Jakaś firma post-prl robiła wyprzedaż maszyn. Czekałem na korytarzu koło sekretariatu na magazyniera. Wszedł jakiś koleś około 25 lat, otwarte drzwi wszystko słychać. S- sekretarka-haerowa koło 60tki, K- klient.S- jak dobrze że pan przyszedł panie Sławku, tak się składa że od pół roku szukamy pracownika na stanowisko technika. Nasza firma jest rodzinna z tradycjami i wspaniale się tu pracuje. O widzę że pan pracował w konserwacji maszyn dla wodociągów i zna pan angielski a tu jest jedna maszyna po angielsku pan się nada. A nadgodziny są czasem aleK-(wchodzi w słowo) - proszę pani będę zarabiał na rękę 4600 z moim dojazdem godzina do pracy czy 5700 z mieszkaniem na miejscu? S- zaraz zaraz a co pan a o czym pan mówi? przecież nie możemy tak tyle panu. najpierw minimalna a za rok się pomyśli.K- czy pani mówi poważnie?S- jak najbardziej poważnie a co pan myśli że sobie żartuję z pana?K-(coś wyciąga słychać szelest) a widzi pani to ogłoszenie ile kosztuje najtańszy wynajem? płatne za rok z góry. może mam się jeszcze przez rok dokładać do firmy?S- a nie wie pan że może wynająć sobie pokój mieć kolegów i żyć jak król? K- chyba jak szczur w klatce. mam w jednym pokoiku mieszkać z żoną i dzieckiem?W tym momencie wyszedłem bo nie chciałem dać zarobić tak dziadowskiej firmie. Klient po chwili też wyszedł. Babka jak całe pokolenie boomerów dawno ustawiona, za grosz nie rozumie że ludzie pracują bo chcą żyć jak człowiek. A nie żyć obietnicą że za sto lat szef z łachy może da stówę podwyżki. Miasto średniej wielkości, żadne z wielkiej piątki. Koleś nie oczekiwał nic więcej ponad koszt życia, widać za dużo. #polska#zarobki#januszebiznesu#wynajem#praca

