5 lat temu zerwałem całkowicie kontakt z rodziną i czuję się bardzo samotny właśnie w aspekcie życia rodzinnego. Jestem teraz lvl 30. Mam siostrę dwa lata starszą. która zawsze była mocno faworyzowana przez rodzinę i rodziców. Drogie, dobre i markowe ubrania (ja marketowe), co rok odkąd skończyła 12 lat wyjazdy na obozy językowe za granicą (ja nigdy), po skończeniu studiów mieszkanie i samochód (ja nie). Nie znosiliśmy się, ona ekstrawertyczka, ja introwertyk i niestety z ADHD (zdiagnozowanym). Po skończeniu studiów, w trakcie których praktycznie sam się utrzymywałem i znalezieniu stabilnej korpo-pracy, po prostu uznałem, że nie chcę takich ludzi wokół siebie. I zerwałem całkowicie kontakt z rodziną. Przestałem przyjeżdżać, dzwonić. Po miesiącu siostra do mnie zadzwoniła "czemu się nie odzywam", wykrzyczałem jej, że nienawidzę rodziców i jej i życzę im jak najgorzej, nie chcę żeby się kontaktowali. Poczułem ulgę. Od tamtej pory udało mi się poznać grono znajomych, wśród których dobrze się czuję (rower, planszówki), spokojną dziewczynę, z którą planuję przyszłość, ale czuję ten brak kogokolwiek "za mną". Odwiedzam regularnie rodzinę dziewczyny, ona jest jedynaczką, rodzice w pełni ją wspierają i akceptują. Mam ciągle pretensje do swojej rodziny, że u mnie tak nie było. Wydawało mi się, że po odcięciu się nie będę miał z tym problemu, w sensie braku relacji z rodziną, tym bardziej, że mam życzliwych ludzi wokół siebie, ale regularnie ten smutek i dziwna samotność się pojawiają. Czy ktoś może doświadcza czegoś podobnego? Nie potrafię zrozumieć tego mechanizmu u siebie...#rodzice #rodzina #samotnosc

