Opublikowane

Refleksje młodego mężczyzny o samotności i związkach

Witam Mirki,jestem przedstawicielem pokolenia Z i straciłem wiarę w to, że kiedykolwiek znajdę #rozowypasek. Obecnie jeszcze studiuję, ale już bliżej niż dalej do ukończenia i obawiam się, że pózniej będzie jeszcze gorzej (normalne dziewczyny w większości będą pozajmowane - zostaną samotne matki i golddiggerki). Jeszcze w okresie liceum miałem piękną wizję, że przed trzydziestką będę miał wspaniałą żonę i dwójkę dzieci. Człowiek jednak dojrzewa i coraz bardziej zmieniają się poglądy. Dzisiejsze nierówności płciowe w Polsce oraz szydzenie z mężczyzn w mediach sprawiły, że z osoby głosującej na Lewicę i popierającej prawa kobiet, kieruję się stopniowo coraz bardziej w prawo (Konfa przynajmniej nie atakuje facetów). Powoli przyjmuję pogląd, że samotność nie jest zła i daje dużo wolności. Zresztą nie jestem samotny, mam kochających rodziców i dziadków. Zawsze mają dla mnie czas i pomogą zarówno radą jak i słowem wsparcia. Najbardziej szkoda mi tego, że bycie singlem wiąże się z brakiem potomstwa, a zawsze chciałem być ojcem. No i trochę mogę rozczarować rodziców (na ich szczęście nie jestem jedynakiem). Ten brak potrzeby związku wynika m.in. z tego, że jestem silnym i niezależnym mężczyzną tzn. umiem gotować, myć, prasować, sprzątać (w moim pokoleniu nie jest to takie oczywiste). Do tego po studiach, jak wszystko pójdzie zgodnie z planem, będę zarabiał sporo powyżej średniej. I tu właśnie pojawia się mój problem, któremu nieco sam jestem winny. Przez cały okres dzieciństwa, jak i teraz, byłem bardzo zaopiekowanym i ukochanym dzieckiem, oczkiem w głowie rodziców i dziadków. Zawsze poświęcali mi bardzo dużo czasu. Z ich strony jest to wzorowe zachowanie, jednak wpłynęło na to, że jestem egoistą i nie lubię się dzielić. Objawia się to m.in. tym, że wychodzę z założenia, że w #zwiazki wszystko musi być po równo tj. wkładamy tyle samo wypłaty (kwotowo, a nie procentowo) oraz zaangazowania w zajmowanie się domem i dziećmi. Ponadto jestem dość przedsiębiorczy i już dorabiam, starając się odkładać na nieruchomość. Moi rodzice to klasa średnia wyższa, więc mam od nich zapewnienie, że mi pomogą finansowo przy zakupie nieruchomości. Prowadzi to do tego, że szukam partnerki, która jest z podobnej rodziny (pełnej i dobrze usytuowanej). Uważam, że nieuczciwym wobec mojej rodziny (i ciężkiej pracy moich rodziców) byłoby to gdybym znalazł dziewczynę z biednego domu lub z rozwiedzionymi rodzicami (może mieć złe wzorce rodzinne - daddy issues itd.). Z drugiej strony myślę, że z pomocą rodziców na spokojnie ogarnąłbym mieszkanie i nie potrzebowałbym wsparcia drugiej strony, żeby kupić mieszkanie wspólnie z partnerką. Ale wtedy ona musiałaby mi płacić (nieco poniżej cen rynkowych za najem) za to, że mieszka w moim mieszkaniu (dopóki nie uzbiera tyle, żeby wziąć kredyt na wspólne, jak nie uzbiera to zawsze będzie płacić). Za czynsz od niej mógłbym chociażby wziąć np. nowe auto w leasing od rodziców (oboje mają kilkunastoletnie, ale nie kupują nowych bo dobro dzieci ważniejsze itd.). W kwestii opłat nie jestem w stanie odpuścić. Może wynika to też z tego, że moi rodzice, choć mają wspólność majątkową to mają oddzielne konta i zawsze się składają 50/50. Wiem, że moja obsesja na punkcie pieniędzy jest nieco chora i w sumie myślałem czy iść z tym do psychologa. Z drugiej jednak strony uważam, że nie wymagam od potencjalnej dziewczyny więcej niż od siebie, a że nie jestem Oskarkiem (rodzice się dołożą, lecz nie kupią mi mieszkania) to te wymagania teoretycznie nie wykraczają poza normę (ludzie często dobierają się statusem i wykształceniem). Poza tym w obecnym stanie prawnym nie wyobrażam sobie wziąć ślubu, nawet z intercyzą. Zresztą i tak nie mam większych szans w obecnej sytuacji na rynku matrymonialnym. Od jakiś trzech lat szukam zarówno w realu (chodzę na spotkania, eventy uczelniane) jak i na #tinder. Od tego czasu uzbierałem ledwo 20 likeów, pewnie wynika to z tego, że nie jestem chadem, lecz zwykłym nornikiem 5/10 (choć mam te mityczne 190 cm wzrostu). A jak sobie pomyślę, że mam pajacować, zabawiać księżniczkę i zapraszać ją do restauracji (bo przecież na spacer do parku nie pójdzie), żeby najadła się na mój koszt i mnie pózniej zghostowała to wolę zignorować. Bo do takich sytuacji dochodziło podczas randek na jakich byłem w ciągu kilku ostatnich lat. Chyba więc pozostaje mi odpuścić, zająć się pracą i budowaniem majątku. Następnie zbuduję dom gdzieś obok rodziców i kupię sobie psa. Postaram się też dużo podróżować. Na własne pocieszenie dodam, że w mojej paczce kumpli jedynie dwóch z dwunastu jest w związku. Reszta to single i zauważają te same problemy co ja. Co o tym sądzicie? Czy ze mną jest coś nie tak? Czy może moje spostrzeżenia są trafne?P.S. wiem czym jest #blackpill i #redpill i nie jest tak, że jestem pod ich wpływem i bezgranicznie wierzę w te założenia, to co opisałem powyżej to są moje spostrzeżenia z ostatnich lat mojego życia.#pytanie #p0lka #przegryw #pytaniedorozowychpaskow #pytaniedoniebieskichpasków #psychologia #samotnosc
469

Dyskusja

Nie ma jeszcze anonimowych odpowiedzi.

Komentarze z Wykopu

Sprawdzamy liczbę komentarzy...

Opinie o

Zobacz wszystkie wpisy

Akcje

Otwórz wpis na wykop.pl
Klucz publiczny:

abps0bqupjvwrql2251wjlun

Dodane: 27 kwietnia 2026 - 17:36:44
Opublikowane

Autor był widziany5 miesięcy temu