Wstaje rano: pakuje dwoje placzacych dzieci do szkoly, wioze jedno - 15min, wioze drugie, 25min. Jade do pracy, pracuje bez przerwy z officu jedynie 6h 10min dzisiaj - odrobie w inny dzien tygodnie reszte. O 15 koniec.Jade 35min do pierwszej szkoly, odbieram, jade do drugiej (korki) po 16.00 maja juz dwoje. By zbic czas (czyli nie wracac do domu za szybko bo i tak beda dzieci marudzic) jedziemy do biblioteki (wycinanki, ksiazki itd). By zbic jeszcze bardziej czas jedziemy po dobrego kebaba i frytki. Czekamy na 17.00 juz w domu. Zjadamy cala rodzina (zona obiad zrobila sie okazalo wiec jemy mix). Dzieciaki juz zmeczone robia krzyki i dokuczaja. Spac sie nam chce - mi i zonie (ona z domu caly dzien robila - pierwszy dzien po 1tygodniu 'chorobowego' wolnego). Ona idzie spac, ja w trybie zombie proboje uspic dzieci i latam za nimi jedzenie, rozdzielanie pocieszanie, bajki itd. Czasem krzykne bo juz nie daje rady z nimi. O 20.15 moja wstaje i wyrzuty ze na nie krzycze i ze obiecywalem ze bede wiecej pomagal. Klotnia jaki jestem niedobry - bo ona musi brac chorobowy tydzien zeby moc odpoczac od dzieci i pracy.Czy ja cos robie zle ? Sam jestem zniszczony tym trybem. #rodzicielstwo #przegryw #zycie #historieinformatyka #dzieci #rodzina

