Jestem lekko skołowany po mojej ostatniej kłótni z dziewczyną i chciałbym was prosić o rozstrzygnięcie kto ma rację.Sprawa wygląda tak:- jesteśmy ze sobą od prawie 2 lat- 3 miesiące temu zamieszkaliśmy razem - wynajmujemy mieszkanie w Warszawie za 3800zł- ja zarabia 11 000zł miesięcznie, a dziewczyna niecałe 6000zł- koszty dzielimy 50/50, czynsz, rachunki itp. - odstępstwami od reguły 50/50 są: paliwo, wyjścia na miasto i mniejsze wycieczki (np. dwudniowe citybreaki) - tutaj stawiam jaDziewczyna uważa, że niesprawiedliwym jest to, że dzielimy się kosztami 50/50, bo ona zarabia dużo mniej i przez to ja zyskuję na tej relacji jej kosztem.Moje podejście jest takie, że skoro nie jesteśmy małżeństwem to nie powinniśmy mieć wspólnego budżetu i dla mnie normalne jest to, że robimy 50/50. Szczególnie, że ona też na tym wychodzi na plus, bo wcześniej wynajmowała kawalerkę za prawie 3200zł z rachunkami. Teraz z rachunkami płaci 2100zł miesięcznie.Jest to już któraś z rzędu kłótnia o sprawy finansowe i szczerze mówiąc zaczynam się zastanawiać czy ten związek ma sens, skoro nawet jeszcze nie jesteśmy małżeństwem, a ona już by chciała żyć na mój koszt.Dla mnie zamieszkanie razem to nie jest commitement do końca życia. Co innego małżeństwo, ale związek i mieszkanie razem wg mnie ma na celu sprawdzenie się, czy mamy podobne podejście do życia, czy się nie kłócimy, czy dobrze nam się wspólnie żyje. I dopiero po tym sprawdzeniu się można wziąć ślub i żyć jak małżeństwo.Dziewczyna natomiast chciałaby już żyć jak w małżeństwie, a wg mnie nie tędy droga. Gdybym z każdą dziewczyną miał wspólny budżet to bym nienajlepiej na tym wyszedł.Ale chętnie dowiem się co wy o tym sądzie i jak to działa w waszych związek.Uprzedzając pytania - obowiązki również dzielimy 50/50.#zwiazki #rozowepaski #niebieskiepaski #logikarozowychpaskow

