Przechodzę kryzys po rozstaniu. Historia jakich pewnie tysiące. 11 lat razem w związku. 7 letnie dziecko. Rozstanie z dnia na dzień - ona wyprowadza się z dzieckiem z wspólnie wynajmowanego mieszkania, bo "ma dość rutyny i braku możliwości rozwoju". Taki tekst usłyszałem. Czy były wcześniej sygnały? Pewnie tak, ale nic dramatycznego. Oboje pracujemy w budżetówce, oboje pochodzimy z biednych rodzin, na własne mieszkanie nigdy nie będzie nas stać, nawet na wkład własny byśmy pewnie nie uzbierali. Wynajmowaliśmy w dobrej cenie dwupokojowe lokum, jeździliśmy dwa razy w roku na urlop - wakacje, były górki i dołki, ale chyba wszystko dobrze.Od rozstania minęły 4 miesiące. Jedynie na plus, że nie mieliśmy ślubu, ani wspólnych kredytów czy zobowiązań finansowych. Z dzieckiem dogadaliśmy się na razie na opiekę naprzemienną. Wkrótce chcemy to uregulować sądownie. Ona zamieszkała z koleżanką (wynajęły mieszkanie), ja mieszkam tam, gdzie wcześniej, ale szukam czegoś tańszego. Niby nic się szczególnie nie zmieniło. Dziecko 2 tygodnie mieszka u mnie, 2 tygodnie u niej. Normalnie z nią rozmawiam, bez kłótni. Niby powinienem czuć ulgę, albo cieszyć się, że nie muszę chodzić po sądach... Ale jestem pusty w środku. Nie wiem, co robić z wolnym czasem, gdy córka jest u niej. Nie wiem jak planować dalsze życie. Po prostu nie wiem co ze sobą zrobić.Czy ktoś może był lub jest w podobnej sytuacji i chciałby opisać swoje doświadczenia? Jakoś tak lepiej łatwiej przetrwać czytając podobne historie.#zwiazki #rozwod

