Drodzy Mircy i Mirabelki, Szanowne wykopki, Wy, którzy w swych cyfrowych okopach życia szukacie echa własnych westchnień, piszę do Was jak stary kumpel z piwnicy obok, ten co to w knajpie przy piwie opowiada o tym, co go gryzie, choć wie, że piwo ciepłe, a kumpel już dawno nie słucha. Bo cóż innego mi pozostaje? Mam od dzisiaj lat czterdzieści pięć, ale o telefon po śmieciarkę nie proszę, bo czuję się jak trzydziestolatek, który dopiero co wyszedł z mgły, co go przez piętnaście lat małżeństwa otulała niby kołdra z waty – ciepła, ale duszna, ciężka, uniemożliwiająca jakikolwiek ruch. Bo oto, w…