Tyle się człowiek nasłuchał o tym, że życie erotyczne w małżeństwie umiera ale jakoś nie chciał wierzyć. No to teraz widzi to na własne oczy. W związku 10 lat, po ślubie 4 (dzieci brak). Kiedyś to było - człowiek nie mógł od siebie rąk odkleić, uprawiało się seks rano, wieczorem, w dzień, w kuchni, w łazience. Teraz? Jprd szkoda gadać. Może raz na tydzień - półtora. Obowiązkowo nocą po wieczornej toalecie, już przebrani w piżamki i gotowi 'do aktu', oczywiście przy zgaszonym świetle. Nigdy wcześniej, nigdy spontanicznie, nigdy w jakiejś innej pozycji, sytuacji. Czasem mam wrażenie, że się kochamy 'bo wypada' Ja mam potrzeby, mam duże libido, próbuje inicjować coś w dzień, w sypialni w innych sytuacjach, itp itd. Zawsze jestem gaszony bo 'tu nie wygodnie będzie', bo 'co innego do zrobienia', bo 'wrócimy do tego wieczorem bo się ubrudzi a musi do sklepu iść'. Nie jestem grubasem który tylko wymaga. Dbam o siebie, dbam o swoje ciało, dbam o żone i staram się również tworzyć klimat i sytuację. Niestety odbijam się za każdym razem od ściany. Rozmawiałem z nią o tym ale ona nie widzi tego jako problemu. Ot, ma mniejsze potrzeby, jesteśmy starsi, woli wygodnie w łóżku wieczorem przed spaniem, tyle jej wystarcza. I koniec. ( tak tak wiem, zaraz wykopek jeden z drugim napisze że ma bolca na bku - nie, nie ma) Mając 28 lat myślę nad pójściem na terapię do seksuologa chociaż wiem, że żona pomyśli że zwariowałem jak jej to zaproponuje. Ale nie mam innych pomysłów*. Mieliście podobne sytuacje? * Tak tak wiem, idź na dzi*ki huehue #zwiazki #malzenstwo #seks #zalesie #sex #gownowpis #pytanie #przegryw

