Jako przegryw z krwii i kości nie powinienem się wypowiadać o związkach, bo jedyne co w życiu będę mógł mieć wspólnego z kobietami to diva, seks lalka, lub możliwy, największy sukces - sponsoring studentki, ale jedna rzecz trochę mnie zmusiła do refleksji. Zauważyłem, że sztuką jest też znalezienie kogoś kto jest też twoją bratnią duszą, ktoś z kim możesz dzielić zainteresowania, lub nawet zafascynować cię swoimi. A o to ciężko, ponieważ widzę kilka związków i tam chyba nic nie łączy ludzi poza seksem. Bywają klótnie, albo mus bycia ze sobą, ponieważ trafiło się dziecko i trzeba razem żyć, ponieważ w razie czego facet skończy z alimentami, a kobieta jako samotna matka długo sobie kogoś nie znajdzie.Jako też facet po trzydziestce widzę, że nawet jak ktoś się skusi na wyposzczonego przegrywa, który jednak nauczy się skili społecznych to bedzie miał świadomość, że taki zwiazek nie bedzie miał nic wspólnego z pierwszą, nastoletnią miłością, lub studendzkim życiem na krawędzi. Człowiek też widzi, że pomimo samotności tak się przyzwyczaił do swojej norki i strefy komfortu, że zmiana tego wiąże się z naprawdę wielkim ryzykiem, niekoniecznie na plus. No i chodzi się do pracy. Osiem godzin dziennie, o siedemnastej już człowiekowi nie chce się nic więcej. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że jako przegryw mogę nie wiedzieć w tym temacie o życiu wszystkiego, jednak pozwólcie człowiekowi podzielić się swoim wysrywem na bazie obserwacji, bo staram się nie tylko uczyć się życia w internecie i na wykopie. A ten portal to też jedyna furtka do otworzenia gęby do kogokolwiek. #przegryw #przegrywpo30tce #samotnosc #zwiazki

