intuicyjny-filozof-69 pisze:
Cześćmikroblog słynie z narzekania, więc ja z okazji piątku z pozytywnym przekazem. Może kogoś zainspiruje do działania ( ͡° ͜ʖ ͡°)Jestem szczęśliwy. Naprawdę szczęśliwy w życiu. Nie zawsze robię tylko to co chcę, ale tak czy inaczej jestem szczęśliwy.Żyję w mieście wojewódzkim, mam 40 lat. Mieszkam we własnym, spłaconym już mieszkaniu. Kończę wykańczać dużo większe mieszkanie, aby moja rodzina mogła żyć w komfortowych warunkach. Kupione przy minimalnym udziale kredytu. Spłacę w maks 2 lata.Mam piękną i mądrą żonę. Empatyczna, opiekuńcza, rozumie moje potrzeby. Nie utrudnia nawet jak robie coś co niekoniecznie jej się podoba. Przyjmuje że tak jest, że chłop czasem musi robić po swojemu. Ja wobec niej staram się byc taki sam. Jak czytam tutejsze opowieści o kobietach i ich odpałach, to serio doceniam moją kobietę. Nie jest idealna, czasem się spieramy, ale nigdy o coś istotnego. Patrzymy w tym samym kierunku.2 dzieci, szkoła podstawowa. Zdrowe (jakie to jest szczęście wie tylko ten co musi mierzyć się z chorobą swojego dziecka), samodzielne, poukładane psychicznie, doskonale radzące sobie w życiu, szkole, w środowisku znajomych. Absolutnie żadnych problemów.Rodzice wiek ok 70. Zdrowi, samodzielni, podróżują, póki co nie muszę w żaden sposób nimi się opiekować. Ale jeśli przyjdzie taka potrzeba, będę opiekował się nimi, tak jak oni mną kiedyś. Poza tym standard - poukładane życie towarzyskie, sprawdzeni przyjaciele na których ZAWSZE mogę polegać. Dwa samochody, wakacje 2-3 razy w roku plus weekendowe wyjazdy od czasu do czasu.Praca marzeń - bardzo dobre dochody, nie przepracowuję się, życie zawodowe organizuję sobie tak aby maksymalnie o 16.00 (wyjątek kiedy później) wyjść do domu, aby popołudnie spędzić z rodziną.Jak widać z powyższego opisu, zupełnie normalne życie, ale mi sprawia ono bardzo dużo satysfakcji.Zaczynałem ze słabej pozycji. Gównopraca za 600-800 zł zaraz po szkole średniej, studia zaocznie. Miasto 12k mieszkańców na odludziu. Zero perspektyw na tamte czasy (początek lat dwutysięczych).Dosłownie z dnia na dzień rzucenie wszystkiego, sprzedaż jedynej rzeczy którą miałem - stara Corsa - i za tą forsę rozpoczęcie życia w dużym mieście, od wynajmu pokoju u starej baby...Do wszystkiego doszedłem swoją pracą. Żadnych koterii, układów, kompromisów z samym sobą. Nie uważam się za przebojowego, dynamiczniaka co się rozpycha łokciami. Miałem szczęście spotkać w życiu zawodowym ludzi, którzy dali mi szansę, a ja ją wykorzystałem. Z przygniatającą większością moich niegdysiejszych przełożonych, przyjaźnię/koleguję się do dzisiaj.Sam siebe uważam za przeciętniaka. Z silnym charakterem. Po co ten cały wysryw ktoś zapyta? Mnóstwo osób narzeka na swój los, na to co robi, gdzie pracuje, w jakim środowisku żyje. Nie jest zawsze łatwo, ale zachęcam aby nie poddawać się, tylko dążyć do własnego szczęścia. W połowie (mam nadzieję) swojego życia wiem, że drugą jego połowę chcę przeżyć na własnych warunkach i po prostu być szczęśliwym. Czego sobie i wam życzę( ͡° ͜ʖ ͡°)