Trochę mnie samotność dobija. Ona jest trochę naturalna, trochę konsekwencją moich wyborów, a trochę konsekwencją tego, że mam zasady w tym świecie coraz bardziej bez zasad.W ostatnim czasie zmarła moja babcia. Bardzo byłem z nią związany. Umarła prawie przy mnie, myślałem że zasypia. Jeszcze potem musiałem przenieść jej ciało z kanapy na materac. Mniejsza o to. To była jedna z osób, które tak szczerze kochałem i które mnie kochały tak naprawdę serio. Jest jeszcze mama. Wiadomo, że tata też, ale mamy ciężkie relacje. Z siostrą jest inaczej, bo ona odziedziczyła charakter po rodzinie od taty (unika emocji) i nasza więź nie jest taka emocjonalna, chociaż bardzo się wspieramy jak trzeba, ale gadamy raz na 2-3 tyg. No i wujostwo - mega, bardzo zwiazany, ale wiecie, to nie są takie najbliższe osoby.Rok temu straciłem bliskiego ziomka. W 2-3 miesiące zachował się kilka razy źle i w końcu odwalił taki ostry numer, gdzie wręcz wbił jednemu z chłopaków z naszego składu nóż w serce, więc ja zachowałem się lojalnie wobec niego i stanąłem po stronie poszkodowanej. Trochę się nam ekipa posypała, ale zostali ci co byli zawsze, inni się wykruszyli przez to, bo zrobiły się grupki.Ostatni rok byłem nieszczęśliwie zakochany. I to dość mocno. Dlaczego - wyjaśnię zaraz poniżej. W każdym razie nie wyszło. I nie wyszło nie dlatego, że się komuś nie podobałem, lub się spotykaliśmy i po prostu nie wyszło. Nie wyszło, bo to nie był dobry moment dla mnie na pełne zaangażowanie, a dla drugiej osoby na pokonanie swoich traum. Więc niestety trochę tragicznie, bo chemia była i sympatia, super spędzany czas wolny, sporo gestów, ale niestety to jest coś innego niż zobowiązanie i gotowość na związek. Oboje zresztą jesteśmy po burzliwych rozstaniach w długoletnich związkach, więc kto ma skumać ten skuma. Najprościej mówiąc - silne emocje, nawet jak pozytywne, po nie tak dawnych emocjonalnych kryzysach budzą niepewność, zwłaszcza u kobiet, ale u mnie trochę też. I to blokuje.Jestem mega towarzyską osobą. Pracuję z ludźmi, mam łatwość nawiązywania relacji, ludzie mnie lubią, szybko zyskuję ich zaufanie. Nie stresuję się ludźmi ani tym jak chce ich kupić, bo w pracy to rozmawiam często z dyrektorami firm i to często samemu inicjując na zimno spotkania. Nie znam nikogo, kto mnie poznał prywatnie i naprawdę szczerze nie lubi, lub budzę w nim jakąś urazę. W ostatnie lata byłem zapraszany na wesela, urodziny i tak dalej. No tak po prostu - jestem odbierany jako spoko gość. Z kobietami - z tego co wywnioskowałem od koleżanek, ich koleżanek czy lasek z którymi się umawiałem, to jestem dobry. Nie mi oceniać, ale pochwalę się tylko tym, że ćwiczę regularnie i dobrze wyglądam fizycznie. A no i jestem dość wysoki (186 cm).Do sedna. Wiecie co jest problemem? Nie to jak odbierają mnie ludzie. Tu napisałem dużo pozytywów (choć wewnątrz jestem bardzo krytyczny wobec siebie, ale w tym poście nie będę się tak ustawiać). Jestem takim typowym ADHDowcem i ja mam ciepło-zimno. To jest kwestia odbierania przeze mnie świata przez emocje, ale jestem też życiowym idealistą. Nie mogę poznać partnerki, jeśli nie będzie zapalnika. Ja mam po prostu taką czujkę, że ja wiem od razu. Albo ktoś budzi we mnie emocje, albo nie budzi i wtedy jest mi obojętny. Takie meeh, spoko. Z każdym pogadam, pośmieję się, ale kupić mnie można w 5 sekund, jeśli ktoś "ma to coś". Tak było od kiedy pamiętam. Mogę się spotykać z dziewczynami, ale jeśli nie poczuję emocji, to nie chce mi się. Nawet jakby była 10/10 z ciała i chciała fwb/ons. Totalnie mnie to nie jara. Mój pociąg fizyczny jest wtedy, kiedy współgra z nim pociąg emocjonalny. Nie chcę już kolejnego zdroworozsądkowego związku z pragmatycznego punktu widzenia, bo straciłem kilka lat życia na taki i od razu wiedziałem, że to nie to, a mimo to męczyłem się w nim długo, aż mnie potyrał i się rozleciał w najgorszy możliwy sposób (zdrada), co sporo mnie kosztowało.W ostatnie 2 lata chemię miałem z 2 osobami na kilkanaście lasek poznanych. Z jedną osobą ta chemia minęła i zostaliśmy przyjaciółmi, choć nigdy nie wierzyłem w przyjaźń damsko-męską, to jednak tak bardzo polubiłem tę dziewczynę, że do dziś się trzymamy i nie pociąga mnie nic, ale jest dla mnie ziomkiem. Druga - tu nie mogę od roku się wyleczyć, bo to osoba bardzo podobna do mnie pod wieloma względami, te same zainteresowania, podobne ideały, te same ulubione miejsca i tak dalej. I nie umiem się otworzyć na inne laski, bo po prostu i z wyglądu i z charakteru mój wyidealizowany obraz kobiety.Zaraz mam 3 dychy i mam takie wrażenie, że zostanę samotnikiem. Lubię ludzi kolorowych, a większość to npcty. Fajne laski dawno zajęte. Baby ogólnie emocjonalnie poblokowane, mam wrażenie czasem, że są dwa typy: te, które karmią się atencją i nawet nie potrzebują seksu i te, które potrzebują tylko seksu i nie interesuje ich żadna zażyłość. Instagram totalnie wyprał mózgi.W sumie mam w życiu może kilka bliskich osób. Mam perspektywy zawodowe, własne mieszkanie, a czuję się jak biedak. Nie potrafię ułożyć sobie życia, bo jestem zakochany w kimś niedostępnym, a do tego mój układ emocjonalny mówi "to ja decyduję, kto będzie dla ciebie" w momencie gdy kogoś poznaję, choć w ostatnich miesiącach to i tak mało kogo poznaję. Najczęściej siedzę w domu lub z ziomkami, którzy mają albo ułożone życie, albo są w takim miejscu, że nie mają ochoty go układać, bo muszą odsapnąć (coś jak ja dwa lata temu).Trochę się wyżaliłem, ale rada dla was mireczki - nigdy nie walczcie o nikogo. O kobietę, o przyjaciela, o kolegę. O nikogo. Jeśli musicie o kogoś walczyć, to ta osoba nie jest warta was.#zalesie #smutnywpis #zwiazki #zycie #logikarozowychpaskow #niebieskiepaski #samotnosc #samotnoscmezczyzn

