#rodzina #dzieci #rak #zdrowiePo dwóch latach walki z rakiem jajnika mama żony dostała kilka miesięcy temu wreszcie czystą kartkę bez markerów nowotworowych. Chemia się udała, temat zamknięty. Myśleliśmy, że to koniec tematu, cieszyliśmy się, że się koszmar skończył.W zeszłym tygodniu koleżanki z pracy mówiły że mama zaczyna dziwnie gadać. Kilka dni temu sąsiadka pyta czy z mamą wszystko w porządku, to po nocy przyjechaliśmy do niej zobaczyć co z nią. Nieskładnie mówiła, myśleliśmy, że udar. Niedawno moja własna babcia miała mikroudar, więc byliśmy na bieżąco z objawami, ale szybko wykryty, dostała leki przeciwzakrzepowe, wszystko było ok.Poszliśmy na badania (kolejki, dziękujemy NFZ) i po tomografii okazało się, że jednak nie udar, tylko przerzuty raka do mózgu.Rokowania 3-6 miesięcy. Właśnie się doktoryzuję z tego jak powiedzieć 6-latkowi, że będziemy żegnać babcię.Piszę z anonima, bo żona nie pozwoliła mi mówić znajomym, żeby nikogo nie zamęczać tematem, dopóki diagnoza nie będzie na sto procent pewna, ale ja jestem teraz sam w domu, tulę dziecko do snu, uśmiecham się i czuję, że głowa mi wybuchnie jak z kimś się nie podzielę. Nosz, kurwa jego mać.

