnie popołudnie z plecakami na mieście i pojechaliśmy z powrotem do Polski, kupiliśmy już uczciwie bilet za może 40zł by dotrzeć kilka dni wcześniej i zmęczeni wróciliśmy do domu mając może ze 100zł z całych pieniędzy.To była dzika, spontaniczna przygoda — pełna śmiechu, głodu, poznawania ludzi i wolności. Jedno z tych wspomnień, które zostają z człowiekiem na zawsze.#podroze #rowery #bikepacking #licbaza #nostalgia #niemcy #marihuana #perfumy #namiot #sport

