Opublikowane

Zawirowania w związku z niepełnosprawnością partnerki

Nie szukam porady. Właściwie to takie #zalesie, bo nie mam komu się wygadać. Od początku: ponad dwa lata temu zacząłem spotykać się z dziewczyną (niech będzie Martyna, imię zmienione). Ja (wtedy) 30 lvl, ona 26. Realia #polskapowiatowa, chociaż Polska A, nie Polska B, ona z powiatego, jak z miejscowości podmiejskiej. Z charakteru i wyglądu mi odpowiadała, sądziłem, że ja jej też. Po niecałych trzech miesiącach naszej znajomości miała wypadek samochodowy i wylądowała na wózku inwalidzkim. Nie chcę wchodzić w szczegóły medyczne, w uproszczeniu: na szczęście lekarze twierdzili, że przy odpowiedniej rekonwalescencji i po kilku operacjach kiedyś wróci do pełnej sprawności, a przynajmniej jest na to bardzo duża szansa. Na początku przyszłego roku ma mieć operację, która jeśli wszystko pójdzie dobrze i przy odpowiedniej rehabilitacji, umożliwiłaby jej powrót do pełnej sprawności. Po wypadku, mimo że nasza związek był dość świeży, zostałem z nią. Jej rodzice mnie bardzo polubili, szczególnie ojciec kilka razy mówił, że mnie szanuje za moją postawę, bo dziewięciu na dziesięciu, zrobiłoby odwrotnie. Pomagałem opiekować się nią, w domu jej rodziców spędzałem więcej czasu niż swoim, woziłem po lekarzach, latałem koło niej, jak tylko mogłem. Zdarzały się sytuacje, że trzeba było ją zawieść do miasta oddalonego o kilkaset kilometrów i brałem wolne (większość mojego urlopu szła na opiekę nad nią, o żadnych wczasach nie było mowy z wiadomych względów, wmawiałem sobie, że wszystko sobie odbijemy, jak już wróci do zdrowia), czasami nawet urlopy bezpłatne, bo te płatne już wykorzystałem i ją zawoziłem. Zdarzało się, że po pracy jechałem od razu do niej, jechałem z nią na konsultację medyczną, po powrocie dalej się nią zajmowałem. Szedłem spać trzecia, czwarta nad ranem, a po szóstej musiałem wstawać do pracy. I to nie były pojedyncze przypadki. Byłem tym momentami już zmęczony, moje życie poza pracą ograniczało się w większości do pomocy dla Martyny, ale gdzieś tam z tyłu głowy miałem, że musiałem ją wspierać. Pomagałem jej finansowo, ile mogłem. Ogólnie nasza relacja przebiegała dość poprawnie, były pewne ograniczenia związane ze stanem jej zdrowia, ale sama często mówiła, że gdy już wyzdrowieje, to wszystko nadrobimy, chociaż staraliśmy się żyć jak normalna para.W lipcu tego roku Martyna dowiedziała się, że rokowania są na tyle dobre, że następna operacja będzie tak naprawdę postawieniem kropki nad i (byłem razem z nią na konsultacji medycznej, doktor żartował, żeby już sobie zamawiała buty do tańczenia). Oczywiście wiadomo, że powrót nie nastąpiłby z dnia na dzień, ale wszystko zmierza ku dobremu. Przez kilka dni miała niesamowicie dobry nastrój, ale później miałem dziwne wrażenie, że zaczęła mnie traktować trochę na dystans. Na początku września jedna z jej przyjaciółek chlapnęła coś w stylu: „że traktujesz relację zbyt poważnie, a przecież niedługo może nie będziecie już razem”. To nie jest cytat dosłowny, ale sens zdania zachowałem. Wtedy nie bardzo się tym przejąłem, chociaż na swój sposób utkwiło mi w pamięci, jednak uważałem, że podjeżdżało to pod licealną dramę, a jestem już na to za stary. Tydzień później jej następna jej koleżanka, a właściwie najlepsza przyjaciółka, powiedziała przy mnie i Martynie mniej więcej tak: „że jak Martyna wróci do zdrowia i nie będziecie już razem, to się wreszcie wyszaleje”. To mi się nie spodobało. Zobaczyłem, że Martyna rzuciła swojej koleżance spojrzenie, jakby się wygadała z tajemnicy i zbyła to krótkim zdaniem, że gadała głupoty. Tym razem jednak lampka ostrzegawcza zapaliła mi się w głowie, chociaż nie skomentowałem tego w żaden sposób. Gryzłem się z tym parę dni. Jestem przeciwny sprawdzaniu wiadomości drugiej połowy, ale w końcu nie wytrzymałem. Jej hasło do telefonu znałem już od dawna, ale nie chciałem tego używać, no nie pochwalam takiego zachowania. Przyszło mi do głowy, że może próbowała znaleźć sobie kogoś na boku, chociaż wiedziałem, że jej stan zdrowia oraz moja częsta obecność nie za bardzo jej to umożliwiało. Przejrzałem jej Messengera i nie mogłem uwierzyć. Nie, nie miała romansu z nikim na boku, ale w wiadomościach do swoich koleżanek przedstawiała mnie jako frajera, nieudacznika, idiotę, kogoś, kogo ma dość i jedyny plus ze mnie był taki, że miał kto się nią zajmować. Gdyby była zdrowa, to już dawno zakończyłaby ze mną znajomość. Napisała nawet wiadomość do swojej koleżanki, że pierwsze co zrobi, po powrocie do zdrowia, to zmieni chłopaka na lepszy model. Nie chciałem o tym nawet dyskutować, od razu wyszedłem z domu jej rodziców bez słowa. Dostałem za kilka minut wiadomość, gdzie się podziałem, zbyłem ją tylko krótkim, że musiałem iść. Próbowała się dowiedzieć, co się stało, ale ją zbywałem. Na drugi dzień, gdy już trochę przewietrzyłem głowę, zadzwoniłem do niej i wygarnąłem jej wszystko. Nie powiem, że liczyłem na odruch żalu z jej strony, ale na jakikolwiek znak, zamiast tego zrobiła mi awanturę, jak mogłem przeglądać jej prywatne wiadomości. Celowo zbywała wszelki moje próby powrotu do właściwego tematu. Miałem już dość. Powiedziałem, że to koniec i zrywam z nią, a szukanie nowego chłopaka może zacząć już teraz, będzie miała więcej czasu. Rozłączyłem się. Próbowała do mnie dzwonić. Nie odbierałem. Zaczęła mi wysyłać wiadomości na Messengerze i dopiero wtedy trochę zmiękła. Zaczęły się wszelkie możliwe tłumaczenia, że to były żarty, że źle to zrozumiałem, że przez wyrwanie z kontekstu to tak dziwnie brzmiało, że wcale nie ma takiego zamiaru, że po moim odejściu jej życie straci sens, że to ja szukałem powodu, żeby ją zostawić, bo jest niepełnosprawna i mój ulubiony: bo pewnie mam jakąś na boku, tylko z litości teraz z nią byłem, a ona chciała poczuć się normalnie (cokolwiek by to miało znaczyć i od razu mówię – przez cały czas byłem jej wierny) i jeszcze szereg innych. Nawet pisała, że co teraz rodzicom powie. Przez najbliższe dni próbowała mnie urabiać, zaangażowała nawet swoje koleżanki i zaczęły się różne podchody. Po czterech dnia jej rodzice zaczęli się interesować, czemu już nie przychodzę. Wcześniej też zdarzały nam się kłótnie, ale zazwyczaj na drugi dzień zaciskałem zęby i udawałem, że nic się nie stało, bo Martyna jest chora. Tym razem nie miałem zamiaru odpuścić. Postawiłem warunek, że będę skłonny przemyśleć swoją decyzję, jeśli powie swoim rodzicom prawdę. Nie wiem, czy tak dokładnie było, ale zakładam, że powiedziała wersję przynajmniej nieszkodliwą dla mnie, bo jej rodzice nie próbowali interweniować (poznałem ich na tyle, że gdyby było inaczej, na pewno by się do mnie odezwali). Więcej, mój kuzyn pracuje razem z jej ojcem, w rozmowie z nim (jej ojciec) powiedział, że nie jest w stanie zrozumieć głupoty swojej córki. Nie powiem, że byłem skłonny zmienić swoją decyzję o rozstaniu, ale jej urabianie zaczynało działać. Już nie byłem tak radykalny w swoim postanowieniu o zakończeniu związku i zaczęły mi się pojawiać w głowie myśli, że może to źle zinterpretowałem, że to było zbyt pochopne itd. Zmiękłem. Niestety albo stety w pierwszą sobotę po rozstaniu wysłała mi wiadomość w stylu: „że gdyby nie jej wypadek, pewnie już byśmy nie byli razem, bo zaczęła się ze mną spotykać dlatego, że akurat byłem pod ręką i nie miała nikogo innego, a nie jestem mężczyzną, o którym śnią kobiety i jedyna dobra rzecz, jaka ją spotkała przez wypadek, to że dalej jest ze mną”. Nie wiem, może myślała, że mnie w ten sposób urobi, ale tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że ma mnie za frajera, którego może wykorzystać. Po czasie chyba zrozumiała jak to zabrzmiało, bo wysyłała kolejne tłumaczenia. Miałem jej już definitywnie dość. Nie odpisałem, tylko zablokowałem ją wszędzie, gdzie się dało. Próbowała nawiązać ze mną kontakt innymi sposobami (wspólni znajomi na fb, dzwoniła do mnie z innych numerów telefonów), ale albo nie odpisywałem, albo jak słyszałem jej głos, od razu się rozłączałem. Trzy dni temu napisała wiadomość z telefonu ojca, że błaga o pięć minut rozmowy. Nie powiem, że za nią nie tęskniłem. Zgodziłem się. Najpierw próbowała mnie przekonać, że powinniśmy spotkać się w cztery oczy i wszystko wyjaśnić, bo to jedno wielkie nieporozumienie. Nawet jej na to nie odpowiedziałem. Później zaczęła płakać przez telefon, że bardzo jej mnie brakuje i za mną tęskni. Powiedziałem jej, że to nie za mną tęskni, tylko za frajerem, który by koło niej latał, a poza tym będzie miała co wciskać nowemu gachowi i brać go na litość, jak to źle ze mną było i ją zostawiłem w potrzebie. Rozłączyłem się. Może trochę przesadziłem, ale nie żałuję. Od tamtej pory już nie próbowała nawiązać ze mną kontaktu. Skłamałbym, że nie boli mnie nasze rozstanie i za nią nie tęsknię. Bardzo jest mi jej żal jako człowieka, bo widziałem, przez co musiała przejść, ale nie jest mi w ogóle jej szkoda jako mojej byłej dziewczyny. Najbardziej boli mnie jednak, że dałem z siebie zrobić takiego frajera. Latałem koło niej jak głupi, a ona miała mnie za śmiecia. Nie wiem, czy udało mi się to zawrzeć w tekście, ale właśnie największy nacisk kładła na to, że teraz jej nie pomogę, a nie na moje uczucia. Jak mówiłem, nie piszę tego dla porad, po prostu chciałem się tego wyzbyć z głowy. Nie ma opcji, żebym do niej wrócił, nawet gdyby całkowicie ozdrowiała i wtedy to zaproponowała, to i tak jej odmówię (chociaż wiem, że nigdy z jej strony takiej propozycji nie usłyszę). #zwiazki #niebieskiepaski #rozowepaski #logikarozowychpaskow #samotnosc #rozstanie #logikaniebieskichpaskow
712

Dyskusja

Rejestr odpowiedzi mirko.pro (13)
mirko_anonim
Opublikowane
cierpliwy-sprzymierzeniec-40 pisze:
Do tej pory jest zdenerwowany na W. Nie wchodziłem z nią w polemikę, żeby się jeszcze bardziej nie denerwować. Odpisałem jej, że zobaczę i się zastanowię. Zgodziłem się też ją odblokować pod warunkiem, że nie będzie próbować się ze mną kontaktować, aż do momentu jej operacji. Zgodziła się, ale jakoś w to nie wierzę. Trochę się boję, że zaczynam wymiękać, a ona w końcu znalazła sposób, aby mnie podejść.
Jako bardziej doświadczony mężczyzna, błagam Cię, nie wymiękaj. Skończ z nią związek definitywnie. Zablokuj wszędzie. Koniec to koniec. Tego kwiatu jest pół światu, a ona jest zwykłym muchomorem. To, co napisała o Tobie, to tak myśli. Teraz Twoje zachowanie wywróciło jej Twój obraz w głowie - nabrałeś cech samca alfa, przestałeś być przewidywalny - ale jak tylko pozwolisz jej wrócić, to znów staniesz się opcją zapasową. Jeśli dla kogoś jesteś nisko w hierarchii, to zawsze będziesz. Czy chcesz być z kimś, kto o Tobie pisze "frajer"? A wyobraź sobie jak będziesz się czuł gdy do siebie wrócicie, a ona po pewnym czasie skoczy na inną gałąż. Wtedy nawet sam przed sobą przyznasz, że jesteś frajer.Zdarza się również, że osoby chore po wyzdrowieniu lub np. otyłe po schudnięciu, odcinają się od obecnego partnera. Tak jakby chcieli pozbyć się też tej ciemnej przeszłości.
Moderator Nighthuntero
Anonimowy użytkownik
mirko_anonim
Opublikowane
cierpliwy-sprzymierzeniec-40 pisze:
Gratulacje, że z nią zerwałeś. I bardzo mi przykro, że trafiłeś na taki odpad.To zdanie jest mocne: "Nie wiem, czy udało mi się to zawrzeć w tekście, ale właśnie największy nacisk kładła na to, że teraz jej nie pomogę, a nie na moje uczucia.". Ona nie tęskni za Tobą, tylko Twoimi usługami. To jest osoba wybitnie manipulacyjna, pozbawiona przyzwoitości, empatii, honoru.Ja bym na Twoim miejscu poinformował jej rodzinę i znajomych o tym wszystkim. Raczej się nigdy nie zmieni, ale wstyd będzie czuła.
Moderator RamtamtamSi
Anonimowy użytkownik
mirko_anonim
Opublikowane
silny-sojusznik-11 pisze:
I jeszcze jedna rzecz (przypomniało mi się po dodaniu odpowiedzi). Trzeciego wpisu na ten temat już nie rób. Nie piszę tego złośliwie, po prostu sobie zaszkodzisz. Z dwóch powodów. Pierwszy: skoro to powiatowo (nie wiem, jakiej wielkości, ale mimo wszystko) to istnieje pewien, mniejszy/większy, procent, że ktoś może połączyć fakty o kim mowa. Niepełnosprawna dziewczyna przed trzydziestką, która ma mieć na początku roku operację, zostawił ją chłopak po trzydziestce, ona mieszka z rodzicami w mieście, on mieszka we wiosce, czy co tam było, pod miastem. Skoro wstajesz po szóstej to robotę zaczynasz w przedziale 7 - 8. Wbrew pozorom, jeśli ktoś, kto was zna nawet ze słyszenia, mógłby was zidentyfikować przy odrobinie farta/pecha. A żalenie się przed [wstaw dowolne słowo] nie wygląda dobrze w CV. Po drugie: nie wiem, jak długo jesteś na wykopie, ale po twoim wpisie wnioskuję, że nie ma jeszcze tragedii, ale jeśli podtrzymasz decyzję o rozstaniu, będziesz przechodził ciężki etap (to dopiero początek) i wchodząc na niektóre tagi zryjesz sobie po prostu czaszkę. Mimo wszystko trzymaj się. Po wpisie wnioskuję, że złym człowiekiem nie jesteś, może trochę naiwnym jak na swoje lata. Czy będziesz z nią, czy nie będziesz - ważne, żeby to było na twoich zasadach.
Moderator digitallord
Anonimowy użytkownik
mirko_anonim
Opublikowane
silny-sojusznik-11 pisze:
Nie szukasz porad, ale dam ci jedną: vikop to nie jest miejsce na takie historie. Tyle. Większość tutaj ma wiedzę... nie, nie ma wiedzy o relacjach damsko-męskich. Nawet sobie nie zdają sprawy, jak to wygląda. Teksty o beciakach, białorycerzeniu itd. a większość z nich robiła by za sługę za powąchanie skarpetki znienawidzonej p0lki. Nie mówię że to nie jest prawda o tych beciakach i podobnych, ale osoby, które to mówią, gdy znajdą się w takiej sytuacji zazwyczaj sami okazują się betkami. A tutaj gościu (jeśli nie wymięknie, a niestety drugi wpis pokazuje, że może tak być) pokazał jaja i przy pierwszej możliwej okazji zakończył relację. Większość by to ciągnęła i upodlała się do momentu, aż dziewczyna ich rzuci.@betonowa_klata bajt, nie bajt, sam kiedyś usłyszałem od swojej byłej że jak już nie będziemy razem to będę sobie robił co chciał, więc xD a koleżaneczki to prawie w każdej znajomości jest dramat, szczególnie jak same mają problemy z chłopami. Studiowałem dwa lata z samymi babami, to się w cyrku nie śmieję
Moderator digitallord
Anonimowy użytkownik
mirko_anonim
Opublikowane
techniczny-podróżnik-91 pisze:
Ludzie przecież to jest pasta sprzed wielu lat
Moderator digitallord
Anonimowy użytkownik
mirko_anonim
Opublikowane
rozważny-poszukiwacz-95 pisze:
Nie, nie miała romansu z nikim na boku, ale w wiadomościach do swoich koleżanek przedstawiała mnie jako frajera, nieudacznika, idiotę, kogoś, kogo ma dość i jedyny plus ze mnie był taki, że miał kto się nią zajmować.
@mirko_anonim: ale Ty uwazasz inaczej? Ja uwazam tak samo. 0 wlasnych granic, 0 wlasnych celow, 0 siebie.Oddales wszystko za darmo albo liczac na nie wiadomo co
Nie powiem, że liczyłem na odruch żalu z jej strony
@mirko_anonim: nie no wcale ( ͡° ͜ʖ ͡°) to nie jest tak, ze od poczatku liczysz na jej zal i "zobowiazanie, bo pomagales" ( ͡° ͜ʖ ͡°)
ale tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że ma mnie za frajera, którego może wykorzystać.
@mirko_anonim: powtarzam jeszcze raz - a jak Ty to inaczej widzisz czytajac swoj wysryw?
Moderator digitallord
Anonimowy użytkownik
mirko_anonim
Opublikowane
Dziękuję za wszystkie komentarze i porady. Wiem, że napisałem, że to #zalesie, ale sami rozumiecie. Jeśli chodzi tu o wszystkie kwestie związane z #redpill czy #blackpill to nie do końca jestem odpowiednią osobą do wypowiadania się, bo aż do ostatniej dziewczyny nie miałem większych problemów z płcią przeciwną, dopiero teraz po raz pierwszy spotkałem się z takim podejściem do mnie, chociaż zdaję sobie sprawę, że są ludzie, którzy mają genetykę jaką mają, dokładając do tego problemy zdrowotne, społeczne i jeszcze inne, to rzeczywiście wiem, że w ich przypadku ubranie eleganckiej koszuli i spryskanie się hugo bossem niewiele pomoże.Jeszcze taki update z dzisiaj (wiem, że niewielu to interesuje, ale muszę to znowu z siebie wyrzucić): napisała mi wiadomość z telefonu ojca, że mnie przeprasza, że jej zachowanie było podłe, nie sądziła, że aż tak mnie do dotknie itd. Do tego argumenty pokroju, że zbyt poważnie to odebrałem, że narzekała na mnie, bo wszystkie jej koleżanki narzekają na swoich facetów, a ona chciała pokazać, że nawet kaleka może żyć normalnie. Tłumaczyła, że napisała te teksty z moim byciem poniżej jej ligi, że to był akt desperacji, abym nie odchodził. Zaproponowała, że na dowód, że zależy jej na mnie, a nie na frajerze, który koło niej będzie latać, aby kontynuować nasz związek, jak wróci do zdrowia, że nie muszę się już nią zajmować (tak, widzę haczyki) ale pod warunkiem, że nie znajdę sobie innej. Prosi mnie tylko o to, że jak będzie szła na operację, żebym ją odwiedził w szpitalu. Do tego momentu powiedzmy, że było to jeszcze w miarę, ale na końcu napisała mi również, że wybacza mi to, że potraktowałem ją jak szmatę. To mnie zagotowało. Do tej pory jest zdenerwowany na W. Nie wchodziłem z nią w polemikę, żeby się jeszcze bardziej nie denerwować. Odpisałem jej, że zobaczę i się zastanowię. Zgodziłem się też ją odblokować pod warunkiem, że nie będzie próbować się ze mną kontaktować, aż do momentu jej operacji. Zgodziła się, ale jakoś w to nie wierzę. Trochę się boję, że zaczynam wymiękać, a ona w końcu znalazła sposób, aby mnie podejść.
Moderator digitallord
Autor anonima
mirko_anonim
Opublikowane
solidny-mediator-98 pisze:
W sprawie bycia beciakiem schrodingera to ogólnie racja, ale gdyby po jej powrocie do zdrowia chciałaby jednak wrócić, wziąłbym ją na kilkumiesięczną kwarantannę i wtedy się zgodził. I to jest jedyny przypadek, gdzie powrót jest możliwy
Moderator digitallord
Anonimowy użytkownik
mirko_anonim
Odrzucone
ułożony-marszand-74 pisze:
Treść odpowiedzi nie jest dostępna.
Moderator digitallord
Anonimowy użytkownik
mirko_anonim
Opublikowane
powściągliwy-optymista-33 pisze:
Współczujębyłam straszną frajerką i bardzo dużo zrobiłam i poświęciłam wysiłku dla byłego, a on wciąż miał jakiś problem zdrowotny, którym uprzykrzał każdemu, a sam nic nie robił w kierunku aby zmienić - a wystarczyły rehabilitacje.Miałam przy zrywaniu te same rozterki co Ty i finalnie zacisnęłam zęby i zerwałam. Dopiero pół roku po zakończeniu zdałam sobie sprawę jaka byłam tym związkiem umęczona, jak długo musiałam się regenerować i często jest tak, że te stresy psychiczne ciało odczuwał jeszcze długi czas. Myślę, że po zerwaniu też to przejdzieszNa Twoim miejscu zerwałabym.Moja znajoma z liceum poznała faceta, po połowie roku jego ojciec był w stanie do opieki domowej. Rzuciła dobre studia aby mu pomagać. Sytuacja trwała 2 lata, a jak ojciec zmarł to facet ją kopnął w dupe 2 tygodnie po pogrzebie taty. To mnie aż boli jak o tym myślę, ale brzmi najbliżej Twojej sytuacji. :/A u mnie po tamtym pierwszym związku obiecałam sobie, że więcej się tak nie dam mając jeszcze na uwadzę przykrość koleżanki - wcale nie tak rzadką, bardzo dużo osób się zachowuje tak interesownie.Oczywiście wylałam się z swoich obietbic złożonych samej sobie jak tylko się zakochałam ;) przy czym w tym przypadku związek rozkwitł, wysiłki się opłaciły - ale aby nie było kolorowo z jakiegoś powodu mimo mieszkania kilku lat razem niebieski nie chciał mi się oświadczyć. Po dwóch latach zaczęłam pomrukiwać.Później miałam moment buntu po tym jak jego ojciec potraktował mnie nie za ładnie na wyjeździe bo, żona jego brata urodziła i była w drugiej ciąży i odpaliło mu się pieluszkowe zapalenie mózgu (gdzie ja starałam się traktować jego rodzinę jak swoją, dbałam o kontakt, co drugie święta były u niego). Dość szybko później sobie uświadomiłam, że znowu się poświęcam, zaczęłam być momentami nawet uszczypliwa i wredna.Niebieskiemu nawet powiedziałam, że w sumie zbyt go kocham i związku nie skończę z własnej inicjatywy, ale wiem że się mną bawi i czeka na lepszą dziewczynę, bo jakby tak nie było to bylibyśmy małżeństwem.Poźniej przewinął się temat wypadków (on fan motoryzacji) i powiedziałam bez skrupułów, że ja coś mu się stanie to ja nie będę zajmować się nim, bo nigdzie mu nic nie ślubowałam, a skoro on się przez tyle lat nie namyślił to nie jest na tyle pewny, więc czemu ode mnie oczekuje takiej postawy skoro on nie jest gotowy na równie poważne deklaracje jak wszyscy zdrowi ( ͡° ͜ʖ ͡°)Finalnie małżeństwa się doczekałam, ale konsekwentna w trzymaniu swoich granic zostałam.Polecam i Tobie - u mnie zmienił sporo psycholog, a z twojego postu aż się przebija brak poczucia wartości siebie.Masz wątpliwości co do swoich (słusznych) racji, w okolicznościach zerwania patrzysz na opinie osób postronnych jak jej rodzice. Nie powinna cię ich opinia interesować tylko Twoje włane szczęście, a z tego co piszesz przy tej kobiecie go nie zaznasz. Jak sam nie zaczniesz stawiać granic, być czasem uszczypliwy stawiając swoje własne szczęście na pierwszym miejscu, to będziesz tak wykorzystany nie raz.Związek to nie tylko dawanie, ale też otrzymywanie.
Moderator digitallord
Anonimowy użytkownik
mirko_anonim
Opublikowane
przykładny-narrator-20 pisze:
Teraz już nawet nie próbuj do niej wracać. Sytuacja wygląda następująco: rozstając się w ten sposób, gdzieś tam z tyłu głowy do niej dotarło, że może jednak nie jesteś beciakiem stąd jej błagalne próby kontaktu z tobą (jej potrzeby związane opieką nad nią to swoją drogą), ale w momencie gdy się zgodzisz na powrót tylko ją utwierdzisz w przekonaniu, że tym beciakiem jednak jesteś i wtedy po jej powrocie do zdrowia usłysz: jestem ci wdzięczna, ale piękny czad, który by na mnie nawet spojrzał, gdy byłam na wózku, właśnie przechodzi i muszę do niego iść poskakać, oczywiście możemy być przyjaciółmi, ktoś musi robić za mojego szofera i być opcją zapasową na czarną godzinę
Moderator RamtamtamSi
Anonimowy użytkownik
mirko_anonim
Opublikowane
aktywny-twórca-35 pisze:
Nie wiem czy bait czy nie ale ja też kiedyś pomagałem dziewczynom 1, 2 i za 3, byłem na zawołanie, jak mnie potrzebowały, za każdym razem po zerwaniu coś we mnie pękało aż za 3 pękło i tak jakbym umarł w środku, słabo było ze mną przez półtora roku ponad. No także każda jest taka sama, tęsknota jedynie mnie dobijała przy ostatniej bo kurde no traktowałem sam siebie jak śmiecia na laske o kilka lvli niżej z wyglądem, mówiła że ona jest inna i tak tam pierdy, a to taka sama jak reszta. No także twoja historia mi troche moje przypomina. Traktuj je tak jak one ciebie by potraktowały jakbyś nie był im potrzebny. Coś jej się stanie daj noge, nie warto marnować życia na babe w sensie poświecać
Moderator digitallord
Anonimowy użytkownik
mirko_anonim
Opublikowane
taktowny-strażnik-70 pisze:
Wiele razy robilem za frajera w zwiazkach. U mnie to bylo gotowanie, sprzatanie, organizacja czasu wolnego, dbanie o partnerke, zaspokajanie jej potrzeb seksualnych. Na koncu zawsze to ja bylem tym najgorszym. Skala twojej sytuacji oczywiscie nieporownywalna ale nauczylem sie czegos o kobietach: 1 wyswiadczyla ci przysluge takim zachowaniem, bo wiesz z kim masz tak naprawde do czynienia2 jesli kobiecie na tobie zalezy, to bedzie o ciebie zabiegac i ogarniac wokol ciebiePoznalem kilka takich dziewczyn i gotowaly mi, robily prezenty, wyszukiwaly eventy gdzie mozna by pojsc. Niestety po moich wczesniejszych doswiadczeniach nie bylem juz w stanie zbudowac z nimi relacji. Po prostu nie ufam juz ludziom i nie potrafie sie otworzyc, nie mowie kompletnie o sobie i swoich problemach. Stalem sie ostrozny. Duzo facetow ma takie doswiadczenia i nic z tym nie zrobisz. Ciesz sie ze nie masz z nia zadnych zobowiązań. @heniek_8 robisz kurtyzane z logiki. Jesli on jej pomaga, a ona chce go kopnac w dupe to ludzkim odruchem jest zostawienie go juz teraz. W calym moim zyciu tylko jedna dziewczyna powiedziala mi po dwoch tygodniach ze tego nie czuje. Reszta wysysala mnie z energii idobroci dopoki nie pojawil sie ktos lepszy. Wiec o czym ty gosciu pierdolisz? On zyl z iluzja osoby a nie jej prawdziwa wersja, a ty twierdzisz ze enjoyowal ten czas xd Jakby sie walila na boku to tez spoko bo robila to po kryjomu zamiast sie przyznac od razu? Choc z mojego doswiadczenia zdrada mniej boli niz pisanie o kims po kryjomu. Zdecydowanie
Moderator digitallord
Anonimowy użytkownik

Komentarze z Wykopu

Sprawdzamy liczbę komentarzy...

Akcje

Otwórz wpis na wykop.pl
Klucz publiczny:

kxyyliuis8cf501ly9a3m75m

Dodane: 10 października 2024 - 17:30:32
Opublikowane

Autor był widzianyprawie 2 lata temu
Zobacz wszystkie wpisy