Mam szybkie pytanie odnosnie ugody mediacyjnej. Mam kolo 35 000 netto miesiecznie, 3 dzieci, zona w okolicy 5000 netto, ale jeszcze nie pracuje. Koszty dzieci okolo 8400, razem z dosyc hojnym mieszkaniem - w sensie liczylem koszty wynajmowanego mieszkania po prostu na 5 i mnozylem razy 3 gdzie sady raczej robia tak, ze biora tylko roznice miedzy tym co by mieszkala sama a z dziecmi. Chcialem dac 6000 alimentow na cala 3 max i daje jej 800 plus cale. Padla od prawnika zony propozycja, ze jak sie zgodze na 7500 to mi od razu podpisza rozdzielnosc majatkowa- wiec to co place kredytu to bede mogl potem wnosic o zwrot nakladowe etc (kredytu mam rate 1400 miesiecznie). Do tego mam opieke 35% i polowe swiat/wakacji, wiec bede wtedy pokrywal koszty. Realnie mysle, ze rozwod by byl za okolo 10 miesiecy bo chcemy jeszcze dac sobie szanse. Okolo 20000 miesiecznie odkladam teraz, wiec za kazdy miesiac zyskuje powiedzmy jakies 11000 uwzgledniajac to ze za kredyt mi bedzie musiala zwrocic.Czy to jest dobry deal czy raczej cisnac te 6000 bez tej rozdzielnosci? Bo potem i tak inflacja bedzie i za 5 lat to bedzie tyle co te 6000 pewnei.I tak w sumie chce placic wiecej, ale teraz moga byc turbulencje na rynku pracy, wiec myslalem jeszcze o tym zeby dodac klauzule ze jak strace prace to spada mi do 5500 np ale nie wiem jak to dziala. #rozwod

