Podsumowuję sobie 9 lat naszego małżeństwa przed terapią. W końcu dałam mu ultimatum terapia albo rozwód. Niedawno zrobił coś co już przelało czarę goryczy, ale nie o tym. Analizuję sobie i w sumie zawsze taki był. Rok po ślubie dostałam pracę u jego kolegi. Pewnego dnia moj szef a jego kolega zaszedł mnie od tyłu i złapał mnie za tyłek. Zamarłam, nie byłam w stanie się odezwać. Na szczęście nic wiecej nie zrobił. Powiedziałam mężowi, akurat często bywał u mnie w pracy, bo szef to jego dobry znajomy. Kiedy przyszedł poinformowany o tym co się stało, mój szef jak zwykle zaczął żartować jaka ja niedotykalska i jak on chciałby mnie przytulić. Co zrobil mój mąż? Tak, śmiał się z żartu. Sama musiałam sie bronić. Kilka dni potem rzuciłam tę pracę. Przyjaźnią się do dzisiaj, nawet robią wspólne projekty, a kolega do dziś żartuje. Ostatnio mu prawie przycięlam twarz szybą auta. Zastanawiam sie czy to tak wiele oczekiwać od męża, że stanie w mojej obronie? Zastanawiam sie czy terapia ma w ogóle sens. Wiadomo, mieliśmy też dobre chwile razem, ale zaczynam dostrzegać wiele rzeczy na które przymykałam oczy. Mój największy problem jest taki, że on ma opinię "złotego chłopaka" a ze mnie robi histeryczkę. Ok, to na razie tyle, musialam się wyżalić. #rozwod #malzenstwo #terapia

