Moja mama zawsze miała tendencję do wiary w zabobony, co łączyła z wiarą katolicką. Z jednej strony wychowana w doktrynie katolicyzmu, z drugiej strony miała ciągotki do wibracji, energii, a ostatnio mega pochłonęły ją książki o uzdrawianiu przez myśli i tak dalej.Zawsze miałem z tego bekę, teraz jej zazdroszczę. Przepracowała stos swoich problemów, ponieważ uwierzyła w pozytywne nastawienie i rzeczy, które tam pisza. Żyje się jej łatwiej, a lekko nigdy nie miała. Pieniędzy w domu nigdy nie brakowało, rodzice renomowane zawody, ale ojciec strasznie ciężki gość (jakiś mix adhd z aspergerem + alkoholizm). Ja dzieciak z ADHD trudny do wychowania, który dopiero w liceum wział się w garść, skończył studia, znalazł pracę i nie był już buntownikiem. Z siostrą trudne relacje przez fakt, że ona sama z moją babcią łatwych nie miała. Popełniła sporo błędów o co siostra ma żal, ale spłaciła z nawiązką po latafch. Ja teraz dzielę z nimi rodzinną chałupę pokoleniową, mam swoje, duże mieszkanie, ale jeszcze chwilowo u nich, bo remont na wiosnę (kasa).Jestem głupi, że jej w życiu nie słuchałem. Może lepiej przepracowałbym sobie swoje rzeczy. Nie doceniałem jej. Zawsze uważałem, że próbuje mi narzucić swoje mechanizmy obronne/radzenia sobie ze stresem i że to wszystko głupoty. Dziś wiem, że chciała mi po prostu pomóc i pokazać sposób, w jaki przepracowała swoje demony. Od numerologii i astrolopgii przeszła do książek pisanych przez doktorów psychologii. Wiecie dlaczego? Bo szukała odpowiedzi, jak poradzić sobie ze sobą i być pozytywnie nastawioną. Mam 29 lat i dochodzi do mnie, że mama była i jest zawsze tą osobą, która chciała mnie chronić i mnie wspierać. Dziś napisała mi SMSa "Bądź bardziej cierpliwy, nie denerwuj się tak, pamiętaj by iść z psem do weterynarza i bądź bardziej wyrozumiały dla niej, to jeszcze szczeniak".Wiecie co mnie cholernie najbardziej boli? Jestem pusty w środku. Pozbawiony uczuć. Pochodzę z katolickiej rodziny. Mój dziadek jak umierał, to przyszło na pogrzeb pół osiedla i mszę odprawiał emerytowany ksiądz, któremu drżały łapy. Powiedział o nim, że musiał to zrobić, bo żegna człowieka wielkiej wiary, który dodatkowo był zawsze dla ludzi i rodziny. I taki faktycznie był. Mój drugi dziadek podobnie, do niego zjezdżali się ludzie z całej Polski, był bardzo szanowany. Moi rodzice wychowali dwójkę dzieci, posłali je na studia.Ja mam 29 lat i dopada mnie kryzys. Bo nie mam nic. 1,5 roku temu zacząłem życie od nowa (rozstanie, zmiana pracy i powrót w rodzinne strony). Przez ostatni rok zrobiłem mega progres w życiu. Zawodowo, prywatnie. Ludzie mnie chwalą - koledzy, koleżanki. Przepracowałem sporo swoich traum, biłem rekordy sportowe, walczyłem o siebie, swoje zdrowie (sporo przeszedłem) i tak dalej.To wszystko jest jakieś takie nie wiem. Bo w środku jestem zgorzkniały. Nie ma w moim życiu żadnej miłości. Jestem pusty. Chyba po prostu chciałbym mieć kogoś, z kim podzielę życie, ale od momentu rozstania moje randki to raczej rozczarowania. Podobno jestem przystojny, jestem wysportowany, ludzie mają mnie za inteligentnego, ale co z tego. Jaki ze mnie mężczyzna? Nie potrafię nic zbudować, żyję z dnia na dzień, nie mam dla kogo walczyć. Chciałbym mieć rodzinę i do czegoś dązyć dla nich, a czuję się teraz jak czarna owca w męskiej linii mojej rodziny. Swój krzyż dźwigam sam. Nie bardzo mam się z kim dzielić co mnie gryzie, nie chcę obciążać mojej mamy. Nie mam też czasem komu się chwalić. Bo mam kumpli i widujemy co weekend, ale to nie to samo.Jakim ja jestem mężczyzną w porównaniu do moich dziadków? Jakim jestem mężczyzną w porównanoiu do tych, co wracają do domu, czeka na nich ktoś z obiadem, dzieciaki się cieszą na jego widok. Jakim jestem mężczyzną w porównaniu do tych, którzy są w stanie wykarmić więcej niż jedną gębę? Ja mam psa XD Lol. Ludzie nie doceniają tego co mają, bo inni nie mają nic. Życie singla w okolicach 30 jest fajne, ale na jakiś czas, dopóki nie trapią cię potrzeby biologiczne i typowo męskie potrzeby. Chyba najbardziej żałuję tego, że się odwróciłem od Boga. Jak praktykowałem, czułem się dużo lepiej. Ale zgubiło mnie wygodne życie. Wiem, że zaraz może zaatakować mnie grupa ateistów, ale w coś w życiu trzeba wierzyć. Wiara daje siłę. Ta duchowa, ale też to pozytywne nastawienie. A ja zakopałem się w pracy i Internecie, gdzie non stop tylko ktoś kogoś obraża, wytyka palcami i nakręca spiralę nienawiści przeciwko drugiemu człowiekowi. Polityka, influencerzy, wykop, to wszystko już jest za dużo.#zalesie #przemyslenia #pieklomezczyzn #depresja #zycie #milosc #rodzina #niebieskiepaski #katolicyzm

