Samotność siada mi już na łeb totalnie. Mam 29 lat, niecałe dwa lata temu rozstałem się z dziewczyną, z którą byłem od pierwszego roku studiów. Pierwszy rok przebalowałem z ziomkami i było super. W tym roku już mi po prostu czacha dymi. Nie mam się komu wygadać, nie ma mnie kto realnie wesprzeć, kiedy mam gorszy okres (gadam z mamą i siostrą, ale to nie to samo), brakuje mi cholernie jakiegoś tam poczucia bliskości i dawki serotoniny. Czuję się też życiowo niestabilny z tego powodu. O seksie nawet nie wspomnę. W zeszłym roku miałem bardzo wysokie libido, bo wiecie, hehe, na horyzoncie nowe…