Opublikowane

Jak przeszłość wpływa na teraźniejszość?

Jestem ostatnio bardzo wyczerpany. Chodzę od pół roku na terapię, jestem ojcem małego 2,5 letniego dziecka i od niedawna mężem.Przeszedłem przez 7 letni przemocowy związek (przykładowe sytuacje to np. okaleczanie się "tam", żeby potem mi grozić fałszywym oskarżeniem o gwałt jeśli będę chciał odejść, regularna i okrutna przemoc psychiczna, izolacja, zostawianie na osiedlu pamiętników opisujących moje znęcanie się nad nią - oczywiście wymyślonych, grożenie wrzuceniem w internet moich nagich zdjęć gdy będę chciał odejść, grożenie nożem i wiele innych). Wcześniej doświadczałem przemocy w szkole (fizycznej i psychicznej).Terapeutka mocno skupiła się na moim dzieciństwie i teraźniejszości jeśli chodzi o relacje rodzinne i wyszło na to (tak wnioskuję), że związek oraz szkoła nie był przyczyną tego, że się tam znalazłem a skutkiem i objawem wcześniejszego życia, domu. Przy odtwarzaniu dzieciństwa wyszło:- niejednokrotnie i nadal w dalszym ciągu słyszę od matki, że "nikt na świat mnie nie zapraszał", że poród był ciężki, a po porodzie byłem tak brzydki, że nie wierzyła że to jej dziecko. Czasem słyszałem, że od urodzenia jest ze mną problem, a także o tym, że miałem być dziewczynką i rodzice byli "zawiedzeni"- jednocześnie o moim bracie opowiada "bezproblemowy" "po porodzie ładny różowiutki itd."- byłem przez matkę poniżany, wyzywany, okrzyczany i zmuszony do wyboru szkoły (liceum zamiast technikum), studiów (zaocznych zamiast dziennych), za zrobienie tatuażu w wieku 19 lat, albo za nic - np. kiedyś ze studiów przyjechałem wcześnie rano w sobotę do domu rodzinnego, a moja matka uznała, że wyrzucili mnie z mieszkania, bo pewnie odwaliłem imprezę, były wrzaski, krzyki, przyrównanie do brata, powiedzenie że będę nikim - nie miała ku temu żadnych powodów i nie było to w ogóle prawdą- tymczasem mój brat za TE SAME wybory, za które ja byłem poniżany był chwalony i był powodem do dumy - kiedy on szedł do technikum był to powód do dumy, tak samo zaoczne itd.- gdy chodziłem na studia to kłamali na mój temat przed znajomymi projektując jakąś "wymarzoną wersję" - opowiadali fikcję wstydząc się prawdy (nie wiem czego mieli się wstydzić)- jako nastolatek i młody dorosły byłem ciągle porównywany do brata jako ten gorszy i bardziej problemowy- nikt nigdy nie interesował się mną jako osobą. Relacja z nimi jest całe życie sprowadzona do studiów, ocen, oczekiwań. Moją osobę, zainteresowania, chęć spędzania z nimi czasu zawsze mieli gdzieś- jako nastolatek gdy chodziłem na dworze z kolegami i matka do mnie dzwoniła, to słyszałem w tle jak ojciec mnie wyzywał "pier___, jety, głupie ku__wa" - bez powodu- zostałem przez nich kiedyś oskarżony że mi j___ie na łeb i pewnie ćpam - przez 3 lata byłem gnębiony w szkole i nikomu o tym nie mówiłem, miałem depresję i myśli samobójcze - był to wiek 13-15 lat. Na moje wycofanie i smutek słyszałem właśnie to- w moim dzieciństwie potrafili w nocy wejść do mojego pokoju i się w nim awanturować wybudzając mnie ze snu- mój ojciec rano koło mnie mówił o swoim samobójstwie, że ma dość życia, że go "wykańczamy"- teraz wyszło że wszystkie "kwiatki" od moich rodziców - awatury, krzyki, bicie talerzy, oskarżanie o romanse - działy się w 90% gdy w domy byłem tylko ja. Uciekałem z domu niezauważony- gdy się awanturowali to ja dostawałem rykoszetem - za nic- gdy wchodziłem do pokoju w którym oglądali np. Surowych rodziców, to byłem automatycznie wyzywany i przyrównywany do jego uczestników. Ponownie za nic.- NIGDY w swoim życiu nie powiedzieli do mnie słowa przepraszam- całe życie uważałem, że wszystko powyżej to moja wina, bo byłem trudnym dzieckiem. Terapia otworzyła mi oczy, że tak naprawdę nie zrobiłem nic, aby na to zasłużyć.- i wiele innych, ale nie będę już pisać ściany tekstu Dzisiaj jestem dorosły i aktualnie się prawie z nimi nie kontaktuję przez kilka sytuacji, które wystąpiły odkąd mam rodzinę- moja matka powiedziała do żony, że ja i ona jesteśmy sobie obcy- gdy moje dziecko płakało jak było małe, to musiałem siłą i awanturą odebrać je od mojej matki, dla której ważniejsze było "że dwójkę wychowała a ja k___a wątpię, że uspokoi" niż oddanie córki mi, w córce to co się wydarzyło tam - niechęć oddania, mój krzyk, matki burczenie, spowodowało taką panikę, że nie byłem w stanie jej już uspokoić. Miała wtedy 6 miesięcy.- moja matka kilkukrotnie opowiadała historie (przy mojej żonie i dziecku) o wproszeniu się na świat, porodzie, brzydocie, problemie itd.- moja matka kilkukrotnie z uśmiechem opowiadała, jak miałem 5 lat i się z nią pokłóciłem, powiedziałem że pójdę z domu, a ona mnie z niego wywaliła- na spotkaniach rodzinnych rozmawiała praktycznie tylko z moim bratem i jego dziewczyną- moja żona kilkukrotnie była świadkiem, jak nawet będąc w danej dziedzinie specjalistą nigdy nie zostałem zapytany o zdanie przy dyskusji, a nawet jak coś powiedziałem to było to olane i moja mama uważała, że wie lepiej- przy każdym postawieniu jakieś granicy lub nierobieniu "po ich" moja matka przestaje się do nas odzywać- moja żona podobno podsłuchała jak powiedziała o niej za plecami "ale wieśniara"- moja matka przy nas niejednokrotnie kogoś "podziwiała", ale nigdy to nie byłem ja. Pomimo, że w rodzinie wybiłem się na najwyższe zarobki i prowadzę własną działalność- jak przy tej działalności utraciłem jeden kontrakt to miałem z 10 razy pytanie, czy będę miał teraz za co jeść, utrzymać rodzinę, spłacić kredyty. Czy ja w ogóle mam jakąś robotę czy siedzę w domu itd.- i inne, ponownie nie chcę pisać ściany tekstuTeraz praktycznie nie utrzymujemy żadnego kontaktu, a ja jestem zżarty od środka przez mój sposób myślenia - że kochają wnuczkę, że były też dobre chwile, że nie byłem bity i miałem dach nad głową. Z drugiej strony jestem ojcem i nie potrafię sobie nawet wyobrazić takiego traktowania swojej córki w przyszłości, bo uważam je za podłe. Ale ciągle dręczy mnie poczucie winy i bycia złym, którego nie potrafię przezwyciężyć. Napisałem post, bo chciałem aby ktoś napisał co o tym sądzi i aby to z siebie wyrzucić, bo mam wrażenie że gnije od środka i ledwo się trzymam - jest to spowodowane też tym, że te wszystkie wspomnienia miałem "pozamykane" i powrót do tego jednocześnie będąc rodzicem jest dla mnie bolesny.Co o tym myślicie? Dlaczego tak ciężko mi uznać ich winę i w jakimś stopniu mieć na to w__ne? Czemu w ogóle mnie to dręczy?#rodzice #psychologia #psychiatria #zwiazki #30lvl #rodzicielstwo #rodzina
311

Dyskusja

Rejestr odpowiedzi mirko.pro (3)
mirko_anonim
Opublikowane
wyważony-opiekun-96 pisze:
Ja bym na Twoim miejscu to wszystko powiedział i dodatkowo wysłałw liście tym swoim "rodzicom". I kopie tych listów wysłał bratowi i dalszej rodzinie.I zawsze powtarzał przy innych to, co tutaj napisałeś.
Moderator Dipolarny
Anonimowy użytkownik
mirko_anonim
Opublikowane
utalentowany-odkrywca-71 pisze:
Dziękuję za wsparcie. Jest ciężko, ale jakoś trzeba dać radę.
Moderator Dipolarny
Anonimowy użytkownik
mirko_anonim
Opublikowane
spostrzegawczy-nomada-96 pisze:
@quarien: i @anon Wiele podobnych przypadków pokazuje że ludzie dopiero po śmierci rodziców odzyskują wolność i spokój, tylko że jest wtedy za późno na wszystko. Ludzie zaniedbują swoje ciała i przez to tworzą się w nich napięcia, nadmiary i braki, a to z kolei powoduje że pewne mechanizmy i stany nie odpuszczają, a są przeznaczone na aktywność tylko w specjalnych okolicznościach stąd potem te mechanizmy promieniują na resztę aspektów życia i mamy takie dziwne zachowania którym wynajduje się przeróżne etykiety.
Moderator Dipolarny
Anonimowy użytkownik

Komentarze z Wykopu

Sprawdzamy liczbę komentarzy...

Akcje

Otwórz wpis na wykop.pl
Klucz publiczny:

v1t8z8salzh5lndox2g2d0nv

Dodane: 16 marca 2026 - 16:50:33
Opublikowane

Autor był widziany6 miesięcy temu
Zobacz wszystkie wpisy