Powiem wam, że jest sraczka o Boże Narodzenie jakie to ważne i rodzinne święta. Moja sytuacja jest taka, że moje relacje z rodziną ochładzały się od kiedy byłem dorosły i poznawałem jak to jest u innych ludzi. U mnie była i patologia i paradoksalnie wiecznie nadopiekuńczość, ale jak na przykład prosiłem o pomoc w sprawie wkładu własnego mieszkania, to było wiecznie odwlekanie albo wtrącanie się, ale realnej pomocy ani odmowy nie było (ojciec ma pieniądze, ale to skąpiec). Zagryzłem zęby, ale z reguły jak o coś mnie proszono to starałem się przyjechać i pomóc. Patrząc jednak jakie wsparcie mieli moi koledzy i kiedy sam miałem już na wkład znowu próbowano sobie ze mną pogrywać (wtrącać się co mam kupić) to wściekłem się, powiedziałem co o nich myślę i nagle przestałem ich odwiedzać. Brak wsparcia był ostatecznymi powodem, ale miałem pretensje o wszystko, bo pamiętałem i słabym dziecinstwie czy młodości. Wszystkie wysiłki kierowano na to, żebym siedział z nimi w domu albo przynajmniej regularnie przyjeżdżał. Oczywiście nagle chciano ze mną poważnie rozmawiać, ale złośliwie powiedziałem, że znajdę czas jak spłacę kredyt i niech wzywają sobie rodzeństwo, które nie było tak często fatygowane. I wiecie jaki jest wniosek?Powinienem był to zrobić już dawno temu i najlepiej jak babcia żyła. Siedzenie z nimi i udawanie, jaki ojciec jest wspaniały, a matka kochana, bo w czasie świąt wypada tak robić to był objaw hipokryzji, z której się wyleczyłem. Ojciec niedawno zadzwonił pijany i próbował wyprosić mój przyjazd, to na trzeźwo dostał taką ripostę, że chyba więcej się nie odważy zadzwonić. Dlatego jeśli ktoś nie lubi świat i swojej rodziny olanie świąt, a nie poprawianie humoru rodzicom czy dziadkom.PS. Mieszkam 100 km od nich, a średnio byłem 1 weekend w miesiącu. I jeszcze były pretensje, że przyjeżdżam na tak krótko albo tak rzadko.#swieta #rodzina #przegryw #rodzice #wigilia

