yobraź sobie, że znasz ją od zawsze.Nie z pracy, nie z przypadkowego spotkania, nie z polecenia znajomych.Od zawsze.Mieliśmy po cztery lata, kiedy któregoś listopadowego popołudnia zostaliśmy sami w przedszkolu. Dzieci już dawno odebrali rodzice, panie posprzątały zabawki, w szatni pogasły światła. Było już ciemno, a my siedzieliśmy na dywanie, układając klocki w coś, co miało przypominać dom. Pamiętam jej głos, spokojny, pewny - mówiła, że ten domek powinien mieć duże okna, bo nie lubi, jak jest ciemno.Nie płakała, że rodzice się spóźniają. Nie bała się. I ja też nie. Bo byliśmy razem.Od tamtego dnia już jakoś... byliśmy. Zawsze obok. Przez wszystkie lata.Z nikim nie potrafiłem się tak dogadać. Nie chodziło o to, że mówiłem dużo - po prostu z nią nie musiałem udawać. Wystarczała jej moja obecność. Moje milczenie. Była jedyną osobą, przy której naprawdę mogłem być sobą.Pierwszy pocałunek?W kinie. Ostatni rząd. Film był słaby, nieważne. Ja próbowałem zebrać się na odwagę, ona to widziała. I jak zawsze - zrobiła pierwszy krok. Pochyliła się, dotknęła moich ust i wszystko nagle zamilkło. W tym jednym momencie wiedziałem, że już nigdy nie chcę być nigdzie indziej, tylko obok niej.Potem było wszystko, co powinno.Miłość.Plany.Życie.Mieliśmy po dziewiętnaście lat, snuliśmy przyszłość. Własne mieszkanie. Studia. Pracę. Może jakiś pies, kawałek zieleni, święta razem. Zwykłe rzeczy, ale dla nas to było wszystko.I wtedy przyszedł dzień. Taki sam jak wszystkie inne. Powiedziała, że wychodzi.I nie wróciła.Wypadek. Bez pożegnania. Bez sensu. Po prostu - koniec.Długo nie wiedziałem, co ze sobą zrobić. Próbowałem się poskładać. Próbowałem układać sobie życie. Z kimś. Sam.Ale nie potrafię rozmawiać z ludźmi. Nie tak, jak kiedyś z nią. Z nikim nie idzie mi to naturalnie. W towarzystwie czuję się obco, zmęczony, jakbym grał jakąś rolę.Lepiej mi samemu. Nie dlatego, że samotność jest dobra. Po prostu nie potrafię już być z kimś.Chodzę do pracy. Taki sobie etat, byle płacić rachunki. Rozmowy są krótkie, uprzejme, wymuszone. Wracam, jem, śpię.A wieczorami, kiedy nie mogę już wytrzymać w czterech ścianach, wychodzę.Siadam na ławce w parku. Zazwyczaj w tym samym miejscu. Jest trochę z boku, mało kto tam chodzi. Cisza. Czasem tylko przeleci tramwaj, czasem zaszumią drzewa.I wtedy ją czuję.Nie słyszę, nie widzę. Ale wiem. Wiem, że gdyby mogła, usiadłaby obok. Że trzymałaby mnie za rękę, jak wtedy, kiedy byłem rozbity. Nic by nie mówiła. Po prostu byłaby.Siedzę tam długo.Czasem do zimna. Czasem do deszczu.I myślę o tym, co by było, gdyby wyszła wtedy pięć minut później. Albo wcześniej. Albo wcale.Ale nie wyszła pięć minut później.Wyszła wtedy. I nie wróciła.#wyobrazsobie #strata #samotnosc #zycie #przegryw #cisza

