Wg mnie życie jest albo nieuchronną konsekwencją zjawisk fizycznych i chemicznych - albo cudem stworzonym przez Boga. W ogóle nie przekonuje mnie hipoteza, że życie powstało w jakiejś tam pierwotnej zupie w drodze losowego łączenia się cząstek organicznych, bo prawdopodobieństwo tego jest skrajnie małe. Pisząc "nieuchronną" mam na myśli okoliczność, że życie - mając sprzyjające warunki - pojawi się na pewno, ponieważ jest jakieś prawo fizyki/chemii, które determinuje jego powstanie. Wg mnie może to polegać na tym, że jest jakiś kryształ (kryształy, jak wiadomo, mają określoną strukturę…


























































