Chłop 28 lat w końcu jakiś czas temu zacisnął zęby i przez łzy i wstyd zmusił się do pójścia na terapię, bo myśli samobójcze apogeum, miał ostatnio szokujące odkrycie i w sumie ma teraz pytanie do innych - czy ktoś również sobie uświadomił, że dorastał w patologicznej rodzinie?Z jakiegoś powodu nigdy mi przez to nie przeszło przez myśl, bo przez patologiczną rodzinę zawsze myślałem o sytuacjach, gdzie jest jakaś przemoc domowa, alkoholizm, itd. No a teraz sobie uświadomiłem, że może być również psychologiczna.Przez całe życie jakoś od 13 roku życia się obwiniałem za wszystko, że wszystko jest moją winą - to, że nie potrafię się komunikować z ludźmi, że mam samoocenę tak niską, że się uważam za żywe gówno, że nie potrafię utrzymywać przyjaźni, że dla każdego jestem ciężarem, że mam jakąś formę dysmorfobii i nie jestem w stanie patrzeć ludzi, że od dziecka się wszystkiego boję, że mam fobię społeczną, że nie jestem w stanie nawet próbować flirtować, bo uważam, że jestem odrażający, że boję się okazywać radości. Ot, że się taki urodziłem.No i podczas rozmów z terapeutą prawdopodobnie pojawiło się wyjaśnienie tego. Mianowicie - że to nie jest normalne, że ojciec do 4-6 letniego dziecka krzyczy, że wyśle go do domu dziecka. Że krzyczy na niego do płaczu, że nie potrafi szybko rozwiązać równania matematycznego w 1-2 klasie. Że oboje rodziców w zasadzie przez całe życie je ignorują, nie zwracają na nie uwagi, na jego zainteresowania, czy ma jakieś w ogóle. Że nigdy się dziecku nie okazuje jakichkolwiek uczuć, że się nie mówi, że się je kocha. Że się nigdy dziecka nie przytula. Że to nie jest normalne, że przez całe życie dziecko musi słychać kłótni rodziców, że się zaraz będą rozwodzić. Że miłość dziecku jest okazywana warunkowo tylko i wyłącznie w sytuacji, kiedy dostaje dobre oceny. Że 10 letnie dziecko próbuje robić za mediatora, żeby się nie rozwiedli. Że rodzice nawet nie próbują dziecka wysyłać na jakieś kolonie, wakacje czy coś. Że rodzice kompletnie olewają, że dziecko ma atak paniki, bo musi iść do fryzjera. Że w zasadzie nikt do dziecka nie przychodzi, żadni znajomi. Że nie ma z dzieckiem żadnych poważnych rozmów, że jest tylko śmianie się z niego czasem. No i to, że dziecko boi się zwierzyć rodzicom z czegokolwiek.No i że to wszystko to są po prostu oznaki znęcania się psychicznego. Usłyszałem, że prawdopodobnie powinienem być na terapii w wieku 8 lat już. Cóż, jest chujowo, ale przynajmniej jest znana geneza spierdolenia. Jest ktoś w sytuacji z podobnymi wrażeniami? Trochę nie wiem jak to przetrawić, bo nie mam żadnych przyjaciół, z którymi mógłbym o tym porozmawiać#depresja #przegryw #terapia #psychoterapia #psychologia #fobiaspleczna #rodzina #patologiazewsi #patologiazmiasta

