Pracuje w służbie cywilnej w średniej wielkości mieście- 170tys. Żona pracuje w "korpo" wyciąga około 4.5, ja podobnie. Mamy "pół mieszkania" drugie pół do spłacenia i remontu.Jestem w trakcie wieczorowego kkz z elektryki ELE 02. Patrzę po rynku pracy i jest dramatyczny. Oferty pracy dla elektryka jak robiłem reaserch są może 500zl większe niż za moje obecne pierdzenie w stołek. Zdecydowałem się na kurs bo liczyłem, że ucieknę z budżetówki i zacznę porządnie zarabiać a tu lipa, elektryków brakuje ale takich co robią za minimalną.Nachodzi mnie myśl, żeby nas spakować i wyjebać do WWA/Gdańska. Sprzedać te pół mieszkania i zacząć tam "na nowo"- ilość roboty, zleceń jest zdecydowanie większa niż tutaj. Tylko nie wiem czy jest sens. Mamy 30 lat, złapaliśmy stabilizacje, UoPy na czas nieokreślony u każdego z nas, myślimy o dziecku ale jak dojdzie mi 3 koła kredytu co mies to wcale kolorowo nie będzie. Nie chcę przez kolejne 15 lat żyłować się, bo kurwa w imię czego. Chce zabezpieczyć nas, chce dać dziecku normalny i dobry start ale nie chce też zabierać mu ojca i wyjeżdżać za granicę- miałem przez chwilę taki pomysł. Co Wy myślicie? Przesadzam i w sumie nie mamy takiej złej sytuacji czy czas się złapać za jaja i cisnąć o swoje? Moja robota nie jest zła, 7-15 i lota do domu, tylko szklany sufit na samym początku, podwyżki tyle co rząd zaplanuje i atmosfera średnia. Quo Vadis mirki?#warszawa #pracbaza #praca #elektryka #gdansk

