#zwiazki #logikarozowychpaskow #boldupy #redpill Więc opowiem Wam historię okresu demo i #babyfever w moim związku. Może wniesie to jakąś wartość. Nie oczekuję rad, bo ich nie ma. Otóż jestem ze swoją kobietą juz jakiś czas. Sprawy łózkowe po wygaśnięciu pierwszego ognia byly w miarę ok 1-2x w tygodniu mi to pasowało w miarę. W razie czego nie odmówila "pomocy". Zawsze zabezpieczeniem była prezerwatywa aż nagle tak "przypadkiem" wyszło, że zrobiliśmy to bez zabezpieczenia ale w formie przerywanej. Zaczęliśmy o tym gadać aż doszło do tego, że śledziliśmy owulacje za pomocą testów i przed owulacją zabezpieczaliśmy się a 24h po, gdy komórka powinna obumrzeć nie zabezpieczaliśmy się wcale i robiliśmy to do końca. Minął rok. Po roku moja wyznała mi, że od roku myśli o dziecku i czuje się gotowa. Nie rozmawiała ze mną o tym, więc się oburzyłem, bo ja nie dostałem bodźca i czasu do przemyśleń. Tlłumaczyła, ze nie chciała presji. Minął kolejny prawie rok, bo teraz ja do tego dokrzewałem 99% rozmów o dziecku było z mojej inicjatywy, serio zero presji. Przegadaliśmy wszystko. Łóżkowo było to samo - częstotliwość nieznacznie wzrosła ale zasady były dalej anty a nie pro. Powiedziałem jej pierwszego dnia urlopu, ze czuję się gotowy na dziecko i to co się wydarzyło, to była jakaś eksplozja. W ułamku sekundy. Robiliśmy to wszędzie i ciągle. W trakcie wyjazdu po 2-3x dziennie, codziennie. Później 5-6-7x w tygodniu. Bardzo często mój finisz inicjował jej orgazm, I po około 3 miesiącach udalo się i poczęło się nasze dziecko.Ja wraz ze wzrostem brzuszka tracilem libido, bo nie kręcą mnie ciężarne i tak w trakcie ciaży seks zgasł. Po porodzie już nigdy nie wrócił. Zbliżenie raz na kwartał, ona twierdzi, ze mogłaby bez tego żyć. Raz na tydzień- dwa da się namówić na przyjemność w moją stronę, nie oczekując nic w zamian. Generalnie lipa. Nie ma zainteresowania innymi facetami czy coś, ja z wygladu bez zmian, w dziecko 100% zaangażowany. Po prostu od strony hormonalno-emocjonalnej seks zgasł. Może wróci, może nie. Kto wie?

