Chcę zmienić pracę, ale nie z powodów dla których zazwyczaj się zmienia pracę. Jestem programistą, pracuję jako kontraktor dla firmy z USA w bardzo, ale bardzo niszowej działce. Kiedy zaczynałem miałem bardzo konkretne zadanie do zrobienia, co zajęło ok. 2 lata, kiedy projekt się skończył, wszystko weszło w tryb utrzymania, więc od około pół roku moja praca polega na tym, ze od czasu do czasu podbiję jakąś dependencję, czy puszczę nowy release, jakieś 4-8h tygodniowo spędzam na właściwej pracy. Wiem, że mnie nie zwolnią, bo działka bardzo niszowa i znalezienie zastępstwa na mnie (wymaganiem jest też PhD, ze względu na jakieś affiliacje z uczelniami) i wyszkolenie człowieka zajmie im ok. roku, a na to sobie pozwolić nie mogą. Większość osób powiedziałoby, żyć nie umierać: amerykańska pensja w Polsce (total comp ~$300k), przy max 8h pracy tygodniowo, i zgodzę się, kasa to rzecz, która mnie tutaj trzyma, ale są poważne minusy, które ryją mi banię: praca w amerykańskiej strefie czasowej - mimo iż właściwej pracy jest niewiele jest ona w godzinach amerykańskich business hours - overemployment u mnie prawie niemożliwy, praca 100% zdalna, więc social skille lecą na łeb na szyje (trochę mi brakuję, wyjść na kawę ze współpracownikami). Raz na kwartał latam do USA na kilka dni, co przez jet lagi mam wycięte 2 tygodnie minimum per kwartał, jest to męczące. Gdyby nie żona i dzieci pewnie prowadziłbym życie cyfrowego nomada gdzieś z Azji albo Karaibów, a tak praktycznie siedzę, nic nie robię, a jestem zbyt leniwy, żeby pracować nad czymś swoim bo wiem, że wtedy poświęcałbym na to więcej czasu niż zakładam. Warto szukać czego lokalnego w PL, czy nie narzekać, zagryźć zęby i zostać na kontrakcie cholera wie jak długo?#praca #programowanie #it

