Właśnie zdałem sobie sprawę że chyba już nie kocham swojej żony.Ba, nie wiem czy mogę nazwać to małżeństwem, bo przypomina mi to bardziej jakąś spółkę wychowawczą.Po ślubie wiadomo - ogień, bliskość, wspólne plany, w końcu "po bożemu" jak to babcia by powiedziała. Potem pojawiło się dziecko - najlepszy prezent od życia. Mijały lata, emocje opadły, dziecko na pierwszym miejscu więc w sumie na nic nie było czasu. Nie mamy wspólnych zajęć poza może filmem od czasu do czasu. Niby mieszkamy razem, jemy, śpimy, zajmujemy się dzieckiem, jeździmy w odwiedziny do rodzin ale to jest "puste".…




