Nie wiem co robic. 10 lat pyklo na emigracji swoje cele zrezliwaoelm tj. mieszkanie w poslce i cos odlozone na emeyrutre i start po powrocie. Robote mam tutaj dobra jak dla mnie bo miesiecznie bez dziadowania jestem w stanie odlozyc 13-14k PLN. Meczy mnie tylko praca w zachodniej tak jakby "panstwówce" bo jest to system rozne zmiany i weekendy ale na 21 dni z reka na sercu przepracuje polowe tego tlyko wydaje mi sie jakbym caly czas byl w robocie przez ten system.. Stres w robocie od x czasu zerowy bo mam wyjebane. Zaczynaja mnie wkurzac nierówności bo mam w wiekszosci takie pieniądze jak inni a wymaga sie ode mnie duzo wiecej. Duzo razy to wypominałem przelozonych ale zawsze ten sam makarony na uszy zeby dac im czas to bedzie inaczej, czas mija nic sie nie zmienia. W polsce wysyalem kilka CV do podobnych firm dostalem zaproszeni na rozmowe ale finalnie nic z tego. Z tego co slyszalem to tylko po znajomosci sie dostane do takich zakladów. Tesknie za rodzicami bo czas leci szybko. Tesknie za polskim jezykiem ale tak jakbym wpadl w pułapke i byl skazany na siedzenie tutaj bo polska nie jest mi nic w stanie zaoferowac. Nie chce isc do byle pierwsze kolchozu i sie denerowac tylko. Nie wiem co robic troche chatocyznie to napisalem. Nastepna kwestia mam tutaj dziewczyne dwa lata. Dobrze sie dogadujemy mamy wspolne zainteresowania i ogolnie "normalna" jak na te czasy. Raz jej wspomnialem co sadzi zeby sie do polski przeprowadzic to widzialem ten wyraz twarzy. Gniecie mnie to wszystko na bani niby chodze caly czas z bananem a w glowie taki pierodlnik ze nie wiem ile to wytrzymam. #emigracja #zycie

