Przeprowadziłem się na początku roku do Warszawy i tak naprawdę denerwuje mnie tylko jedna rzecz: zachowanie kierowców i sposób poruszania się ich w ruchu drogowym. Czemu kierowcy w Warszawie (nie chcę pisać, że warszawscy, bo przecież mogą być z różnych miejsc) nie respektują przepisów i zwyczajów drogowych, które stosowane są w całym kraju? Kilka przykładów:- notoryczny brak lewego kierunkowskazu na rondzie: przecież to oczywiste, że jeśli nie opuszczam ronda na najbliższym zjeździe to mam włączony lewy kierunkowskaz,- włączanie świateł awaryjnych przy postoju auta: światła awaryjne służą - jak sama nazwa wskazuje - do sygnalizowania awarii, a nie do zaznaczania postoju pojazdu (szybko zresztą wyczerpują car-akumulator),- nieumiejętność jazdy na suwak i korzystanie z pasa rozbiegowego: z takiego pasa zjeżdża się jak najszybciej, niezwłocznie bo pojawieniu się znaku poziomego lub pionowego informującego, że ten pas się kończy (w Warszawie zwykle w ostatniej chwili auta zjeżdżają), na tym właśnie polega tzw. jazda na suwak uregulowana prawnie,- brak sygnału dźwiękowego ("zatrąbienia") przy zbliżaniu się do wjazdu strefy zamieszkania: chyba każdy rozsądny człowiek tak robi, sygnalizując pojawienie się pojazdu w takiej strefie.A to jedynie parę, ale takich najbardziej znanych i rzucających się w oczy sytuacji. Czy ktoś logicznie i racjonalnie może mi wyjaśnić, czemu te przepisy i zasady są masowo "zawieszane" w Warszawie i kierowcy się do nich nie stosują?#prawojazdy #polskiedrogi #vejt

