Podchodzę z rezerwą do nadawania wydumanych przeintelektualizowanych nazw każdej ludzkiej myśli i emocji, ale może jakiś fanatyk psychologii mi pomoże to rozwikłać. Zauważyłam, że im bliżej z kimś jestem, tym trudniej mi z nim rozmawiać na poważne tematy. Z luźnymi znajomymi bez problemu mogę godzinami dyskutować o filozofii, polityce, światopoglądzie, różnych dylematach etycznych, problemach, teoriach, itd.Z moim niebieskim na początku związku też dużo o tym rozmawiałam. Ale zauważyłam taki wzorzec (w poprzednim i aktualnym związku), że im jesteśmy ze sobą bliżej, tym bardziej niezręcznie mi o tym rozmawiać.Tak samo z rodzicami czy rodzeństwem, ogólnie jesteśmy w dobrych relacjach, ale nigdy przenigdy nie było takich rozmów "od serca" czy wielkich debat światopoglądowych, nawet składanie sobie życzeń jest straszliwie niezręczne i nie lubię tego. Łatwiej byłoby mi zrozumieć, gdybym w związku z tym kontekstem domowym w ogóle nie umiała rozmawiać. Ale ja naprawdę bez problemu poruszam się w kazdym temacie konwersacji... do pewnego etapu relacji. Potem zaczyna mi być coraz trudniej.O co chodzi i jak temu zaradzić, żeby nie psuć związku spłycaniem rozmów?#zwiazki #logikarozowychpaskow #psychologia #rozowepaski #niebieskiepaski

