Nie umiem być szczęśliwy jako singiel/#mgtow. Brakuje mi bliskości. Nie mam problemów finansowych, mogę sobie pozwolić na to co chcę, a i tak chcę coraz mniej, bo mało rzeczy mnie zadowala.Spotykanie się ze znajomymi, takie żeby gdzieś pójść, pośmiać się itd., sprawia że czuję się przez chwilę dobrze, ale po spotkaniu jest 2x gorzej niż było. Bo wiem, że wracam do pustego mieszkania, nie mam się do kogo przytulić ani nikogo kto naprawdę mnie potrzebuje, jestem warty tylko tyle ile wynosi moje wynagrodzenie i zysk który wypracowuję firmie. Czasami wybieram się na jakiś #spierdotrip, jadę na rowerze, słucham muzyki, wiatr wieje, oddycha się świeżym powietrzem, niby jest fajnie, ale dalej czuję pustkę.Mogę w każdej chwili pojechać na zagraniczny wyjazd na którym poznam dużo ludzi, będę się integrował, pośmiejemy się, zobaczę piękne miejsca, a po tygodniu znowu wrócę do pustego mieszkania i nie zobaczę więcej tych ludzi. I znowu będę się czuł źle. Ja nie potrafię cieszyć się chwilą w momencie w którym jestem sam. Takie coś cieszyło mnie wtedy gdy byłem w związku, a po powrocie mogliśmy wspominać jak tam było i tworzyć wspólne wspomnienia.Potrzeby bliskości nie wypełniam spotykając się z dużą liczbą przypadkowych ludzi, to praktycznie nie ma wpływu na to jak samotny się czuję, dopiero świadomość istnienia kogoś do kogo ma się pełne zaufanie pozwalała mi się cieszyć. Ale mam wrażenie że w społeczeństwie takie podejście jest dziwnie widziane, ma się dziać dużo, szybko, z byle kim, bliskość. Związek może być wykorzystywany do realizacji swoich celów, np. "chcę mieć dziecko", a nie do budowania poczucia blistkości.Pulę znajomych mam bardzo ograniczoną, jest parę osób z którymi można się spotkać bez picia, oprócz tego każda inna osoba którą znam z pracy praktycznie będzie chciała się tylko upijać, a to dla mnie nie jest dobra forma zabawy. Nie piję, nie palę, nie ćpam i ogranicza mi to liczbę osób z którymi mogę się spotykać. W kwestiach zawodowych dogaduję się dobrze, ale co z tego. W pracy nie ma znajomych, są tylko współpracownicy lub kumple do szklanki, bo napić to można się z każdym i tak jest najprościej.Dodam jeszcze, że jestem dzieckiem niezbyt kumatej matki i ojca alkoholika, z dzieciństwa pamiętam kłótnie, zarzyganego ojca który wydaje rozkazy i krzyczy, albo zabiera mnie do knajpy w której chleje z kolegami, rozwód, wychowywanie przez samotną matkę (przynajmniej był spokój). Może w takim razie mam #dda, #spierdolenie i ciężko będzie mi ułożyć życie żebym był szczęśliwy.Szczęśliwy czułem się wtedy gdy byłem pierwszy i jedyny raz w związku, szczególnie w początkowych etapach, choć prawie do samego końca było dobrze i nawet się nie pokłóciliśmy, tylko uznaliśmy że mamy inne wizje życia.Przez całe dzieciństwo odcinałem się od rodziny tyle ile się da i tylko zajmowałem się swoim hobby które się skomercjalizowało, potem już w trakcie studiów szybko zacząłem zarabiać na tyle żeby mieć niezależność finansową i rodzina przestała mnie obchodzić. W ogóle życie przed dorosłością całkowicie wyparłem i nie wracam do niego wspomnieniami, ani do rodziny, ani do szkoły, ani do znajomych bo żadnych normalnych nie miałem. Od gimnazjum większość kolegów i koleżanek to pijusy a ja nie chciałem się w taki sposób bawić. Chwilę przed pójściem na studia zakochałem się z wzajemnością w koleżance z klasy i byłem bardzo szczęśliwy, spędziliśmy kilka lat życia pomagając sobie, mieszkając ze sobą, odwiedzając różne miejsca, wszystko robiliśmy razem i rozumieliśmy się praktycznie bez słów. To był pierwszy raz gdy czułem miłość i bliskość, w rodzinie tego nie miałem. Dla niej związek to też było coś nowego, bo do szkoły dojeżdżała z położonej daleko miejscowości i przez to nigdy nie socjalizowała się tak bardzo jak reszta ludzi. Więc oprócz związku byliśmy dla siebie też najlepszymi przyjaciółmi. Niestety rozstaliśmy się bo odpalił się u niej instynkt macierzyński, a ja nie chcę mieć dzieci. Nie wiem czy przez to, że rodzina po prostu mi się źle kojarzy, czy z innego powodu. Może dlatego, że bałem się że gdy będzie miała dziecko to przestanie mnie kochać i skupi całą uwagę tylko na nim. Albo dlatego, że świat nie wydaje mi się przyjaznym miejscem, ja nie wspominam dobrze swojego dzieciństwa i nie chcę komuś fundować takiego. Nawet nie wiem, w jaki sposób mógłbym teraz poznać dziewczynę z którą mógłbym na poważnie się związać i jej zaufać (i żeby jeszcze jej pasowało to, że nie chcę mieć dzieci). Zresztą to się tyczy również poznawania znajomych. Większość ludzi nie ma innego pomysłu na spędzanie wolnego czasu niż imprezy z alkoholem. Moja była dziewczyna nie piła tak samo jak ja, ale to był ewenement. Zamiast chlania lepsza kawiarnia, teatr, kino, piknik w parku, wycieczka na rowerze. Normiki też robią te rzeczy które wymieniłem, ale mam wrażenie że dla nich jest to tylko przystanek przed zwieńczeniem dnia, czyli upiciem się w knajpie lub na domówce. A ja nie chcę kończyć w taki sposób. Chodziłem nawet na takie spotkania jako jedyny niepijący, ale nie czułem satysfakcji z tego gdy ludziom zaczynało już z upicia odwalać.#tinder czy #badoo jeszcze nie próbowałem. Mam opory przed tym, jakoś wydaje mi się że aplikacja która polega szybkim na przeglądaniu tysięcy facjat z definicji nie jest dla kogoś kto szuka zaufania, miłości, stabilnego związku. I że nie za bardzo nadaje się dla introwertyków (bo który introwertyk/introwertyczka chce szpanować w aplikacji?), bo za takiego się uważam, chociaż mam mnóstwo zawodowych kontaktów z ludźmi i potrafię gadać i dopasowywać rozmowę pod różne tematy, to nie szukam partnerki na imprezy, łatwego seksu, albo udawania kogoś innego żeby tylko się przypodobać czy czegoś takiego. Chciałbym tylko zrozumienia, zaufania i bliskości oraz świadomość, że drugiej osobie mogę to dać i ona też tego potrzebuje.#zwiazki #przyjazn #milosc #samotnosc #przegrywpo30 #przegryw #depresja #dda #alkoholizm #rodzina #spierdolenie #abstynencja #rozowepaski #niebieskiepaski

