hejo! uprzedzam, że mo ze być trochę dużo do czytania.Jestem chronicznie zmęczony i nieszczęśliwy, nie licząc jakichś pojedynczych momentów. Mam 28 lat, ponad 1,5 roku temu zawalił mi się 7 letni związek. Psuło się niestety od dłuższego czasu a zwieńczeniem tego było zerwanie dziewczyny, zrzucenie winy na mnie a po kilku miesiącach dowiedziałem się, że spotykała się z nowych gościem przez 2 miesiące przed zerwaniem i zaraz bodajże miesiąc po zerwaniu zamieszkali już razem. Mocno mnie to zdołowało, poczułem się ogromnie zdradzony oraz moje poczucie własnej wartości spadło bardzo nisko. Najgorsze, że prawie w tym samym czasie 2 moich dobrych ziomków/przyjaciół przeprowadziła się z partnerkami za granicę i zostałem tak naprawdę sam. Wynająłem wtedy sam kawalerkę ale po miesiącu wypowiedziałem umowę i wynająłem pokój - samotność i pustka rozwalały mnie od środka.Pierwszy rok od rozstania był kurewsko tragiczny. Po pracy prawie nie wychodziłem z domu - jedynie wychodziłem kilka razy w tygodniu na 1,5-2h spacery po mieście. Weekendowo odwiedzałem rodzinę albo piłem z kumplem (sam rzadko ale zdążyło się kilka takich weekendów). Nie poznałem wtedy żadnych nowych znajomych a tym bardziej dziewczyn. Tkwiłem w takim zasranym marazmie, nie miałem ochoty ani energii na nic.Zaczęło się zmieniać na zeszłoroczną jesień, poznałem trochę znajomych kolegi i bardzo ich polubiłem. Niestety mieszkają 300km od mojego miejsca zamieszkania ale staramy się odwiedzać co 1,5 miesiąca. Jest generalnie lepiej ale dalej nie byłem chociaż na 1 spotkaniu z #tinder czy #badoo, niby mam lajki, kilkadziesiąt par ale co z tego jak nie potrafię napisać...a jak coś napiszę i jakimś cudem dziewczyna odpisze to kontakt się urywa po kilku wiadomościach...Dokucza mi ogromnie ta samotność, poprzedni rok wykończył mnie energetycznie i zrozumiałem, że potrzebuję kontaktu z ludźmi aby czuć się lepiej a zawsze uważałem się za zamkniętego w sobie introwertyka - ale jak jestem wśród tej małej grupki znajomych to zawsze dużo gadam, jestem szczęśliwszy, mniej się martwię.Teraz jest niby lepiej ale dalej potrafię większość dni w tygodniu siedzieć w domu i robić jakieś bzdury na kompie. I tak mijają kolejne tygodnie...Jak wyjść z tej pierdolonej "strefy komfortu" i przestać się przejmować, wychować jaja i próbować pisać do lasek? Byłem nawet wielokrotnie w klubach techno i czułem się tam świetnie! Ogromnie relaksuje mnie tam taniec - ale i tak dalej nie mogę się wtedy przełamać i zagadać do dziewczyn a kilka razy widziałem, że kilka mnie obserwowało i chociaż mogłem spróbować zagadać...Jak będzie tak dalej to będę już non stop samotny a tego nie chcę - strasznie brakuje mi znajomych/partnerki w życiu codziennym, w tygodniu. Ten weekend co 5 tygodniu, gdy widzę się ze znajomymi jest dla mnie bardzo szczęśliwy i oni sami widzą, że ciągle gadam, jestem wtedy rozrywkowy, pełen życia, morda mi się nie zamyka itpI wtedy jestem szczęśliwy a potem nadchodzi tydzień i znowu chodzę jak pierdolony cień...Czuję, że życie mi ucieka przez palce.Jak pokonać te cholerne przejmowanie się i nieśmiałość?Myślę aby iść na terapię ale nie wiem czy ona jest konieczna, gdyż jak rozmawiałem z terapeuta w zeszłym roku stwierdził, że nie potrzebuje pomocy.Staram się zmienić swoje życie, 4 miesiące temu zmieniłem pracę . zarabiam jak dla mnie w porządku jak na singla i miasto wojewódzkie tj. 7500 netto - wystarczająco aby przeżyć i pokorzystać z atrakcji miasta. Niestety nie mam vibe'u z ludźmi z pracy, każdy trochę inne zainteresowania i dogadujemy się w pracy ale wiem, że może być ciężko utrzymać jakąś prywatną relację.Wiem, że problem jest w tym, że ostatnio raz randkowałem jak miałem 19 lat...i teraz to wszystko jest dla mnie jakieś obce.Przed była partnerką miałem krótko 3 dziewczyny i przeważnie one wykonywało pierwszy krok i reszta jakoś szła.Zaplanowałem sobie takie kroki aby polepszyć sobie życie:1. Dalej rozwijać się w pracy, gdyż jest ciekawa i dobrze płatna.2. Zapisać się na jakieś zajęcia sportowe w grupie i chodzić 2x w tygodniu - zawsze to lepsza forma i mogę poznać kogoś nowego.3. Uwielbiam chodzić na kluby i chcę poznać tam nowych ludzi + spróbować poderwać dziewczynę.4. Tinder/badoo - umówić się w końcu na tę pierdolone spotkanie...5. Rozmowa z terapeutą.6. Chyba najważniejsze - musze zniwelować moją nieśmiałość i zwiększyć poczucie własnej wartościCo mogę jeszcze zmienić? Jakieś porady? Wymiana Waszych doświadczeń?#samotnosc #zwiazki #niebieskiepaski #rozowe paski#depresja #niesmialosc

