Opublikowane

Jak radzić sobie z problemami w związku?

Mam poważny problem z żoną i kończą mi się pomysły na dalsze działanie. Kończy mi się również cierpliwość. Będzie ściana tekstu, dlatego w ramach #tldr od razu wrzucam tagi:#nerwica #psychologia #zwiazki #niebieskiepaski #rozowepaski i za chwilę chyba #depresjaA teraz od początku. Mamy po 35 lat, jesteśmy 12 lat po ślubie. Dwoje dzieci lat 8 i 5. Od kilku lat żona ma szereg większych i mniejszych problemów z trawieniem - jelita i żołądek. Moim zdaniem przyczyną jest nerwica. Kilka lat temu po krótkiej, ale ciężkiej chorobie zmarł jej tata, dwa lata później po długiej i niestety również ciężkiej zmarła jej mama. Dwa lata później druga ciąża, wszystko przebiegało sprawnie, ale przy porodzie pojawiły się poważne komplikacje. Żona cudem przeżyła. I o ile wcześniej jakoś się trzymała, tak od porodu jest tylko gorzej (przypominam, młodsza córka ma 5 lat).Wspierałem ją jak tylko mogę od samego początku, trudne przeżycie, ogromny stres, okazywałem zrozumienie. Zdawałem sobie sprawę, że potrzebuje czasu, by dojść do siebie. Tylko czas mijał i nic. Migreny, które kiedyś miewała sporadycznie, stawały się coraz częstsze. Jedzenie coraz częściej skutkowało bólem brzucha, albo rozstrojem żołądka. Zaparcia, wzdęcia, bóle, ścisk, mdłości. Chudła przez te lata, wszyscy jej gratulowali, że tak wspaniale wraca do formy po ciąży. No wracała, bo jadła coraz mniej. I z czasem te dolegliwości są coraz częstsze. Cały czas jestem przy niej, czasem jakoś wspieram, czasem po prostu jestem. Obserwuję ją cały czas, zawsze była nerwowa, zawzięta, pamiętliwa, ale „w granicach rozsądku”. Teraz? Byle co jest powodem do złości. Wciąż zlękniona, że jak gdzieś pójdzie, to rozboli ją brzuch. Któreś z dzieci zakaszle? Na pewno będzie chore, co teraz, trzeba lekarza, kupić lekarstwa, coś tam. Kaszel to jeszcze pół biedy. Ale któreś powie, że brzuch boli? Tu już jest dramat, to na pewno jelitówka. Każdy ból brzucha jest jelitówką. Nawet ten bez wymiotów, czy biegunki – i tak siedzi w gotowości, jak żołnierz w okopie, bo zaraz na pewno coś się wydarzy. Cały czas w napięciu. Czyta od lat różne medyczne teksty, zna wszystkie jednostki chorobowe, do wszystkiego dobierze leki. Z czasem zacząłem na bazie własnych doświadczeń wnioskować, że jej stan zdrowia jest związany z napięciem psychicznym. Że te migreny bardzo często są „na zamówienie” – martwi się czymś cały dzień, rzecz się nie wydarza, ale w nocy jeb – migrena. Albo ból brzucha, mdłości. Tyle razy miała mdłości, wiele nocy przesiedziała w łazience. Nigdy, przysięgam, ani razu, nie zwymiotowała. No więc chciałem trochę ją nakierować, że może warto się temu przyjrzeć. Od samego początku trafiałem na ścianę. To na pewno coś z brzuchem, albo z żołądkiem, a ja gadam głupoty. Robione liczne badania – usg wszystkiego, gastroskopia, kolonoskopia, encefalografia, przebadane litry krwi – nic, co by odbiegało od normy. Ostatnio wydała ponad 400 zł na cały wachlarz prywatnych badań krwi. Wszystko ok, niektóre wyniki w dolnych granicach np. żelazo (no trudno, by było w górnych, skoro nic nie je), ale wszystko w normie. Ale będąc z nią na co dzień widzę, jak denerwuje się wszystkim coraz bardziej. Jak jest rozdrażniona, czasem agresywna w zachowaniu (nie, nie mówię o agresji fizycznej). Poza tym krzyczy na dzieci, kłóci się ze mną. Kłótnie są coraz częstsze. Praca – wcześniej pracowała przez kilka lat w banku. Kontakt z klientem, presja na sprzedaż. Widziałem, że ją to wyniszcza. Sugerowałem, by się zwolniła. Nie chciała, bo mogła sobie brać wygodnie wolne, kiedy chciała (największa, kurde, wartość w pracy). Ale ciągle się martwiła, że za mało sprzedała, że dyrektor się czepia, że w tym miesiącu mało zarobiła. W końcu tak jej gadałem, że niemal wymusiłem, by się zwolniła. Wreszcie odeszła z pracy. 8 miesięcy siedziała w domu. Dawałem jej czas, liczyłem, że może to praca, że jej się poprawi. Nic z tych rzeczy. I tak, to ja ciągnę nas finansowo – prowadzę własną działalność, pracuję w domu, czasem podjadę do klienta. Lekko licząc zarabiam 3-4 razy tyle, co ona. Tylko kosztuje mnie to wszystko barwo wiele.Teraz odbywa staż z urzędu pracy w innym urzędzie (na bezrobocie poszła zarejestrować się dopiero po 5 miesiącach, a trułem jej od samego początku). Praca dla niej idealna (może poza pieniędzmi, ale to już moje zmartwienie) – brak stresu, brak presji wyników, spokój, przyjazne współpracowniczki. Tylko im dłużej tam jest, tym częstsze są przerwy. Zwalnia się w ciągu dnia, bo ma mdłości, bo migrena. Wszyscy są wyrozumiali, pracuje z samymi kobietami, każda ma swoje bolączki. Nawet wczoraj urwała się z pracy. Niby nikt problemu nie robi, wszystko fajnie, tylko boję się, że przez te absencje na koniec stażu jej podziękują.Próbuję na wszystkie sposoby – jakieś gadanie o relaksacjach, rozmowy o dobrostanie, o wpływie stresu na zdrowie i stanu umysłu na ciało. Proponowałem jakieś podcasty, wykłady na temat zdrowia, medytacje, buddyzm, inne gówno, które mi pomagało (o tym za chwilę). Nie mogę jej nawet nakłonić, by regularnie piła melisę, bo szkodzi jej to na żołądek. Ogólnie to wszystko głupoty, ona nie ma problemu z głową, a z brzuchem. Bo przecież migreny też mogą się brać od brzucha. No mogą, tylko co z tego.Któregoś razu, a było to ze 2 lata temu powiedziałem wprost, że to zaszło za daleko i powinna udać się do psychiatry. O jaką tyradę mi zrobiła. Że chcę z niej zrobić wariatkę, że ona na to nie pozwoli. No autentycznie żeby nie dzieci to bym chyba tego dnia trzasnął drzwiami. Zabolało mnie to tym bardziej, że kilka lat wcześniej sam zachorowałem na depresję. Leki, psychoterapia… kilka lat zajęło mi, by z tego wyjść. Od 5 lat nie biorę żadnych leków, 4 lata temu zakończyłem też terapię, ale to była długa i naprawdę ciężka droga. Była przy mnie, wspierała. Okazała mi naprawdę ogromne wsparcie, zwłaszcza na początku, gdy nie wiedziałem, co się ze mną dzieje. Tylko że ja chciałem walczyć. Brałem te antydepresanty, choć czułem się po nich źle, chodziłem na terapię, by ohydnie pozwalać grzebać w swojej głowie obcej osobie. A ona? Walczyć nie chce. To na pewno nie jest głowa, nie nerwica. I kręci się w kółko, a lata lecą. Coraz więcej kłótni, nerwów, stresu. Gdy pierwszy raz jakiś lekarz na jej „gulę w gardle” zasugerował globus histericus, a było to dawno temu, to dwa dni w domu słuchałem, jak on śmiał śmieć.A ja? Czuję się coraz bardziej zmęczony i po prostu, tak po ludzku, samotny. Gdy czuje się dobrze, to jest naprawdę dobrze. W domu jest czysto, obiad, wszystko na miejscu. Tylko tych momentów, gdy jest dobrze, jest coraz mniej. Coraz częściej różne aspekty ogarniania domu są na mojej głowie, a chociaż od zawsze brałem w tym udział i nie uciekałem od sprzątania czy gotowania, to po prostu widzę, że proporcje z biegiem lat drastycznie uległy zmianie. Jaką jest matką? Dobrą. Dzieci chodzą czyste, zdrowe, dba o lekarstwa, pilnuje, by starsze było zawsze gotowe do szkoły. Ale rozwój dzieci? Coś wspólnie porobić, poczytać, pobawić się, cokolwiek – ona się źle czuje. Spacery, wyjście na plac zabaw, jakiekolwiek aktywności poza domem? To jest wyłącznie na mojej głowie.Mam lekkie nadciśnienie, ale ona akurat się tym nie przejmuje. „No masz, na szczęście nie za wysokie”. Dbam o siebie, dobrze się odżywiam, biegam, ćwiczę w domu – te dwie rzeczy dobrze działają na głowę, dają wytchnienie. Ale tego wytchnienia odczuwam coraz mniej. Za to poczucie samotności w życiu jest coraz większe.Chciałem napisać wpis składny i ułożony. Widzę, że wyszedł chaos. Sam teraz czuję ścisk w gardle. Spodziewam się komentarzy wiadomej treści, mam to w dupie. Ale może ktoś był kiedyś w podobnej sytuacji i jakoś z tego wybrnął, bądź jego bliski pokonał ten mur? Nie wiem naprawdę, brak mi pomysłów, co dalej. Jest tylko gorzej.#zalesie #gorzkiezale
222

Dyskusja

Rejestr odpowiedzi mirko.pro (11)
mirko_anonim
Opublikowane
@kanbanosDzięki za zabranie głosu w temacie. Dziękuję Ci też za sugestię związaną z histaminą, sprawdzimy to. Niemniej wypowiadasz się w bardzo zdecydowanym tonie, ale pewne szczegóły Ci umykają, więc pozwól, że doprecyzuję.
Kolejny konował który nie ma pojęcia o tym schorzeniu xD Najpierw trzeba zrobić test oddechowy, koniecznie wodorowy + metanowy, aby określić, jakie to sibo (bo są różne rodzaje). Potem odpowiednie leczenie (leki albo zioła) i dopiero dieta. Sama dieta nic nie wyleczy.
Od początku - test wodorowo-metanowy był wykonywany na zalecenie lekarza. Więc diagnoza sibo nie wzięła się z powietrza. Na podstawie badania określono jaki to rodzaj / natężenie i wydano stosowne zalecenia - na początku był antybiotyk i jakieś inne leki, zaś na dłuższą metę stwierdzono, że dieta wystarczy. To też nie wzięło się z powietrza. Mówisz mi, że "nie mam pojęcia". Czy ty za to masz pojęcie, jaką siłę i oddziaływanie mogą mieć bóle psychosomatyczne? SSRI to najgorsze gówno jakie istnieje? Widzę również, że nie masz pojęcia, co się dzieje z człowiekiem, gdy zmaga się z silną depresją. I nie mówię tu o żonie, nie wmawiam jej depresji. Mówię o sobie. Miałem silną depresję, brałem SSRI i z wielkim trudem wyszedłem z tego. I tak, z doświadczenia wiem, że osobie, która tego nie doświadczyła, trudno zrozumieć, co chory przeżywa. Leki działały, ale oczywiście, czułem skutki uboczne leku i to był jeden z motywatorów - by jak najszybciej móc przestać to brać. I na szczęście mam to już za sobą. Mam też nadzieję, że nie będę musiał więcej do tego wracać.Natomiast co do żony, nie wmawiam jej depresji. Na moje oko to coś na kształt nerwicy i długotrwałych silnych problemów ze stresem. Ale litości, nie jestem lekarzem. Chcę tylko, by poszła do lekarza i dała się przebadać.
Moderator mkarweta
Autor anonima
mirko_anonim
Opublikowane
@Kitku_Karola
ogólnie mam wrażenie że ludzie co są rodzicami to myślą że dzieci nie widzą co się dzieje między rodzicami i ogólnie w domu
Nie, wcale tak nie uważam. Sam przecież byłem dzieckiem :) I co widziałem, to wiem.
One wszystko widzą i rozumieją zdecydowanie więcej niż Ci się wydaje i co najgorsze to je to wszystko kształtuje na przyszłość
Zdaję sobie sprawę. Przerabiałem to chociażby na psychoterapii i dopiero wtedy inaczej spojrzałem na niektóre rzeczy, o których sądziłem, że są mi obojętne.
Widok matki udręczonej chorobami i ojca co próbuje jakoś spinać życie by jako tako było. Też pewnie widzą kłótnie i co najgorsze to im młodsze tym bardziej waszą relacje mogą brać bardzo osobiście czyli że to ich wina że jest jak jest.
Tak, dlatego staram się chronić je przed tym i absolutnie w żaden sposób nie wzbudzać w nich poczucia winy. Czy moje dzieci mają idealne dzieciństwo? Na pewno nie. Ale też pod względem mentalnym śmiem twierdzić, że mają dzieciństwo nieporównywalnie lepsze, niż było moje. Mnie tata nigdy nie zabrał na mecz, nie kopał ze mną piłki, nie pamiętam żadnych wycieczek do lasu. Czy to znaczy, że był złym ojcem? Nie chcę stawiać sprawy w ten sposób. To były inne czasy. Z resztą chociażby z tego powodu dzisiaj dzieci ogólnie mają lepiej, bo ich rodzice, czyli nasze pokolenie, są bardziej świadomi.
Dlatego nawet jeśli żona nie pójdzie do psychiatry
Pójdzie. Nie wiem jeszcze jak to osiągnę i kiedy, ale pójdzie. Może z tego wpisu wyłania się obraz mnie jako człowieka słabego i zlęknionego, ale tak nie jest, a przynajmniej nie w każdym aspekcie życia. Nie poddam się bez walki. I swojej rodziny również bez walki oddać nie zamierzam. I muszę przyznać, że twoje słowa, chociaż przyniosły zimny prysznic, pomogły mi. Dziękuję. A może właśnie dlatego pomogły, bo nie są głaskaniem po głowie. Czy będą z tego wymierne efekty? Czas pokaże. Mam nadzieję. Ale dzięki, fajna Mirabelka z Ciebie.
Moderator Nighthuntero
Autor anonima
mirko_anonim
Opublikowane
@Kitku_KarolaMocne słowa, ale słuszne i potrzebne. Dziękuję Ci.Co ja chcę oszczędzać dzieciom? Wiadomo, że mój punkt widzenia nie jest ich perspektywą, ale staram się po prostu, by tego nie odczuwały. Czy to działa - nie wiem. Robię, co mogę. Poza pracą poświęcam im tyle uwagi, ile jestem w stanie (w tym wszystkim próbuję jeszcze szarpać czas dla siebie, niełatwa sztuka), chociaż zdaję sobie sprawę, że czasem brakuje mi wobec nich cierpliwości. Ale to też jest raczej efektem ogólnej atmosfery w domu.Chcę dla nich dobrze. Tylko tyle i aż tyle. Być może, jeśli dalej będzie to szło w złą stronę, będę musiał podjąć jakieś poważniejsze kroki wobec żony. Nie chcę tego. Ale jeśli będę musiał... nie wiem, nie potrafię ułożyć sobie tego w głowie. Miałem inny pomysł na życie, inne plany, niż wojny sądowe. W tym roku kończymy spłacać kredyt mieszkaniowy. Gdyby nie mój wysiłek, tego kredytu pewnie nawet nigdy byśmy nie wzięli, a tak po 9 latach jesteśmy na finiszu. Nie to, że przypisuję sobie jakieś zasługi, po prostu takie są fakty. Żona zapewniała dobrobyt na innych polach, dbając o dom i domowe ognisko i to było ok. Teraz jest... cóż, trochę inaczej. "Trochę". Nie wiem, napisałbym jeszcze coś mądrego, ale nie mam siły. Nie wiem, co będzie. Ech. Serio, nie tak to miało być.
Moderator Nighthuntero
Autor anonima
mirko_anonim
Opublikowane
@Kitku_KarolaWidzę, że Cię nie zawołałem do poprzedniego komentarza, więc wołam
Moderator mkarweta
Autor anonima
mirko_anonim
Opublikowane
@ Kitku_KarolaBomba atomowa, której jednak odpalać bym nie chciał. Oczywiście w głowie pojawiają się różne scenariusze, ale po prostu sobie tego nie wyobrażam. Dlaczego? Proste - dzieci, rodzina. Ja bym sobie jakoś poradził, ale dzieciom chcę oszczędzić. @lunariaWłaśnie cały czas jej tłukę do głowy, że to tak działa. Że sama napędza ten mechanizm. Że, w dużym uproszczeniu, lęk przed tym, że będzie jej niedobrze, sprawia, że faktycznie jest jej niedobrze. Ale nie, nie idzie. Bo gdy akurat nic jej nie boli, to wszystko obraca w żart, a gdy boli, to skupia się wyłącznie na tym, że boli. Nie na przyczynie, nie na tym, co było wcześniej, tylko na bólu w chwili obecnej.
A taktyka naukowa, że skoro wykluczyła inne opcje, a nie sprawdzała psychiatry, to jeszcze jego musi?
Właśnie nie "sprawdzała", a ciągle "sprawdza". Bo poziom żelaza wyszedł w dolnej granicy, bo jakiś hormon również zbliżył się do dolnej granicy i lekarz zaproponował jakiś nowy lek, który trzeba sprawdzić. Bo coś tam. Więc w jej przekonaniu psychiatra jest jakąś odległą ostatecznością, którą wykorzysta dopiero, jak sprawdzi wszystkie inne opcje. Tylko to się nie kończy.Nie wiem, może gdybym faktycznie pokazał jej ten wpis, gdyby przeczytała go sama, może doznałaby jakiegoś wstrząsu i coś by w niej drgnęło. Tylko o wszystkich rzeczach, które tu opisuję, rozmawialiśmy wiele razy. Może innymi słowami, czasem w kłótni, ale to wszystko było wielokrotnie omawiane. I ja sobie jakoś tam radzę, tylko jest mi coraz ciężej.
Moderator RamtamtamSi
Autor anonima
mirko_anonim
Opublikowane
@PrzypadkowyDzięki. Próbowałem wielokrotnie rozmów na spokojnie i na gorąco. W różnych sytuacjach. Nic. Ale pomysł, bym ja poszedł do psychiatry nie brzmi źle. To znaczy pewnie nic to nie da, pójdę, wygadam się, posłucham truizmów i tyle. Ale kto wie, może coś z tego wyniknie. Pomyślę o tym.Lekarz rodzinny - mamy różnych, ale teoretycznie to nie problem. Mógłbym wstrzelić się jakoś przed jej umówioną wizytą i przedstawić sprawę. Tylko właśnie, jeśli lekarz się wygada, to będzie kiepsko. Fałszywa duma - ja naprawdę nie mam pojęcia skąd u niej ten opór i upór. Dziękuję Tobie i wszystkim (z pewnymi wyjątkami) za zabranie głosu w tym wątku. Nowe głosy pewnie się już nie pojawią, a szkoda, bo liczyłem na jakąś szerszą dyskusję. Ale zdaję sobie sprawę że z boku sprawa jest na tyle beznadziejna, zwłaszcza gdy powtarzam cały czas "wiem, próbowałem tego, to nic nie daje", że i się nie dziwię.
Moderator Nighthuntero
Autor anonima
mirko_anonim
Opublikowane
czysty-mistrz-32 pisze:
Zaraz, baba chodzi po lekarzach i robi badania od lat, ale do lekarza psychiatry nie pójdzie? Powiedz jej, że albo idzie się leczyć psychiatrycznie, albo koniec związku. Bo i tak nie wytrzymasz prędzej czy później.
Moderator Dipolarny
Anonimowy użytkownik
mirko_anonim
Opublikowane
@pianinkawłaśnie - "bronić". Jej postawa czasem mnie naprawdę zaskakuje, bo najmniejszy sygnał potrafi odebrać jako atak na własną osobę. Ot, sąsiadka w windzie za długo się patrzyła bez słowa, więc na pewno pomyślała [wstaw dowolne negatywne gówno]. Wiem, że brzmi to absurdalnie, ale czasem tak to wygląda. I naprawdę niektóre rozmowy przypominają spacer po polu minowym, bo jedno niewłaściwe słowo i afera gotowa, a rozmowa zaczyna przypominać smutną rzeczywistość z dowcipów na temat małżeńskich kłótni - a ty to zawsze, bo ty to nigdy, a coś tam coś tam. Pełen repertuar.Może coś w sobie dusi, coś trzyma - nie wiem. Znamy się od dawna, ale coś po drodze poszło nie tak. Podejrzewam, że ona sama tego nie rozumie. Stąd takie reakcje. Ale jeśli tak dalej pójdzie, to za kilka-kilkanaście lat zostanę zgorzkniałym niezadowolonym z życia Januszem 45+. Przynajmniej wiem już, skąd się tacy biorą.Zdaję sobie też sprawę, jak często takie historie się kończą.Bez sensu.
Moderator Dipolarny
Autor anonima
mirko_anonim
Opublikowane
@pianinkaChyba nie do końca jestem pewien, kogo masz na myśli, pisząc "dobry partner". Ja mam różne przywary, jak każdy, ale cierpliwości odmówić sobie nie mogę. Potrafię usiąść do rozmowy. Spokojnej, konstruktywnej. Ale co z tego, kiedy w tym wypadku druga strona nie chce. I próbowałem, wierz mi, rozmawiać z nią wielokrotnie na różne sposoby. Tłumaczyłem, jak to wpływa na dzieci, jak to wpływa na nas dwoje. Bez obwiniania, bez wzbudzania poczucia winy. Owszem, kilka razy powiedziałem nawet coś w stylu, że jeśli nie chce tego zrobić dla siebie, to idzie do psychiatry dla dzieci, czy nawet dla mnie - może to mocne słowa, ale próbowałem być delikatny i ostrożny. W odpowiedzi krzyki, płacz, usłyszałem, bym przestał ją dręczyć.Napotykam ogromny opór, którego nie potrafię zrozumieć, ani pokonać. Ten wpis jest trochę wyrazem mojej bezradności, a trochę nadzieją, że może ktoś też kiedyś tak się opierał, albo miał kogoś, kto się opierał, i udało się to pokonać.O liście też myślałem, ale wydało mi się to... głupie. Mieszkamy przecież pod jednym dachem. Może niesłusznie, nie wiem.Naprawdę czuję, że jestem tym wszystkim zmęczony.
Moderator Jailer
Autor anonima
mirko_anonim
Opublikowane
@Kitku_KarolaTak, ja to wszystko wiem i absolutnie się z Tobą zgadzam. Z resztą o wielu z tych rzeczy napisałem wyżej, tylko może niezbyt składnie. Wybacz, zagotowałem się po prostu pisząc ten post. I tak - nikt z psychiatrów jej nie oglądał, bo ona nigdzie nie chce pójść, a ja nie chcę robić za jej terapeutę, bo zdaję sobie sprawę, że to może zaszkodzić.Ja to wszystko wiem. Stres, zwłaszcza przewlekły, reakcje autoimmunologiczne, spirala problemów. Przerabiałem to wszystko na sobie. W tym jednak cały problem - ja to wszystko wiem, a do niej nie jestem w stanie dotrzeć. Czy moje żale jej nie pomagają - pewnie nie. Sam zapewne byłbym zmęczony, gdyby ktoś tak mi wciąż gadał i gadał. Ale ja bym wreszcie prędzej czy później obejrzał siebie pod tym kątem. Z resztą zrobiłem to przecież i wcale nie później. A ona z pierwszego rzędu oglądała to, co się ze mną działo. Ma więc przykład w najbliższej osobie. Jak to działa, czym się kończy, w jaki sposób można uspokoić głowę. I co? I nic, zupełnie nie.No i co ja innego mogę, jak tylko walić głową w mur w nadziei, że wreszcie pęknie? Próbowałem na wiele sposób, a to trwa od lat, to nie jest nowa sytuacja.
Moderator Jailer
Autor anonima
mirko_anonim
Opublikowane
@utilekTak, zapomniałem dodać, że ma zdiagnozowane SIBO. Tylko nie jakieś znaczne, według zaleceń lekarza wystarczy trzymać dietę. No i częściowo trzyma, np. zero alkoholu, czy czerwonego mięsa, ale częściowo nie, bo słodycze, czy białe pieczywo to chętnie.I owszem, taki stan zdrowia może niszczyć i niszczy psychę. Tylko kolejne badania nie przynoszą jakichś konkretnych odpowiedzi, stąd wnioskuję, że uspokojenie psychiki, nawet tymczasową farmakologią, mogłoby przynieść efekt. Czy pomoże - nie wiem, ale w tej sytuacji, po tylu badaniach warto przynajmniej spróbować rozmowy z lekarzem. Do tego oczywiście odpowiednia dieta, zrównoważone i wartościowe żywienie i może układ pokarmowy wróciłby do normy. Przede wszystkim jednak praca nad stanem wewnętrznym, zarządzanie stresem i tak dalej. Ale w tym momencie to jest błędne koło, z którego nijak nie idzie się wydostać.
Moderator RamtamtamSi
Autor anonima

Komentarze z Wykopu

Sprawdzamy liczbę komentarzy...

Akcje

Otwórz wpis na wykop.pl
Klucz publiczny:

wbj0sjt3hp41c52ncxrs9sox

Dodane: 8 lipca 2025 - 14:02:53
Opublikowane

Autor był widziany8 miesięcy temu
Zobacz wszystkie wpisy