Co roku w czasie urlopu robię sobie taką konkretną labę jeżeli chodzi o odżywianie, aktywność fizyczną, alkohol, higienę snu, itp. Po prostu olewam wszystko o co dbam tak na co dzień. I powiem tak. Jest to najlepszy czas w moim życiu ever. Krata na brzuchu, efekty na siłce czy życiówki w biegach, maratonach nie dają mi nawet ułamki satysfakcji co daje czas w którym mam na wszystko wywalone, zamawiam glovo 4x dziennie, popijam colę i piwko, a wszystko zagryzam chipsami. Zostały mi ostatnie dni jeszcze, od poniedziałku wracam do rutyny dnia codziennego. Przez te 3 tygodnie urlopu wpadło 6kg na wadzę, wcale jakoś dużo nie wydałem na to zamawianie jedzenia i tylko kilka razy pokłóciłem się z różową. To i tak sukces, bo wszystkie moje poprzednie rozstania w związkach przypadały na ten właśnie okres :)I tak się zastanawiam czy serio warto pilnować diety, ruszać się, unikać bicia kapucyna i porno, unikać grania w gierki po nocach, nie oglądać tiktoków godzinami, odkładać telefon te 30min przed spaniem. I żeby nie było, na co dzień nie liczę kcal co do sztuki, jem raczej normalnie, wpada też coś zamawianego no ale nie pozwalam sobie na to kilka razy dziennie + piwo/cola. Tak samo treningi. Się przyzwyczaiłem i trenuje. Ale bez żadnej satysfakcji. W dupie mam czy mi jakieś mięśnie widać czy nie. Dbam po prostu o to, pracuje jako fizjo więc można powiedzieć, że to takie zboczenie zawodowe, tym bardziej, że współpracuje ze sportowcami.Ale mimo wszystko chyba bym wolał żyć 50 lat, mieć bebech, pić piwo i codziennie jeść maczka, niż żyć 70 i gotować sobie ryż z kurczakiem i popijać to yerbą.#dieta #sport #gorzkiezale

