Zawsze mnie rozśmiesza, gdy widzę posty samozwańczych „prawdziwych mężczyzn” narzekających, że współczesne kobiety są „niekobiece” — a wśród ich ulubionych argumentów pojawia się słynny brak uległości.Tylko… czym właściwie ta uległość ma być? Dla mnie to relikt prymitywnych czasów, kiedy mężczyźni, mając więcej siły fizycznej i nie musząc się zajmować ciążą ani dzieckiem przy piersi, uznali swoją przewagę za pretekst do decydowania o losie kobiet — nie z troski, a z wygody.Kobieta ma swój rozum nie po to, żeby się go wyrzekać i słuchać faceta jak wyroczni. On też może się mylić. A mimo to niektórzy wciąż myślą kategoriami, jakby byli właścicielami kobiet, a nie ich partnerami.Jak oni sobie tę „uległość” wyobrażają? Facet chce kupić konsolę, kobieta rower. I co, on wtedy mówi: „kobieta powinna być uległa, więc kupujemy konsolę, a jej zachcianki mnie nie interesują, bo prawdziwa kobieta to ta, która się nie sprzeciwia i żyje po to, żeby mnie zadowolić”?To właśnie o to chodzi, gdy mówią, że kobiety „zrobiły się roszczeniowe” albo „księżniczki”. Bo przestały stawiać faceta ponad sobą. Zaczęły stawiać siebie na równi — i to boli tych, którzy mylili partnerstwo z dominacją.Dla nich niezależna kobieta to zagrożenie. Bo jak to — ma własne zdanie, granice i życie, które nie kręci się wokół mężczyzny? To przecież „brak szacunku”!I wtedy zaczyna się gadka o tym, że „feministki sprały kobietom mózgi”, że „silne i niezależne zostaną same z kotem”, że „kobieta potrzebuje bata, bo inaczej się pogubi”.A na koniec perła: „Azjatki są lepsze, bo szanują mężczyzn”.Pytanie tylko, czy ci panowie też szanują kobiety — czy uważają, że szacunek im się należy z urzędu, a kobieta ma na niego dopiero zapracować?To zwykły strach przed utratą władzy nad kobietami. Bo prawda jest taka, że wielu mężczyzn wciąż racjonalizuje swoje pierwotne instynkty — i dorabia do nich ideologię, żeby brzmiało to jak filozofia, a nie lęk przed równouprawnieniem.Kobieta nie ma żadnego obowiązku być uległa wobec mężczyzny. Ma prawo myśleć, decydować, żyć po swojemu. A mężczyzna, który naprawdę ma w sobie siłę, nie potrzebuje partnerki podporządkowanej — tylko partnerkę świadomą siebie.Bo kobieta nieuległa to nie „trudna baba”, tylko kobieta, która zna swoją wartość i potrafi stawiać granice.Ci, którym to przeszkadza, mogą sobie dalej tworzyć ruchy pokroju MGTOW, gdzie będą nawzajem klepać się po plecach, że „kobiety nie są już kobiece", wypisując się z rynku matrymonialnego tylko dlatego, ponieważ mają focha na kobiety, które zaczęły na piedestale ustawiać siebie i swoje potrzeby, zamiast orbitować wokół facetów. Według tych "mężczyzn" albo będzie tak jak chcą oni, albo nie będzie wcale, i to wina kobiet, na pewno będą cierpiały i płakały w poduszkę, że zamiast na spontanie pojechać gdzieś za granicę mogła siedzieć w domu i słuchać narzekania męża, że nie wyprasowała mu spodni, że gorączka 38 stopni i okres to nie powód by zamiast schabowego zamówić pizzę czy że jak śmiała jemu dać talerz zupy jako drugiemu w kolejce po sobie samej, albo nie daj Boże wyjść do koleżanki zostawiwszy obiad w mikrofali, zamiast czekać na powrót męża z pracy by mu na bieżąco od razu odgrzać i podstawić pod nos z szerokim uśmiechem maskującym początki depresji.Ale świat idzie do przodu — i to nie kobiety mają się dostosować do nich, tylko oni muszą wreszcie dorosnąć do równości. Niech panowie zamiast obwiniać feministki spojrzą krytycznym okiem na samych siebie.#logikaniebieskichpaskow #logikarozowychpaskow #zwiazki #tinder #demografia #seks #p0lka #przemyslenia #rozkminy #niepopularnaopinia #takaprawda

