Samotność siada mi już na łeb totalnie. Mam 29 lat, niecałe dwa lata temu rozstałem się z dziewczyną, z którą byłem od pierwszego roku studiów. Pierwszy rok przebalowałem z ziomkami i było super. W tym roku już mi po prostu czacha dymi. Nie mam się komu wygadać, nie ma mnie kto realnie wesprzeć, kiedy mam gorszy okres (gadam z mamą i siostrą, ale to nie to samo), brakuje mi cholernie jakiegoś tam poczucia bliskości i dawki serotoniny. Czuję się też życiowo niestabilny z tego powodu. O seksie nawet nie wspomnę. W zeszłym roku miałem bardzo wysokie libido, bo wiecie, hehe, na horyzoncie nowe doświadczenia, a teraz autentycznie mi się nie chce. Najzabawniejsze jest to, że nie mam problemów umawiać się z laskami. Podobno jestem przystojny, ogólnie też ćwiczę na siłowni, jestem dobrze zbudowany, mam własne auto i własne, duże mieszkanie do wyremontowania. Póki co mieszkam u starych, bo też mają duże mieszkanie, a ja pracuję zdalnie i chyba 24h ciszy by mnie w ogóle psychicznie rozwaliło. W zeszłym roku umawiałem się łącznie z 6 dziewczynami, a poznałem jakieś 10 (kluby, puby, późniejsze rozmowy na insta). Z jedną był seks kilka razy, po czym dowiedziałem się, że w sumie to tylko FWB i nie na długo, bo niebawem emigracja XD Więc odpuściłem dalszy kontakt.Z tych 10 poznałem dwie, które naprawdę były warte czegoś więcej. Czyli "aż" 20 % XD. Kilka lat młodsze. Takie które miały zainteresowania, charakter, były spontaniczne, pomysłowe, z poczuciem humoru, fajnie się rozmawiało. Niestety, obie strasznie styrane przez toksyczne relacje (obie kilkuletnie związki ciągnięte od liceum i zakończone w podobnym czasie co ja) i nie potrafiły zbudować relacji i zaufać. Jedna jest sama do dziś i wpadła w pracoholizm jako radzenie sobie z życiem (rodzina mojego ziomka, więc trochę przewijał), druga znalazła sobie na jakiś czas gościa 250km dalej co , do którego nic nie czuła, ale lubiła go i stwierdziła, że chociaż się nie rozczaruje i nie zrani jak nie wyjdzie, więc taka opcja na jakiś czas fajnie spędzić razem weekend XD wiecie, keks, restauracje, koncerty, eventy, fałszywe poczucie szczęścia i takie tam. No i finalnie się rozstali, bo jaki inny mógł być tego koniec? Ale, że go nie kochała, to "nic się nie stało". No bo przecież łatwiej tak, niż z kimś, z kim połączą uczucia.Z obiema dalej mam kontakt i czasem nawet wyjdziemy na piwo czy burgera. Jestem dość specyficzny. Umiem trzymać te relacje jako koleżeńskie, bo mam bardzo sprecyzowany typ ludzi, których lubię, przez co trzymam się naście lat z tymi samymi osobami (swoją drogą - podobni z charakteru do mnie), więc obie laski uznałem już za swoje stado i wyeliminowałem czynnik damsko-męski. No i super, bo można na nie liczyć. O co poproszę - pomogą, zrobią przysługę, czasem nawet lwią, gdzie jestem pod sporym wrażeniem i zawsze odwdzięczam się tym samym, gadamy raz na 2-3 tyg, wyjdziemy sobie raz-dwa razy na miesiąc, ale cenię sobie te znajomości i nigdy w życiu nie przypuszczałem, że niektóre kobiety potrafią być takimi dobrymi ziomkami.Co czego zmierzam. Wiecie co jest cholernie przykre? Byłem z moją ex kupę lat i nigdy nie byłem zakochany, realnie szczęśliwy. Trochę jak w tej paście, gdzie przez brak asertywności na koniec wybierasz meble do mieszkania XD Byłem na początku studiów, "prawie" prawiczek (wcześniej raz w życiu seks) i wszedłem w związek, bo wiecie, wcześniej tylko randki w liceum, jednorazowa przygoda i ogólnie nie wiem jak to jest i warto coś zacząć. BŁĄD. Nigdy tak nie róbcie. Po czasie nie umiałem z tego wyjść, potem się przyzwyczaiłem. Po czasie zaprzyjaźniłem się z tą dziewczyną, były uczucia, ale nie romantyczne i tłumaczyłem sobie, że chemia i te sprawy to tylko w filmach romantycznych, więc trzeba być pragmatycznym. Nieprawda. Zmarnowałem w ten sposób wiele lat (choć wiele fajnych przygód mieliśmy). Miłość z przywiązania. Gesty dla zasady. Reguły, bo przecież MĘŻCZYZNA POWINIEN. Mężczyzna musi zadbać. Musi być silny. Musi trzymać w ryzach. Mój ideał silnego mężczyzny, który wszystko wie i zrobi. Ja, miłośnik "Ojca Chrzestnego", zapatrzony w ideały z książek i filmów. Dramat.Moim problemem jest to, że mam naprawdę sprecyzowany typ kobiety. Nie musi być jakaś super ładna, ale musi mieć w sobie "coś". Najprościej to chyba nie być NPC. I obie kumpele to miały. Dlatego trochę szkoda, że wtedy nie wyszło z żadną (dziś już rozdział zamknięty i nie chciałbym nawet wracać do randkowania hipotetycznie, mam zasady, raz coś ustalone takie zostaje). Generalnie nie ma co rozpaczać, bo jednak takich osób trochę jest. Problem w tym, że bardzo mało. Od 7-8 miesięcy nie byłem nawet na żadnej randce. Nie chcę się zmuszać. Nie widzę osoby, o którą mógłbym zabiegać. Jak wyżej wspomniałem, w 80 % przypadków czuję vibe w stylu ex vol.2. Nie chcę nic na siłę, a mimo wszystko jest mi strasznie źle.Największy paradoks -mam wpojone wzorce "silnego, zaradnego mężczyzny", oram się strasznie, jak mi coś nie wyjdzie, nakładam na siebie duża presję, jestem ogólnie bardzo wymagający wobec siebie. Poprzedni związek miałem z "uległą". Nie ustawiałem jej, ale sama chętnie się podporządkowywała intuicyjnie, miała taką osobowość (dziś ma tak samo z innym chłopem, info od wspólnych znajomych). I wychodzi na to, że paradoksalnie to ja potrzebuje obok siebie silnej osobowości, która mnie czasem zdzieli z liścia i powie 'robimy teraz tak, jak ja chcę", "nie dyskutuj", "wiem co robić". I takie mi najbardziej imponują. Wtedy kompromisy mają sens, a nie są "dla zasady". Taki jestem na zewnątrz, a w środku jednak bardzo uczuciowy i wrażliwy. Tylko pokazuję to w momencie, kiedy już jestem w związku. I wydaje mi się, że ten obraz mnie może po prostu trochę wystraszyć. Bo jeśli wymagam od siebie i wszystko chcę robić najlepiej i rzadko jestem z siebie zadowolony, to można pomyśleć " niby super chłopak, ale boję się zrobić krok dalej, lepiej się kumplować". A ja nigdy nie byłem tyranem dla nikogo, tylko dla samego siebie.Generalnie co do jednego zgodzę się z wykopem - rynek matrymonialny jest w opłakanym stanie. Kiedyś śmiałem się z postów wykopków, dziś niektóre naprawdę rozumiem. W ostatnich latach rolę się odwróciły. Dziś to chłop chce związku, emocji i bliskości, a baba imprez, bzykania i samochodów. Przeraża mnie, w jakim kierunku poszły relacje damsko-męskie i tok myślenia młodych kobiet. Jestem już totalnie zrezygnowany.#zalesie #bluepill #randkujzwykopem #randki #milosc #zwiazki #redpill #blackpill #zycie #zycieismierc

