Opublikowane

Jak poradzić sobie z toksycznymi rodzicami podczas organizacji wesela?

Mam toksycznych rodziców, co całe moje życie mieszają się we wszystkie moje sprawy. Praktycznie całe życie podejmowali za mnie decyzje, a każdy jakiś mój opór od małego był tłamszony awanturami i zgrywanie ofiar przez rodziców. Wyrobili u mnie takie poddaństwo, że decydowali we wszystkim, od wyboru szkoły czy studiów, z kim mogę się spotykać, kto może być moim kolegą itd.. Dodatkowo każde pieniądze, które dostałem czy to na 18 urodziny czy w jakieś inne okoliczności to od razu rekwirowali. Najbardziej upodliło mnie moje 18 urodziny, które matka z organizowała, aby przytulić kasę od moich dziadków. Kiedy się z nimi żegnałem, to matka liczyła kasę w drugim pokoju z kopert, jak już wszyscy pojechali to powiedziała, abym sobie przeliczył i ona sobie te pieniądze pożyczy i kiedyś odda. Wiadomo, że nigdy tych pieniędzy nie zobaczyłem. Dodatkowo jak studiowałem to moja babcia dała mi 30 tysięcy na kupno samochodu, abym autobusem na randki nie jeździł. Oczywiście, chciałem sobie kupić jakiś samochód, ale ojciec z matką wzięli kasę i kupili mi jakiegoś gruza, bo oczywiście sam nie mogłem zdecydować na jaki samochód wydać pieniądze. Ale do meritum, ze swoją różową planujemy się pobrać, zaręczyliśmy się 2 miesiące temu i planujemy z organizować ślub. Poinformowałem swoich rodziców, poprosiłem, aby mi pomogła zrobić listę gości i jak ogarniemy wszystko to poszukamy sali i będziemy to ogarniać pomału, dodatkowo zwaliło mi się na głowę multum zleceń przez ostatnie miesiące, więc nawet nie miałem głowy i czasu, aby to wszystko spiąć. Na wstępie zaznaczyłem, że wszystko opłacimy, z moją narzeczoną zarabiamy całkiem spoko, mamy oszczędności, aby to ogarnąć, więc luz. Tym bardziej, że od moich rodziców nie chce nawet złotówki, bo potem będzie wypominanie, albo dorzucą kilka złotych i matka będzie gadać, że to ona organizuje. Wczoraj byliśmy z różową na obiedzie u moich rodziców, atmosferka była normalna, puki nie gadaliśmy o weselu. Na każdą salę jaka nam się podobała to matka kontrowała, że małe porcje, słabe jedzenie, albo słyszała informację, że tam to kiepsko jest, ale oni mieli trochę czasu i po salach pojeździli i już mają typy które spoko. Wcześniej ojciec bimber wyciągał do spróbowania, mówił, że kupił 30l bimbru, trzy różne smaki i moja różowa z moimi rodzicami próbowali czy może być. Kompletnie nie połączyłem kropek, że ojciec bimber kupił już na wesele, potem mówił, że wódkę oglądał i mówił, że ta czy tamta będzie do kupienia. Ale ciśnienie mi podniosło to, że matka kupiła nam obrączki i z dumą kazała nam przymierzać. Zamurowało nas. Po obiedzie, z różową na spokojnie w domu przegadaliśmy temat, że zaraz moja matka z organizuje wesele po swojemu, zaprosi swoich gości i tyle będzie z naszego dnia. Pojechałem do domu już sam, porozmawiać z nimi i postawić granice jasno, ogólnie już przy obiedzie zacząłem się gotować, ale nie chciałem robić dymu z rodzicami, przy narzeczonej. Powiedziałem rodzicom, że my to sami chcemy zorganizować, nie chcemy żadnych pieniędzy od nich, że kupno obrączek to totalnie wykastrowanie mnie jako Pana Młodego, tym bardziej, że już zaczęła się chwalić ludziom jakie obrączki kupiła dla syna o czym mi sama matka mówiła, bo skwitowała słowami, że kuzynce się podobały. Ogólnie to rozmowa skończyła się awanturą w domu, ojciec kazał mi wypierdalać i na do widzenia powiedział, że go na weselu nie będzie. Matka tylko rzuciła na odchodne, że o co mi chodzi, że oni kasę dają i jak oni brali ślub to też nic nie mieli dogadania. Ogólnie ta sytuacja mnie przytłacza i nie mogę się z nią poradzić. Z jednej strony znowu wtrąciliby się w moje życie i zrobili kolejny raz wszystko pod siebie. Z drugiej strony chciałem postawić granicę i zrobić wszystko jak nam pasuje, a nie tak, aby rodziców uszczęśliwić, ale nie spodziewałem się, że ojciec tak zareaguje. Mam nadzieję, że postąpiłem słusznie stawiając granicę. #rodzina #rodzice #anonim #toksycznirodzice #wesele #slub
021

Dyskusja

Rejestr odpowiedzi mirko.pro (10)
mirko_anonim
Opublikowane
szybki-obserwator-69 pisze:
Ale ty jesteś chłopie miękką fają. Całe życie być posłuszną marionetką i nawet się nie wkurwisz, tylko dalej powtarzasz ten schemat.I po xuj wy to wesele w ogóle robicie? Bo "tradycja" karze?
Moderator Dipolarny
Anonimowy użytkownik
mirko_anonim
Opublikowane
sumienny-człowiek-68 pisze:
nie trzeba być więc alfą i omegą żeby wiedzieć
@Cadfael: to jest wywyzszanie sie a nie empatia. Tobie sie udalo, a jemu nie, wiec udajesz lepsza, a nie wiesz jak mial na chacie
Moderator mkarweta
Anonimowy użytkownik
mirko_anonim
Opublikowane
że w takich sytuacjach ludzie mają wyrzuty sumienia, że jak się postawią to mamusi i tatusiowi będzie przykro, gdzie prawda jest taka, że mamusia i tatuś mają głęboko w dupie twoje uczucia i nie traktują cię jak człowieka tylko jak pacynkę.
@Cadfael: Tutaj napisałeś, że rodzice traktują mnie jak pacynkę. To straszna prawda. Moja matka to nie ma pojęcia czym się zajmuję, jak obroniłem inżyniera czy magistra to jeździła do kuzynów lub do dziadków i się chwaliła z moich dyplomów lub z moich prac dyplomowych zabierając je ze sobą. Ogólnie to ja też wtedy z nimi byłem to trzeba było ich przywieźć z powrotem do domu, bo wiadomo, że jak było jakieś alko to ktoś samochodem musi wrócić, ale nikt ze mną nie rozmawiał, bo matka była na świeczniku. Jak zrobiłem uprawnienia architektoniczne , to zrobiła xero moich uprawnień oraz zdjęcie i kazała mi jechać do dziadków i kuzyna, na obiad, na początku nie wiedziałem po co, ale potem okazało się, że musiała pochwalić moimi kwitami. Ogólnie to chciałem wtedy jechać stamtąd jak najszybciej, bo takie cyrki zaczęła matka odwalać. Na moje pytanie po cholerę takie coś, jak to nikogo nie interesuje, to odpowiedziała, że myślała, że dziadkowie rzucą jakimiś pieniędzmi, bo obroniłem taki trudny egzamin. Ogólnie takich historii było sporo i zawsze było dbanie co ludzie o mnie powiedzą i była presja na naukę, zakaz wychodzenia z domu. Pierwszych kolegów to miałem w liceum, wcześniej to dom - szkoła - dom, żadnych odstępstw. Obecnie matka się chwali, że wszystko co osiągnąłem to dlatego, że były kary cielesne i żadnych kolegów. Bo też w dupę w domu dostawałem za wszystko, nawet za to, że spóźniłem się na lekcje bo autobus się zepsuł lub nawet za to, że mnie pobili na przystanku i okradli, bo jakbym był niewinny to by mnie nie ruszali przecież. Nawet w dupę dostałem za to, że nie uciekłem z lekcji jako jedyny z klasy, bo wychowawca wydzwonił wszystkich rodziców, że cała klasa uciekła i zadzwonił i do mojej z rozpędu, jak wróciłem do chaty to baty i dopiero na wywiadówce kilka godzin później się dowiedziała, że jednak nie uciekłem. Nie miała żadnych wyrzutów sumienia, powiedziała, że to na zaś, a jakby szukała to i tak by znalazła za co by mi tutaj przyłożyć.
Moderator mkarweta
Autor anonima
mirko_anonim
Opublikowane
sumienny-człowiek-68 pisze:
ochoczo
@thorgoth: Słowo ochoczo oznacza robienie czegoś z zapałem, chętnie, raźnie i bez wahania. Zapisujemy je przez „ch”Chetnie, z zapalem i bez wahania wygrales ze swoim chocholem. Zrobiles to od reki.
Moderator mkarweta
Anonimowy użytkownik
mirko_anonim
Opublikowane
sumienny-człowiek-68 pisze:
przeraża mnie to, że w takich sytuacjach ludzie mają wyrzuty sumienia, że jak się postawią to mamusi i tatusiowi będzie przykro, gdzie prawda jest taka, że mamusia i tatuś mają głęboko w dupie twoje uczucia i nie traktują cię jak człowieka tylko jak pacynkę.
@Cadfael: skoro Cie to przeraza to nie masz empatii lub elementranej wiedzy. TO jest defaultowy program i owszem doroslosc polega na tym zeby go wylaczyc, ale to nie jest powod zeby sie nabijac z innych.Zwlaszcza, ze nie wiesz jak bylo u OPa w domu. Nie wiesz czy gdybys miala takich starych to bys byla taka sprytna i przejrzala cala gre
Moderator mkarweta
Anonimowy użytkownik
mirko_anonim
Opublikowane
sprytny-wizjoner-39 pisze:
Unikanie konfliktów za wszelką cene i naruszanie własnych granic aby tych konfliktów unikać to dysfunkcja społeczna.
@thorgoth: zrobiłeś sobie chochola i ochoczo wygrales z nim. Oczywiste że żadnych granic się na utrzyma bez konfrontacji, ale tych OP nie utrzyma mimo konfrontacji.Ty myślisz że jak ktoś ma toksycznych rodziców, którzy 30 lat byli toksyczni to wystarczy jedna rozmowa, jedna awantura i im sie przełącznik w głowie przełączy i już będą normalni?Oni nigdy do końca życia prawdopodobnie nie będą szanować jego granic, a już na pewno nie bez długiej terapii, na którą nigdy nie pójdą bo nie mają potrzeby
Moderator mkarweta
Anonimowy użytkownik
mirko_anonim
Opublikowane
sprytny-wizjoner-39 pisze:
ale wiedziałem, że będą stosować jakieś swoje manipulacje, dla twojego dobra itp.
@mirko_anonim: no ok, ale jesteś skłonny poświęcić swój ślub (swoje zasoby emocjonalne) stawiając granicę w sposób, gdzie masz pewność, że będzie przekroczona?Spieprzą Ci ten dzień jak ich zaprosisz
Moderator mkarweta
Anonimowy użytkownik
mirko_anonim
Opublikowane
sprytny-wizjoner-39 pisze:
stawianie granic polega na stawianiu granic.
@thorgoth: nie no super konkluzja. Granice stawiamy, po to żeby staly? Czy po to żebyśmy stawiali? Jezu czego się nie robi żeby wygrać w dyskusji Granice się stawia dla ochrony swojego dobra. I to nie tylko w tym psychologicznym kontekście
Również w taki sposób aby zaakceptować że awantura (szerzej: konflikt) czasem może się wydarzyć.
@thorgoth: nie nie może się wydarzyć. Granice można i trzeba za to konfrontować. Tylko akurat nie w tym przypadku, bo wiadomo co nastąpi. Nastąpi przekroczenie granic, agresja, protekcjonalizm i dalsza eskalacja przekraczania granic. Po co to sobie robić podczas ślubu?Skoro OP nie będzie w stanie wyegzekwować granic należy chronić się przed uniknięcie agresji. Sam fakt nie zaproszenia ich będzie granicą i lekcją - o tym jak kończy się przekraczanie granic przez... Całe życie.
Moderator mkarweta
Anonimowy użytkownik
mirko_anonim
Opublikowane
Ale właśnie ja postawiłem granicę, w skrócie zakomunikowałem im, że sam wszystko ogarnę i nie potrzebuję ich wsparcia. Powiedziałem co mi się nie podoba. Była awantura z którą się liczyłem, nie sądziłem, że wyrzucą mnie z domu, ale wiedziałem, że będą stosować jakieś swoje manipulacje, dla twojego dobra itp.
Moderator mkarweta
Autor anonima
mirko_anonim
Opublikowane
sumienny-człowiek-68 pisze:
Z drugiej strony chciałem postawić granicę
@mirko_anonim: chcialbys chciec, ale nie chcesz. Po urwe w ogole masz ich zapraszac skoro to toksyczni przemocowcy?
Zaakceptuj ze moze byc awantura.
@thorgoth: po co sobie strzelac w kolano?Stawianie granic polega na chronieniu siebie. Akceptowanie ze bedzie awantura do tego nie nalezy. Nalezy do tego unikniecie zaproszenia agresora, nie?
jak oni brali ślub to też nic nie mieli dogadania.
@fizzly: to jest manipulacja, dokladnie triangulacjaOPie im szybicej przyznasz przed soba, przestaniesz sie oklamywac, ze oni sie dostosuja do Twoich granic - tym lepiej. Masz calozyciowe doswiadczenie w tym, ze oni je przekraczaja. Tym razem nie bedzie inaczej, bedzie gorzej.
Moderator mkarweta
Anonimowy użytkownik

Komentarze z Wykopu

Sprawdzamy liczbę komentarzy...

Zobacz wszystkie wpisy

Akcje

Otwórz wpis na wykop.pl
Klucz publiczny:

hfjmk3rusy9usx3y1fd2rbvj

Dodane: 1 czerwca 2026 - 07:16:42
Opublikowane

Autor był widziany3 miesiące temu