Czy ktoś miał taki paradoks jak ja, że im bardziej wychodził z #przegryw tym gorzej się czuł? Na początku jest fajnie jak są zmiany typu sport, zdrowe jedzenie, aktywność na zewnątrz, wyjścia na wydarzenia lokalne mimo że samotnie, jakieś podróże zagraniczne. perfumy, ciuchy, itd. Po czasie jednak to trochę normalnieje, mija pierwsze pozytywne złudzenie że twoje życie się zmienia i dochodzi do ciebie że w sumie to nadal jesteś starym sobą i tylkoe cope'ujesz. Tym mocniej to uderza bo przecież podjąłeś wysiłek i to duży względem starych nawyków. Ćwiczę ale super efektów nie ma i myślę dla kogo ja to wgl robię? po co się wgl starać? Lepsze ciuchy, perfumy dla kogo? Podóżując widzę piękne miejsca ale nigdy nie będę ich częścią, nigdy tam nie zamieszkam, ani nie będzie mnie stać żebym sobie ot tak pomieszkiwał w topowych lokalizacjach a jeszcze ten widok szczęśliwych ludzi na plaży.. Niby takie zmiany teoretycznie wychodzą na plus ale po takiej "lepszej zmianie" bardziej spadam na dno, bo ten cały wsiłek nie daje mi nowych znajomych, dalej nie mam kobiety, nie nadrobie straconego czasu i nie urodzę się na nowo. Tyle wysiłku a nic z tego nie ma, jeszcze czuje się gorzej to myślę że wole jako przegryw wrócić do tych starych, "złych" nawyków a przynajmniej mieć jakąś dopaminę z tego życia od piwniczenia w pokoju i upijania się.#wychodzimyzprzegrywu #depresja #samotnosc #blackpill #przegrywpo30tce #redpill

