Do dwudziestego dziewiątego roku życia nie miałem żadnych bliższych relacji z kobietami, nigdy nie byłem nawet na randce. Moje życie do tego czasu to był ciąg praca - dom - praca - dom. Nie miałem też żadnych kolegów, z którymi mógłbym się spotkać na piwo lub cokolwiek, co robią normicy. Przez znajomego z pracy poznałem jednak w końcu dziewczynę i związek jest chyba jeszcze gorszy niż samotność, przynajmniej po pierwszych dwóch - trzech miesiącach - podejrzewam, że tak jest u każdego przeciętnie wyglądającego introwertyka. Dziewczyna czasem jest złośliwa, czasem ma fochy, od czasu do czasu muszę spotykać się z jej znajomymi, co mnie męczy, siedzę i się nie odzywam. To samo się dzieje, gdy odwiedzamy jej rodziców i rodzeństwo, przeklinam te chwile i czekam na powrót do domu. Mając dziewczynę, nie możesz się odciąć od jej otoczenia. Z seksu podejrzewam, że zadowolona nie jest, na pewno miała lepiej wyposażonych. Ta myśl, że ona się bawiła w latach młodzieńczych, a ja je zmarnowałem, też boli. Zastanawiam się nad przyszłością, czy zerwać. Jeśli ja tego nie zrobię, to zapewne skończę, jak większość podobnych mi facetów - zostanę zdradzony i wymieniony na lepszy model lub będę płacić alimenty zarządzone na kwotę ponad moje możliwości finansowe, bo jak dobrze wiemy, co drugie małżeństwo się rozpada. Wkrótce będziemy mieli rocznicę związku... #przegryw #blackpill #zwiazki #redpill #rozowepaski #samotnosc #logikarozowychpaskow #niebieskiepaski

