planowy-fenomen-47 pisze:
Czasem się zastanawiam czy takiej właśnie chwili dawno temu nie miałem, chociaż to strasznie krindżowa historyjka xDBył jakoś 2012, miałem z 18-19 lat, drugi tydzień w warszawie na studiach, wydygany wielkim miastem drobny chłopaczek z prowincji. Na przystanku autobusowym koło chyba ambasady USA stała koło mnie jakaś starsza - a przynajmniej dojrzalsza dziewczyna, blondynka. Nie pamiętam już jej twarzy, ale pamiętam że była bardzo ładna, szczupła. Po murku ambasady chyba czy jakimś dachu chodziły sobie koty. I ta śliczna obca dziewczyna stanęła jakoś bliżej mnie. Oglądała się kątem oka na mnie, i jakoś dziwnie pokazywać palcem na te koty w oddali, a potem nagle coś do mnie mówić od rzeczy trochę. Że "o, one chyba coś złapały/będą skakać"/cokolwiek. Nie do końca pamiętam co mówiła, ale wydawało mi się to jakieś nieskładne, jakby nawiedzone. Miała taką dziwną, niezręczną mowę ciała, no coś było nie tak.Ja wydygane chucherko wtedy pomyślałem że może jest jakaś naćpana, albo schizofreniczka, albo nie wiem z jakiegoś gangu (xD), wkręca mnie i zaraz porwie na organy. Nie ma przecież innego wyjaśnienia czemu taka rakieta do mnie nagle dziwacznie zagaduje o kotach na pustym przystanku w środku obcego wielkiego miasta.Pisknąłem zmieszany jakieś "noo" pod nosem i uciekłem do pierwszego randomowego autobusu.Czasem sobie o niej losowo przypominam. I dumam czy ja coś źle zrozumiałem, źle ją oceniłem ze strachu i uprzedzeń - i może po prostu miała jakiś autyzm, albo słowa jej się plątały z nieśmiałości, ale chciała po prostu zagadać. Tylko czemu niby do mnie? Nawet jeśli była faktycznie tylko jakaś nafurana, to i tak 10+ lat później przypominam sobie to dziwnie zainteresowane mną spojrzenie pięknej dziewczyny, i uśmiecham się sam do siebie smutno. Ehhh schizotywko z przystanku pod ambasadą, kim byłaś i dokąd zmierzałaś?