Opublikowane

Jak poradzić sobie z wypaleniem w rodzicielstwie?

Cześć. Potrzebuję porady, pomocy, wskazówek. Bo jeśli tak dalej będzie to skończy się rozwodem i skrzywdzeniem już skrzywdzonych dzieci. Ale do rzeczy. Jestem w żonaty od 2019 roku, 42 lvl. Zawsze chcieliśmy mieć dzieci, ale okazało się że nie możemy- ja po leczeniu nowotworowym w wieku nastoletnim i szlag trafił plemniki. Z kolei żona z endometriozą. Od blisko czterech lat mamy dwójkę dzieci w rodzinie zastępczej- obecnie młodszy zerówka, starsza w 1 kl. podst. Dzieci wymagające, bardzo zaniedbane w domu rodzinnym, z oglądu były traktowane jak meble które mają nie przeszkadzać. Decyzja o zostaniu RZ została podjęta po tym jak odrzucono nas w ośrodku adopcyjnym przez moją niepełnosprawność (nowotwór miałem zlokalizowany przy rdzeniu kręgowym,po operacji mam częściowo porażone nogi). Nie podjęliśmy kolejnej próby w innym ośr. adopcyjnym, a pewnie powinniśmy. Mi się nie chciało jeździć około stu kilometrów do innego ośrodka. Więc poszliśmy niejako na skróty zasugerowane też w ośrodku adopcyjnym. Tak czy tak decyzja o zostaniu rodziną zastęczą okazała się być w rzeczywistości błędem. Po paru miesiącach od ich przeprowadzki żona przestała je akceptować. Ma za sobą studia pedagogiczne oraz wieloletnie doświadcznie pracy opiekunki- z tego względu podjęła pracę nad sobą by to jednak zagrało. Obecnie jej relacja z dziećmi jest lepsza- zwłaszcza młodszym, bardziej wymagającym (lekka niepełnosprawność intelektualna). Za to starsza ciągnie swoim zachowaniem za odpowiednie sznurki żony i jest trudno.Krótko po przyjęciu dzieci żona siadła psychicznie przerażona tym jak bardzo są one wymagające. Ja chciałem nadrabiać to co się dało. Ona jeździła na terapie w czasie mojej pracy. Brałem na siebie dzieci w czasie po pracy by ona miała czas i przestrzeń na nabranie dystansu. Dzieci te mają problem ze znalezieniem sobie zajęcia, ich zaniedbania powodowały że trudno było z nimi coś sensownego robić, nauka nowych rzeczy szła ciężko. Większość czasu, mają tak nadal ale mniej, chodziły za dorosłym krok w krok. Ja byłem dobrze nastawiony do nich ale to jak bardzo trzeba było ich motywować do czegokolwiek spowodował coś w rodzaju wypalenia w relacji z nimi. Bo zaznaczę że za punkt honoru postawiłem sobie być obecnym w życiu swoich dzieci, w przeciwieństwie do mojego ojca który w domu był tylko ciałem. Wracając, te dzieci są typu "bluszcz"- najchętniej by wisiały na człowieku . Nienasyceni kontaktu fizycznego, przekraczający granice drugiej osoby gdy tylko poczują że mogą i nie ma protestów. Trzeba być turbo asertywnym dla nich. Żona bardzo często mówiła że u niej problem w dużej mierze leży w tym że przyjęliśmy dzieci starsze niż te którymi ostatnimi laty się zajmowała (1-3 lata). Z takimi maluchami łatwo nawiązywała relacje, z większymi trudniej. Ja byłem optymistyczny przed przyjęciem, ona na to poszła. Przez pierwszy rok słyszałem co jakiś czas że dała się namówić. Teraz już tego nie słyszę. Ale jest to poczucie że przy podjęciu decyzji o ich przyjęciu emocje wzięły górę i nie potrafiliśmy odmówić pierwszych zaproponowanych nam dzieci. Mogliśmy po prostu odczekać, nie spieszyć się. No ale mamy co mamy.Ja przez 3 lata spałem za mało, po 4-5-6 godzin, i wstawałem wcześnie. Mało snu spowodowało chyba u mnie coś w rodzaju degradacji umysłowej. Sytuacja z żoną dorzuciła poczucie niepewności przyszłości co paraliżowało chęć do czegokolwiek ponad egzystencję i wypełnianie podjętych wcześniej zobowiązań. Przez jakieś dwa lata w dni wolne, gdy nie trzeba było wstawać wcześniej, ja budziłem się mimo to nad ranem z gonitwą myśli w głowie i beznadziejnym snem.Żona bardzo dba o te dzieci od takiej praktycznej strony- ubrania, materiały edukacyjne etc. Ale dalej jest bardziej ich opiekunką niż matką. A dzieciaki są bez szans na powrót do rodziny biologicznej (właśnie przyznano nam pełnię praw rodzicielskich, a odebrano je matce biologicznej). Do niedawna mieszkaliśmy w mieszkaniu w mieście woj. Jako wioskowe dzieci od zawsze chcieliśmy zamieszkać w domu. Do tego nasze dzieci roznoszące przestrzeń motywowały by mieć własny kawałka podwórka do ich "wybiegania". Przez posiadanie dzieci spadła nam zdolność kredytowa, mimo iż zarabiam nieźle #programowanie, i by kupić dom trzeba było upłynnić mieszkanie. Sprzedaż szła kiepsko. Był to powód dla którego miemal otarliśmy się o rozwód. Powstrzymała nas nie tylko długo wyczekiwana sprzedaż mieszkania ale i perspektywa że jeśli się rozejdziemy to te dzieci pójdą do placówki (dom dziecka) i to będzie dla nich katastrofalne. Tak czy tak, znaleźliśmy super dom z którego jesteśmy bardzo zadowoleni. Ale to tylko przeprowadzka. Problemy poszły z nami.A, w ogóle mamy jeszcze psa wziętego jeszcze przed dziećmi, więc też kolejna obsługowa jednostka w domu.Ja te dzieci lubię. Byłem zawsze podejścia że "akceptuję takimi jakimi są". Wkurzają często, owszem, ale nie tak by się na nich całkiem obrażać. Żona miała jakieś wyobrażenie które się nie spełniło. Rodzic biologiczny który naturalnie pyta o dzieci, nawet nie jakoś intruzywnie, był odbierany jak kontrola nad tym co robimy. To samo z urzędnikami którzy co jakiś czas nas odwiedzają by dowiedzieć się co u nas. No zwyczajnie źle jej było że ktoś nam wchodzi i sprawdza co robimy. Sprawdza sie u nas że dzieci wyciągają z nas to co najgorsze i mroczne. Ja mam krótszy lont niż kiedyś. U żony wyszły efekty życia z toksyczną babcią oraz mniej toksyczną mamą. Ja przez ich pierwsze dwa lata u nas nienawidziłem weekendów bo byliśmy wtedy wszyscy w domu. Negatywne emocje żony, dziecięca nieumiejętność zajęcia sobie czasu, ich rosnąca niechęć do ogarniania swoich rzeczy typu posprzątanie - to powodowało że w poniedziałek człowiek odpoczywał. Jestem na zdalnej więc też super nie ucieknę od domowego klimatu. A boję się zmienić pracę przez swoje rozwalenie umysłowe. W obecnej pracy nie wymagają dużo a płacą.Ale do brzegu. Kto tu dotarł niech sobie przybije piątkę. Mój główny problem z którym tu przychodzę to szum w głowie, możliwe że wypalenie. Często zapominam o istotnych rzeczach albo o mniej istotnych które po czasie stają się istotne i wywalają. Nie chodzi o rachunki. Chodzi o terminarz. Zapominam umówić dziecka od razu na kolejny termin, zapominam o nadchodzących terminach mimo zapisania sobie w terminarzu (za bardzo polegam na intuicji a potem okazuje się że to nie za dwa tygodnie a pojutrze). Raz dziecko było na terapii i zapomniałem ża ta odbywająca się tego dnia trwa 30 a nie 45 minut. A ja pojechałem z drugim do sklepu. No i telefon do żony że dziecko jest do odbioru i zadyma na całego bo żona jest bardzo wyczulona na terminowość, punktualność oraz żeby w instytucjach dobrze wypadać (bo jednak rodzina zastępcza jest bardziej pod lupą). Mam teraz ogromne tendencje do poczucia przywalenia tym co jest do zrobienia i to powoduje po prostu bezruch i paraliż- nie wiem za co się zabrać więc nie robię nic. Uciekam w telefon, tv i ogólnie głupoty. Chęci do działania leżą, nie mam ochoty nic podejmować. Znienawidziłem planowanie i wybieranie czegokolwiek. Myślenie perspektywiczne też leży, zatraciłem umiejętność planowania. Żona jest też z gatunku "nie będę głaskać cię za każdą rzecz" i właściwie dobrego słowa mało a ganienia w pisdu. To mi coraz bardziej ciąży. Tak niestety została zaprogramowana przez dom rodzinny, co przy dzieciach bardzo wybiło. Ja wiem że zawalam i nie ogarniam całej naszej bieżączki.Mam problem ze skupieniem uwagi, wyłączam się w rozmowach, gubię wątki, jestem przekonany że nie było o czymś mowy a było tylko byłem myślami gdzieś indziej albo dzieci dokazywały w tym czasie. Ponadto przez ten szum we łbie nie umiem ułożyć sobie priorytetów. Biorę zadania jak popadnie bez refleksji do której też już mam niechęć. Zaznaczę że alko piję od wielkiego dzwonu ostatnio - jedno piwko dla smaku co któryś weekend. Samo zmęczenie mi wystarcza i nie mam potrzeby mieć bardziej chwiejnego łba. Przez perypetie zdrowotne nie piłem od dobrych 3 miesięcy.Od 2-3 lat widzę też po sobie że mówię bełkotliwie, nieskładnie, niedopowiadam zakładając że druga strona domyśli się o czym mówię. Nie mówię konkretnie, dużo ogólników.Żeby nie było żona nie jest złą osobą tylko jest sfrustrowana i wypalona. Nie jest to typ co leci na kasę, a mogłaby. To typ który za dużo interpretuje na swoją niekorzyść, za dużo przetwarza i rozkminia. Ogólnie chce dobrze, często za bardzo, za mało myśli o tym że coś komuś jest zbędne, nadmierne. Potem z tego są albo spięcia (np. jej z jej rodzicami) albo żal że jest niedoceniana bo przecież chciała dobrze. Ja z kolei mam z nią ostatnio kiepskiego klimatu rozmowy i wręcz nie chce mi się z nią omawiać niektórych rzeczy. Był czas że nie mówiłem o istotnych zmianach w kalendarzu żeby nie musieć rozmawiać i narażać się na rozkminy czy wylewanie żali na cały świat (żale na świat wylewane na mnie).My chcemy mimo wszystko doprowadzić te dzieci do dorosłości, niezależności i zaradności. Ale ostatnio zauważam że faktycznie moje rozwalenie powoduje że jest to trudne. Póki co ze swoimi problemami poszedłem do psychiatry i dostałem leki Citabax oraz Egzysta. Citabax odstawiłem po uzgodnieniu z lekarzem bo mnie coś biegunka zaczęła brać. Lekarz zalecił by znaleźć czas dla siebie, coś tam działam w tym kierunku. No i staram się kłaść do łóżka przed północą. Rozważam też pójście do neurologa by jakieś EEG zrobić czy coś.#psychologia #zdrowiepsychiczne #pomocy #malzenstwo #dzieci #wypalenie
37

Dyskusja

Rejestr odpowiedzi mirko.pro (7)
mirko_anonim
Opublikowane
czysty-prekursor-60 pisze:
Dziękuję za informację zwrotną. Cieszę się, że przekazane wskazówki zostały odebrane jako użyteczne.Proszę priorytetowo potraktować leczenie ortopedyczne. Okres unieruchomienia to czas, w którym tym bardziej warto odpuścić sobie "produktywność" na rzecz regeneracji. Życzę powodzenia w leczeniu i dużo spokoju w nadchodzących tygodniach. Trzymam kciuki.
Moderator mkarweta
Anonimowy użytkownik
mirko_anonim
Opublikowane
@nostalgiczna_nihilistka Tak, jest to trudna sytuacja, ale bierz pod uwagę że nie dasz rady być przygotowaną na wszystko. Własne dziecko jest bardziej przewidywalne a tutaj masz dzieci z jakąś historią i trudno jest mieć narzędzia nim nie zobaczysz co się u nich sprawdzi czy nie. W RZ często pojawia się pojecie "kinder niespodzianki"- zawsze wyjdzie coś czego nie powiedziano przed przekazaniem dziecka do ciebie.@przyjazny-kartograf-38 Mało kto przyjmujący dzieci do RZ czy też nawet mający swoje własne nie musi zmierzyć się z tym jakie sam miał dzieciństwo albo jakie ma trudności. Dzieci są na terapiach i na zajęciach dodatkowych takich gdzie my zawozimy oraz takich gdzie jest to w ciągu pobytu w szkole/przedszkolu. Dobrze że teraz mamy podwórko i można zrobić "wystrzel i zapomnij" by mieć trochę spokoju popołudniami.
Moderator mkarweta
Autor anonima
mirko_anonim
Opublikowane
przyjazny-kartograf-38 pisze:
No cóż, mając już swoje problemy wzięliście na plecy konkretny krzyż - szlachetne! Temat jest dla specjalistów i to wielu i nic konkretniejszego niż ta długa odpowiedź od innego anonima ci nie napiszę. Jak starsza poszła do szkoły to zaraz jedne problemy mogą się zamienić w inne, dzisiaj ma 7 lat i jest przylepą a "za chwilę" 11, 13, będzie dorastać i pokaże temperament. Nic ci nie pomogę ale chcę tylko przypomnieć, że doba każdego z nas ma tylko 24h a objawy o których piszesz mogą się pojawić przy sporo mniejszym obciążeniu. Jeżeli masz możliwość to deleguj zadania i spróbuj "wypchnąć" dzieciaki gdzieś na zewnątrz (zajęcia dodatkowe? Obozy? Kolonie? Harcerstwo?) każdy ma swój limit a ty swój już przekroczyłeś. W tym wszystkim trzymaj się spokojnej roboty, skoro taką masz to bardzo dobrze bo ogólnie jest tak, że problemy w pracy potrafią mocno dołożyć "do pieca" bo biją w poczucie bezpieczeństwa finansowego twojego i rodziny.
Moderator mkarweta
Anonimowy użytkownik
mirko_anonim
Opublikowane
@czysty-prekursor-60Dziękuję za ten komentarz. Na taki właśnie liczyłem- treściwy, bez ocen, z konkretnymi wskazówkami. Neurologa chcę umówić jak tylko będę mógł swobodnie wyjść z domu. Pech chciał że złamałem nogę w stawie kolanowym, wyszedł ogromny stan zapalny który wyciszono w szpitalu i miałem odczekać by zabieg złożenia stawu mógł się odbyć- mam się stawić tam zaraz po świętach. Gdy tylko będę mógł jakkolwiek się poruszać umawiam się do neurologa. Co do RZ to już wcześniej zrobiliśmy tak że te bardziej złożone elementy terapii zostały "wypchnięte" na zewnątrz byśmy nie musieli się z tym borykać. Mamy koordynatora który jest na bieżąco i wie o tym że mamy trudności będące pewnego rodzaju wypaleniem. Asystenta jeszcze nie uruchamialiśmy i myślę że na razie nie będziemy tego robić. Będziemy natomiast starać się o osobę pomocową. Pozdrawiam
Moderator mkarweta
Autor anonima
mirko_anonim
Opublikowane
organizacyjny-filozof-0 pisze:
Chłopie, ja nie mając dzieci a pracując zdalnie, gotując bo to moja działka xd ,robiąc coś po godzinach (dorywczo), jakaś siłownia itp nie ogarniam czasem i mam wtopy a co dopiero jak masz dwójkę dzieci. Ja bym powiedział że to co opisujesz jest normalne, tylko jestes tego swiadomy i to jest problem. Musisz to zaakceptować i przyjąć, ze nie bedzie idealnie. Mamy w rodzinie parę z dwójką dzieci , tylko ta para nie jest zbyt ogarnięta to te dzieci często samopas, ledwo zyja a maja 7 rodzeństwa i ciotki które non stop te dzieci wychowują bo nie stać ich na nianię etc. Łatwo mi pisac, ale pewnie jakis urlop by sie wam przydał i zluzowanie. A dzieci podrzucac gdzie sie da ;d zajecia dodatkowe angażujące, basen, cos co ich zajmie, trochę wyczerpie fizycznie itp. To ze chcesz byc dobrym ojcem nie oznacza ze musisz z tymi dziecmi spedzac az tyle czasu, powiem przewrotnie ze moj ojciec tez skrzywdzony przez swojego alkoholika, poswiecal mi za duzo czasu, non stop mimo ze mam 30 lat jak sie widzimy chce miec nad wszystkim kontrole i to poszło w drugą strone. Sam sen 3-4-5h długotrwale rozwala psyche. Nie chce pisac zeby nie brac lekow bo nie znam sytuacji ale ja bez dzieci dwa razy ostatnio pod rzad spałem mniej niz 6h i to była rzeznia. Jak masz tak od dawna to panie, nikt tego nie wytrzyma. powodzenia
Moderator Dipolarny
Anonimowy użytkownik
mirko_anonim
Opublikowane
nieustępliwy-wygrany-19 pisze:
Ja nie wiem gdzie wy żyjecie. Takie są realia związków. Z ludzi wychodzą różne osobowości i wady. Urastają do olbrzymich rozmiarów i nieopanowane zżerają związek i relacje. Kwestia jak kto sobie z tym poradzi. Ale cóż, portal gdzie większość o związkach może poczytać..
Moderator Dipolarny
Anonimowy użytkownik
mirko_anonim
Opublikowane
czysty-prekursor-60 pisze:
Szanowny Panie,Opisane objawy (szum w głowie, bełkotliwa mowa, paraliż decyzyjny, zaburzenia pamięci operacyjnej) wykraczają poza typowe zmęczenie. Moim zdaniem konsultacja neurologiczna jest niezbędna. Należy wykonać badanie EEG oraz rezonans magnetyczny głowy. A biorąc pod uwagę Pański nowotwór zlokalizowaniu przy rdzeniu nerwowym trzevba zweryfikować, czy obecne przypadłości nie mają związku z późnymi następstwami leczenia lub zmianami w ośrodkowym układzie nerwowym. Escitalopram (Citabax) często powoduje dolegliwości żołądkowe na początku terapii, co można złagodzić zmianą pory przyjmowania lub wdrożeniem osłony, jednak nagłe odstawienie leku bez alternatywy może pogłębić objawy. Warto rozważyć leki o działaniu pro-kognitywnym.Wie Pan, gdy mózg jest przeciążomny, nie można polegać na samej intuicji. Literatura wskazuje, że w takich wypadkach należy wdrożyć systemy zewnętrzne (brutalnie mówiąc "protezy poznawcze").Należy zrezygnować z "pamiętania" na rzecz jednego, wspólnego kalendarza cyfrowego (np. Google Calendar) z powiadomieniami typu "zrób X za 10 minut". Wszystkie terminy terapii, wizyt i zadań muszą tam trafiać natychmiast.Dla czynności powtarzalnych (poranna rutyna dzieci, pakowanie na terapię) należy stworzyć fizyczne listy. Odciąży to pamięć operacyjną i zredukuje lęk o tym, że Pan o czymś zapomni.Jeśli jest wyjątkowo ciężko w kwestii paraliżu decyzyjnego to może należałoby zacząć od metody 'małych kroków' - np. niech Pan nie planuje całego dnia, a zada sobie pytanie: "jaka jest jedna, najmniejsza rzecz, którą mogę teraz zrobić?" i wykonać tylko ją.W kwestiach RZ - czy rodzina zastępcza ma przypisanego koordynatora z PCPR?MOPS? To jest człowiek od pomocy. Należy zgłosić mu kryzys i domagać się: wsparcia asystenta rodziny, dofinansowania do terapii dla rodziców. Może warto poszukać grup dla rodziców zastępczych (choć to może być porada kulą w płot, jeśli Państwo już to zrobili) gdzie można się wymienić doświadczeniem? Warto też dążyć do tego, by to dzieci pracowały z terapeutą nad regulacją emocji, a nie rodzice pełnili funkcję terapeutów 24/7.Tu pewnie Pan stwierdzi "łatwo powiedzieć", ale i tak wspomnę: w stanach wysokiego napięcia należy zawiesić "rozbrajanie" sytuacji na rzecz krótkich, konkretnych komunikatów typu: "Potrzebuję 15 minut ciszy, żeby się uspokoić, potem wrócę do tematu".Odnośnie higieny regeneracji: chroniczny niedobór snu (4-5h) przez 3 lata to stan zagrażający zdrowiu psychicznemu. Należy wprowadzić sztywną godzinę kładzenia się spać. W sytuacjach kryzysowych warto rozważyć doraźne wsparcie farmakologiczne nasenne (po konsultacji lekarskiej), aby przerwać błędne koło bezsenności.W pracy należy stosować technikę 50/10 – 50 minut pracy, 10 minut całkowitego oderwania od bodźców (bez telefonu), co pozwala na częściową regenerację zasobów uwagi.Warto też rozważyć terapię dla par.To co Pan czuje (wypalenie, niechęć do dzieci w weekendy, ucieczka w telefon) może być normalną reakcją na nienormalną sytuację. Bądźmy szczerzy, wziął Pan na siebie obiektywnie ekstremalny zestaw okoliczności. Dwoje dzieci po poważnych zaniedbaniach i traumie, które wymagają wielokrotnie więcej uwagi i energii niż typowe dzieci. Do tego żona, która sama się sypie psychicznie i zamiast być wsparciem, bywa dodatkowym źródłem stresu. On sam z niepełnosprawnością ruchową i historią onkologiczną. Trzy lata chronicznego niedoboru snu. Praca zdalna bez możliwości fizycznego "wyjścia" z domu. Brak sieci wsparcia rodziny, przyjaciół, nikogo kto by przejął dzieci na weekend.To jest sytuacja, w której wiele osób po prostu by się złamało. Pan pisze o sobie językiem kogoś, kto się wstydzi. Jakby mierzył się Pan standardem zdrowego, wyspaneego rodzica dwójki łatwych dzieci z funkcjonującym małżeństwem i wsparciem otoczenia.Pańskie objawy mogą być skutkami przeciążenia układu nerwowego przez zbyt długi czas. W takim przypadku mózg robi dokładnie to, co powinien robić w tej sytuacji: wyłącza nieistotne funkcje, żeby przetrwać.
Moderator Dipolarny
Anonimowy użytkownik

Komentarze z Wykopu

Sprawdzamy liczbę komentarzy...

Zobacz wszystkie wpisy

Akcje

Otwórz wpis na wykop.pl
Klucz publiczny:

q36nu8xl0e6wgd7e5uhf2asr

Dodane: 27 marca 2026 - 14:31:27
Opublikowane

Autor był widziany4 miesiące temu