Narzekanie ma funkcję relacyjną: szybko tworzy „my”. Wspólna pretensja do świata, szefa, systemu, pogody albo „tych drugich” to tani test przynależności. Druga strona nie musi Cię lubić ani znać, wystarczy, że przytaknie. Wtedy pojawia się poczucie, że nie jesteś sam.Polskie badania (m.in. Wojciszke, Baryła, Szymków) idą nawet dalej: w „kulturze narzekania” skarga bywa skryptem kontaktu. Pytanie „co słychać?” często nie oczekuje dobrej odpowiedzi. Oczekuje wspólnego westchnienia. Osoba, która mówi „właściwie jest dobrze”, bywa odczytywana jako obca, naiwna albo podejrzanie zadowolona z siebie.Psychologia nazywa skrajną wersję tego ko-ruminacją: wspólne, powtarzalne przeżuwanie problemu. Paradoks jest stały w badaniach: relacja się zacieśnia, nastrój i lęk często się powiększają. Czyli wspólnota powstaje, ale niekoniecznie ulga. Do tego dochodzi ewolucyjny plus takiego zachowania. Skarga to sygnał zagrożenia dla grupy. Łatwiej się zjednoczyć przeciwko czemuś niż wokół czegoś. Wspólna niechęć do trzeciej osoby bywa nawet silniejszym klejem niż wspólna sympatia.Tu dzieje się ważna zmiana tożsamości, dopóki tylko narzekasz, problem jest na zewnątrz „system jest zły, inni są beznadziejni”,a kiedy zaczynasz działać, problem wraca do Ciebie (umiejętności, dyscyplina, błędy, czas, przypadek).Wtedy wspólnota do "narzekania" zaczyna przeszkadzać. Nie dlatego, że nagle stałeś się kimś komu wszytko wychodzi tylko dlatego, że skarga przestaje być czymś co coś Ci daje. Zamiast „też tak mam” potrzebujesz: informacji, konkretu, ludzi którzy już przeszli ten etap, odpowiedzi. Chroniczne narzekanie zaczyna brzmieć jak kotwica. Nie dlatego, że narzekanie się złe, tylko dlatego, że konkuruje z działaniem o uwagę. Ko-ruminacja trzyma przy problemie. Działanie wymaga zejścia z karuzeli opowieści o problemie.Musicie opuścić miejsca, w którym za przytakiwanie płacą przynależnością, a za robienie czegoś dostajesz obojętność lub ironię.#przegryw #psychologia #przemyslenia

