Czy naprawdę istnieje jeszcze coś takiego jak "presja społeczna" w Polsce? W większych miastach jest się całkowicie anonimowym. Sąsiadów się w zasadzie nie zna. Nikogo nie interesuje, w co i czy w ogóle wierzysz, czy chodzisz do kościoła, czy i z kim się spotykasz i sypiasz, czy masz parę, czy jesteś samotny. Nikogo nie interesuje jak wyglądasz, gdzie pracujesz, co robisz. Ma to naturalnie swoje minusy, ale co do zasady to przecież błogosławieństwo, zwłaszcza dla introwertyków i nieśmiałych. Masz pełną wolność, możesz mieć bardzo ograniczone kontakty z innymi, sam sobie wybierasz towarzystwo (lub jego brak). Rodzina jest daleko gdzieś indziej, więc też tej presji raczej nie ma. Rozumiem, że na terenach typowo wiejskich, czy w malutkich miasteczkach może być inaczej, ale po pierwsze te obszary się szybko wyludniają, a po drugie zawsze można się przeprowadzić. Naturalnie, gdy ktoś jest niesamodzielny, kompletnie nieogarnięty, to mu niewiele da, ale dla jednak przeciętnej większości (i to równając mocno w dół), taka wolność to wciąż błogosławieństwo. Dlatego nie mogę po prostu zrozumieć wykopków, którzy narzekają, że radość życia obiera im wspomniana na początku presja społeczna w różnych formach. Macie wolność i to jak ją wykorzystujecie zależy w większości wypadków tylko od was.W większości wypadków niestety winne jest wasze lenistwo a nie świat dookoła was...#przegryw #niepopularnaopinia #vejt

