Nie wiem, może trochę głupie pytanie, ale macie z partnerem/partnerką kontakt codziennie? Nas dzieli odległość i brak stałej komunikacji na sm może nas oddalić, z drugiej strony też nie każdego dnia dzieją się jakieś przełomowe rzeczy, które warto przedyskutować. Nasze rozmowy zazwyczaj są pełne pasji i zaangażowanie, a inicjowanie takich rozmów "na siłę" może sprawić, że po prostu znudzimy się sobą, albo że nastąpi przesyt. No wiecie, coś na zasadzie "kiedyś rozmowy pełne pasji, a teraz duperele, to już nie to samo". Że te rozmowy nie będą czymś takim, co wychodzi naturalnie, tylko takim obowiązkiem w stylu "wypada napisać". Z drugiej strony bliska nam osoba gdzieś jest, a my przez 2/3 dni w ogóle nie wiemy co robi? To też jest dosyć dziwne i nie wiem jak zachować złoty środek. Mam coś takiego, że potrzebuję bliskości, ale też nie lubię się narzucać. Nie chciałbym, by ona odczuła presję, że mamy ciągle ze sobą gadać i dzielić każdą myślą, bo kompletnie tego nie chcę, ale te moje inicjowanie może tak zostać odebrane. Z drugiej strony brak inicjowania może zostać odebrane, że się nie staram... sam nie wiem.Oczywiście najlepiej z nią to przedyskutować, ale to też takie trochę wzmaganie presji i planowanie rzeczy, które powinny wychodzić same z siebie. W sensie no wiecie, że zamiast myśleć o czymś poważnym, to myślę o takiej błahostce jak "kto do kogo ma napisać na msg". Gdybyśmy żyli bliżej pewnie wyglądałoby inaczej. Ale teraz mamy jakąś relację, jak się widzimy jest fajnie, jak dzielimy się przemyśleniami też, ale jednak praktycznie całymi dniami... jesteśmy sami. Ktoś ma podobne doświadczenia? Jak się to kończyło? Jak zapobiec ewentualnym problemom?#relacje #zwiazki #milosc #rozowypasek #rozowepaski #niebieskipasek #niebieskiepaski #kiciochpyta #pytanie #pytaniedoeksperta #zwiazek

