Dobra teraz taka taktyczna rozkmina i wkurw, że nie rozkminiłem tego wcześniej. Otóż uznaliśmy z #rozowypasek, że obecne dochody nie są wystarczające bym samodzielnie utrzymywał rodzinę i niestety musi iść do pracy. Więc wiadomo standardowy schemat - rozrzucenie CV po rynku pracy, dziecko do żłobka i wszystko si? Prawda? No nie do końca. 1. Dziecko makabrycznie ciężko znosi żłobek. Ogólnie myślałem, że będzie to easy-task, bo dziecko hop do przodu. Od 5 m-ca życia chodzi do dzieci na zajęcia w wodzie, na placach zabaw bawi się chętnie z innymi, nie boi się obcych, zostaje z członkami rodziny, gdy mama znika, w szczególności ze mną (bo inni nie są zbyt chętni do opieki). 2. Choroby - dziecko praktycznie między 1 a 2 urodzinami nie chorowało, choć jak mówię - chodziło do dzieci, na place, do sklepów - no nie żyło pod kamieniem. Zmieniło się już na adaptacji. I podobno będzie gorzej. Norma wg. ekspertów to 8-12 chorób w ciągu roku. Fajnie, czyli 8-12 L4. Który pracodawca to udźwignie? Szczególnie u nowej pracownicy? Pamiętajcie - na babcie nie liczymy, babcie odchowały swoje dzieci i teraz "żyją" - p0lki za 5zł - jedna z drugą. No ale obowiązku nie ma. Nie zmuszę. 3. Praca już nie leży na ulicy. Młodej mamie ciężko znaleźć pracę. Odzew na CV - MARNY. Skuteczność rozmów - 0/4. W internecie piszą, by się cieszyć, że w ogóle rozmowy są. Specjalizacja? Kadry. Poszukiwania? Wszędzie poza fizyczną pracą. Mój pomysł: 1. Wysłać żonę do pracy na pół etatu, na popołudniu i weekendy - galeria handlowa czy nawet głupi MacDonald. Sam bym tak zrobił, byle nie pasożytować. Dopóki nie pracuje a dziecko jest w żłobku, to mamy -750zł do tego co było - bo tracimy 500zł z "aktywnie w domu" i 250zł na jedzenie i radę rodziców w żłobku, czego "aktywnie w żłobku" nie pokrywa. 2. Dziecko zabrać ze żłobka i rano siedzi z mamą, po południu i w weekendy z tatą. Win-win. To pozwala nam wyeliminować temat nadmiarowych chorób i opieki w ich trakcie. Do tego fajnie się buduje więź. Cierpi na tym czas spędzony we 3, bo ogranicza się do Niedziel i świąt - ALE. Dla naszego małżeństwa po 16 latach, to akurat jest na plus, bo trochę za dużo czasu spędzamy razem. No i trudniejsza jest logistyka wszelkich wyjść ze znajomymi czy coś. No ale to jest PÓŁ ETATU. 3. Do kasy wpada 1800zł z tytul pracy na pół etatu - bo zwykle stawka jest najniższa i 1500zł z tytułu babciowego (jak nie chcą wziąć dziecka, to niech chociaż umowę wezmą). Daje to 3300zł. Marne 300zł mniej niż w przypadku pełnego etatu. Te 300zł z lekkością poszłoby na leki, czy jakieś inne koszty związane ze żłobkiem. Żadna strata. A mama powracająca na rynek pracy na wiele więcej niż najniższa liczyć nie może. Przynajmniej na początek. Oczywiście to eldorado kończy się wraz z dniem, w którym dziecko kończy 3 lata. Wtedy zostaje tylko pełen etat i przedszkole. Ale. - Odporność 3 latka jest lepsza niż 2 lata, nawet gdy ten nie chodzi do żłobka (tak mówią). - 3 latek sam wysmarcze nos a katar u 2 latka ostatnio zmiótł mnie z planszy. - Przez rok matka może wdrażać się w rym pracy, dzieckiem nie opiekują się obce osoby a podobno do 3 lat to ważne. - W kasie jest mniej-więcej tyle samo, ile by było przy pełnym etacie ale jest masa mniej problemów. Moja #rozowypasek jest jednak nie do końca przekonana do mojej wizji i śle na pełny etat CV, bo jak to tak kadrowa teraz w maku ma pracować czy w innych majtkach damskich na galerii. No i ma większe ambicje. Co myślicie? Kto ma racje? Moim zdaniem tracimy z kazdym dniem, gdy żona nie pracuje. Pól etatu w maku czy kfc jest do ogarnięcia na "jutro". #rodzina #pieniądze #praca #pracbaza #dziecko #zwiazki #rozowepaski #logikarozowychpaskow #niebieskiepaski #b0mbelki

