Jestem socjopatą, bardzo samoświadomym socjopatą. Nie zostałem zdiagnoznowany "na papierze" (zmierzam do tego, ale o tym niżej), ale nie mam co do tego wątpliwości – przeczytałem o tym zaburzeniu chyba wszystko, co się da i niemal wszystko się zgadza. Obejrzałem też kilka wywiadów ze zdiagnozowanymi socjopatami. Dotychczas myślałem, że po prostu jestem jakiś dziwny, bo nie myślę w taki sposób, w jaki myślą inni, że wszystko robię zbyt logicznie, zbyt mocno wszystko analizuję i zbyt "matematycznie" podchodzę do spraw. Ale słuchając rozmów z tymi ludźmi, czułem, jakbym słyszał lustrzane odbicie siebie, oni myślą w dokładnie taki sam sposób jak ja, przeszło mnie dziwnie "komfortujące" uczucie, że ktoś mnie rozumie. Obiektywnie mam zajebiste życie i niczego mi nie brakuje – moim największym zmartwieniem zawsze była... nuda. Absolutnie z niczego nie potrafię się cieszyć, wszystko mnie nudzi po bardzo krótkim czasie, większości rzeczy nawet nie chcę próbować. Dotychczas myślałem, że to #depresja, #anhedonia, ale... to raczej nie to. Zrozumiałem, że ja po prostu nie rozumiem, jak można się cieszyć / czerpać przyjemność z tak przyziemnych rzeczy jak np. pójście na basen, pogranie w tenisa, pojechanie na wycieczkę. Z drugiej strony, oglądając zdjęcia znajomych na IG, którzy robią te przyziemne rzeczy, zazdrościłem im i czułem #fomo, że mnie to omija. Ale w końcu zrozumiałem, że ja tak naprawdę nie zazdroszczę im tego jak spędzają dnie, aktywności, których się podejmują, a tego... że potrafią z tego czerpać przyjemność i się tym cieszyć. Ja tego nie umiem, przez co omija mnie wszystko, co teoretycznie powinno być w życiu fajne. Jestem z #poznan i chciałbym podjąć #terapia, jednak na #znanylekarz nikt poza jednym facetem nie specjalizuje się w leczeniu #socjopatia, a poza tym to tylko jedna z wielu leczonych przez niego przypadłości, więc nie zdziwiłoby mnie, gdyby po prostu sobie tę socjopatię wpisał, ot żeby portfolio wyglądało bardziej imponująco. Ponadto do tego faceta nie chcę iść, bo to starszy gość (na oko 60 lat), który najprawdopodobniej nie zrozumie realiów mojego życia i tego jak ono wygląda na co dzień, a ponadto nie sądzę, aby był w stanie długo słuchać o myślach, które siedzą mi w głowie, gdybym miał mówić bez filtra. A na terapii nie chcę się hamować. Nie zrobiłem nigdy nic złego, co mogłoby np. doprowadzić do aresztowania mnie – spokojnie, nic z tych rzeczy. Po prostu moje myśli są często bardzo okrutne (ekstremalnie okrutne) i zdaję sobie sprawę, że dla 60-letniego, uśmiechniętego gościa, który zapewne ma grono wnuków i kochającą żonę, to może być za dużo. Ponadto boję się, że facet nie dałby ze mną rady, a w konsekwencji – ja z nim. Ja potrzebuję terapeuty, który będzie się kierował ogromną logiką i nie da się zdominować, bo niestety – kiedy wyczuję jakąś słabość, szczególnie u osoby, która ma przekonanie o swoich kompetencjach do udzielania rad innym (a terapeuci mają), to czuję niepohamowaną chęć podjęcia z taką osobą bardzo trudnej, logicznej dyskusji, a moim podświadomym celem jest zwycięstwo na argumenty – chyba po to, żeby po raz kolejny udowodnić sobie samemu, że jestem inteligentniejszy od większości osób (to nie #narcyzm, a fakt – mówią to też ludzie z mojego otoczenia, doszedłem do bogactwa bardzo szybko, interesuje się filozofią, psychologią, bardzo dobrze wyczuwam ludzi, kieruje się tylko i wyłącznie logiką, codziennie się czegoś uczę, rozumiem wiele skomplikowanych tematów, które przerastają ogół) – a jeśli nie będę w stanie kogoś przegadać na argumenty, to dopiero wtedy mój rozmówca zyskuje mój szacunek i uznaję go za "godnego" dyskutowania ze mną, doradzania mi. Wiem, że brzmi to chujowo, ale taki mam proces weryfikacji, rozumowania, dlatego mam też bardzo wąskie grono znajomych – odrzucam większość osób, bo po prostu uznaje je za zbyt głupie, żeby poświęcać im swój czas, mimo że oni do mnie lgną. Ale wracając do sedna: potrzebuję terapeuty, który będzie właśnie taki. Chcę spróbować zacząć żyć jak człowiek i odczuwać jakiekolwiek pozytywne emocje, zacząć coś robić. Od pół roku jestem w relacji z naprawdę fajną dziewczyną, miłą, kochającą, z czystymi intencjami. Nie wykorzystuję jej w żaden sposób (nigdy nie "krzywdzę" ludzi, którzy w mojej opinii na to nie zasługują, ani tych, którzy są dla mnie dobrzy – zdarza mi się sprowadzać na ziemię jedynie ludzi, którzy źle traktują innych – jestem gnębicielem gnębicieli, jak w tym powiedzeniu "there's always a bigger fish"), ale rozumiem i odczuwam, że daję jej znacznie mniej emocji / wsparcia niż ona by tego oczekiwała, przez co ona może to odbierać w taki sposób, że nie jestem nią zainteresowany lub że po prostu coś jest z nią nie tak, a ja nie chcę, żeby tak się czuła. Chcę spróbować się ogarnąć, bo nie da się tak żyć na dłuższą metę. Bycie socjopatą ułatwia wiele rzeczy, ale utrudnia te, które są naprawdę ważne w życiu. Ja chcę po prostu stać się bardziej ludzki, zacząć coś odczuwać. Czy ktoś tutaj ma dla mnie jakieś rady? Co zrobić w przypadku, kiedy u mnie w mieście (przypominam – Poznań – ogromne miasto) nie ma w zasadzie nikogo, kto ma wypisaną socjopatię jako specjalizacją? Pójść po prostu do dowolnego terapeuty, który wygląda rozsądnie i liczyć, że będzie ok, czy jak to rozegrać? A może jest tutaj ktoś, kto również boryka się z socjopatią? Ktoś, kto rozumie cokolwiek z tego co napisałem?#psychologia #psychiatria #zaburzeniaosobowosci #zdrowiepsychiczne #zdrowie #terapia

