Jednym z największych absurdów w polskiej manosferze jest podejście do związków i małżeństw, że coś się może nie udać i z tego powodu nie warto się wiązać a już broń Boże brać ślub. Bo to jakaś niekorzystna umowa. Podejście jest takie że żona może zdradzić, odejść z połową majątku i do tego zostawić z alimentami i jeszcze długami. Albo że znajdzie sobie Chada i odejdzie. Z jednej strony jest przedstawianie kobiet w złym świetle i że to one są wszystkiemu winne, że są hipergamiczne i rozwiązłe, z drugiej strony wygląda mi to tak jakby środowisko samo promowało rozwiązłość. Bo jak kobieta jest…






















