Słuchajcie, czuję jakbym w jakimś stopniu przegrał życie. Mam 25 lat i żyję sobie samotnie w dużym mieście (kilka lat temu się sam przeprowadziłem). Studiuję, pracuję, w sumie taki szary standard (praca nie jest jakaś bardzo rozwojowa, to taka na start miała być, niby korpo, ale w duchu januszowym). No i tak właściwie dni mijają i trochę nie wiem w którym kierunku to idzie. Bo zdałem sobie sprawę, że ja już wcale nie jestem 18 latkiem wchodzącym w dorosłość, a bardziej kolesiem przed 30-tką, który powinien być już krok dalej, niż w momencie początkowym. A trochę czuję jakby wszystko szło naprzód, a ja gdzieś zatrzymał się w czasie, nie wykorzystywał potencjału miejsca, w którym żyję (np. kariera zawodowa, ale to temat na inna dyskusję). Mój prawdziwy problem to jednak samotność. Z jednej strony jestem #introwertyk, więc siłą rzeczy komfortowo czuję się w małym gronie, z drugiej jednak żyję w nowym mieście, więc praktycznie nikogo nie znam. Jasne, mam przyjaciela, jakąś koleżankę, więc raz na miesiąc gdzieś tam wyjdziemy na te przysłowiowe piwo, podobnie na studiach, czy w pracy odbędzie się raz na kilka tygodni integracja. No ale to są tylko pojedyncze godziny w skali roku, a tak naprawdę praktycznie cały czas spędzam sam. Jakiś spacer samemu, wyjście na koncert samemu, na wystawę samemu, do restauracji samemu, na rower samemu i tak dalej. Pewnie jakbym zobaczył jakąś aktywność u dalszych znajomych (np. na FB), która sugeruje, że interesują się podobnymi rzeczami, to jakoś bym próbował się zgadać, no ale niezwykle rzadko widzę takie wspólne mianowniki. Z jednej strony lubię tak spędzać czas, ale z drugiej jednak fajnie byłoby, gdyby ktoś mi towarzyszył, żeby była jakaś dyskusja, wymiana opinii i tak dalej, a trochę nie wiem jak to zmienić. No bo przecież nie pójdę do baru zagadywać przypadkowych osób "hej, pójdziesz ze mną na wystawę?". Zresztą jestem introwertykiem, więc nie mam parcia na osoby same w sobie, a raczej szukam podobnych dusz. No i w tym miejscu ktoś pewnie powie: czemu nie znajdziesz sobie dziewczyny? Wszystko spoko, tylko nie wiem, gdzie miałbym ją znaleźć :D Nigdy nie miałem jakiegoś wielkiego ciśnienia na takie relacje, tzn. fajnie by było mieć, no ale też nic na siłę i żadnych desperackich poszukiwań (w przeszłości miałem, więc nie jestem całkowicie początkującym, ale takich relacji było bardzo mało). Problem w tym, że teraz właściwie nie mam pomysłu gdzie poznać kogoś ciekawego, bo studia już właściwie kończę, w pracy też nikt mnie nie urzekł. No i wracamy do punktu wyjścia i problemu braku warunków do komfortowego zawiązywania relacji z nieznajomymi (no bo jakieś zagadywanie na ulicy nie wchodzi w grę, a to tak naprawdę jedyny moment, gdy widzę nieznajomych w realu). Nie bez znaczenia jest fakt, że... no nie jestem jakiś urodziwy, ani dynamiczny. Z powodów zdrowotnych (niezależnych) np. znacząco przerzedziły mi się włosy i pojawiła się łysina (nie drobne zakola), co jest moim sporym kompleksem biorąc pod uwagę młody wiek. Bo pewnie gdyby nie to, to bym wierzył, że jestem po prostu jakimś przeciętniakiem 4-5/10 i prędzej, czy później kogoś spotkam, np. na #tinder. No ale teraz chyba trochę przespałem swój czas i w naprawdę szybkim tempie się starzeję. Tak więc lepiej już wyglądał nie będę i tak, a w mojej grupie wiekowej wygląd jest naprawdę istotną rzeczą, nie oszukujmy się. Najgorsze, bo są np. osoby niezadbane, które mogą podjąć jakieś kroki typu wizyta u fryzjera, zmiana garderoby itp. A u siebie nie widzę pomysłów jak poprawić swój wygląd, przywracając tym samym pewność siebie (zgolenie na łyso przy moim kształcie w głowy i braku zarostu będzie równie słabym pomysłem, choć pewnie nieuniknione w niedalekiej przyszłości). Zawsze gdzieś tam mogę iść na jakąś terapię i to przegadać, wtedy zaakceptuję siebie, no ale nie zmienia to faktu, że obiektywnie ten wygląd będzie taki, jak i przed terapią, a tylko moje postrzeganie inne :p Tak nawiasem mówiąc wcale nie jestem jakimś piwniczakiem, choć tak można mnie odebrać. Jestem osobą pełną pasji, zainteresowań, obeznana w w kulturze, ale właśnie nie mam z kim się tym wszystkim dzielić poza internetem. Wychodzę całkiem często "na miasto", więc nie w tym problem, że siedzę 24/7 przy kompie. Ktoś był w podobnej sytuacji? Jakieś rady, sugestie? Bo np. na dłuższą metę takie życie samemu jest szkodliwe i łatwo ześwirować. Np. odkąd skończyłem 18 lat nie byłem ani razu na wakacjach. Czemu? Bo jakoś tak dziwnie mi zarezerwować pokój np. w górach i samemu pojechać, wrócić. Jakieś duże turystyczne wycieczki z przewodnikami, przypadkowymi osobami, to też nie moje klimaty. #kiciochpyta #samotnosc #pytanie #pytaniedoeksperta #relacje #przyjazn #przegryw #depresja #introwertyk #introwersja #zwiazki

